Aktualności

Paweł Kryszałowicz: Tego gola nie oddałbym nawet za mistrzostwo Polski

Specjalne20.08.2019 
– Pierwsze piłkarskie kroki stawiałem w małym klubie, grałem na wszystkich szczeblach rozgrywkowych. Zostałem powołany do reprezentacji Polski, zdobywałem bramki, ale tym wyjątkowym trafieniem to zdecydowanie gol ze Stanami Zjednoczonymi. Nie oddałbym go nawet za tytuł mistrza Polski – mówi Paweł Kryszałowicz, który w cyklu „Moje najważniejsze 90 minut” wskazał na ostatni mecz fazy grupowej mundialu w 2002 roku.

– Pochodzę z małego klubu. A to jest zupełnie inna droga niż zawodnika, który jest wychowankiem wielkiej drużyny. Podczas swojej kariery grałem na wszystkich szczeblach rozgrywkowych. Począwszy od A-klasy do Ekstraklasy, aż później trafiłem do reprezentacji narodowej. Pamiętam, gdy byłem małym chłopcem, w wieku 12 lat oglądałem mistrzostwa świata z pozycji telewidza. A w 2002 roku już sam mogłem zagrać na wielkiej imprezie. Mecz ze Stanami Zjednoczonymi to takie przypieczętowanie wszystkich moich osiągnięć.

– W kwalifikacjach mistrzostw świata nie występowałem od samego początku. Zabrakło mnie na pierwszym wyjazdowym spotkaniu z Ukrainą, bo byłem kontuzjowany i mecz oglądałem z rodziną w Słupsku. Gdy już grałem, to nie zawsze byłem pierwszym wyborem, wchodziłem z ławki rezerwowych, ale dołożyłem swoją cegiełkę do awansu na mundial. Zdobyłem cenną bramkę w Cardiff w meczu z Walią, wpisałem się również na listę strzelców z Norwegami. Nasz awans został przypieczętowany w Chorzowie właśnie z Norwegią i jako pierwsza drużyna z Europy awansowaliśmy na turniej. Na ten moment Polska czekała 16 lat…

– Na pewno oczekiwania w stosunku do biało-czerwonych były ogromne, bo udanie przeszliśmy kwalifikacje. Balonik rósł i rósł. Był dmuchany przez kibiców i media, ale jako drużyna też go pompowaliśmy. Mówiono nawet, że jedziemy po medal. A tak naprawdę nie byliśmy do tego turnieju przygotowali. Przede wszystkim pod względem psychicznym. Przecież żaden z naszych zawodników wcześniej nie miał okazji brać udział w tego typu wydarzeniu.

– Jeszcze przed rozpoczęciem się mistrzostw świata każdemu z nas musiał zostać przydzielony numer na koszulkę. Przez całe kwalifikacje grałem z dziewiątką i też na mundialu chciałem z nim występować. Nie tylko ja, bo tego samego chciał Maciej Żurawski. Zaczęła się toczyć między nami taka mała, ale zabawna rywalizacja. Padła decyzja, że upragniony numer trafi w ręce tego, kto wpłaci więcej na cele charytatywne. Oczywiście nie będę podawał kwot. Nie licytowaliśmy się, kto da więcej. Wpłaciliśmy razem, ale „Żuraw” odpuścił i udało nam się osiągnąć porozumienie.  

– Nie zagrałem w pierwszym meczu z Koreą Południową. Nie wiem, czym to było spowodowane, ale taką decyzję podjął trener Jerzy Engel. Miał swoją koncepcję na ten mecz i nie mam prawa mieć do niego żalu. Tak jest w piłce. Trener miał inny pomysł, widział innych zawodników. W hierarchii napastników byłem jednak zawsze wysoko. To, co wydarzyło się w meczach z Koreą Południową i Portugalią wie każdy. Zawiedliśmy po całości. Mogę jednak powiedzieć, że w drugim meczu z Portugalczykami nie zagraliśmy źle. Powiem więcej: prezentowaliśmy się lepiej niż w pierwszym spotkaniu. Zadecydowały jednak niestety błędy indywidualne, po których czterokrotnie kapitulował Jerzy Dudek.

– Do szatni zeszliśmy ze spuszczonymi głowami, siedzieliśmy w ciszy i pewnie każdy z nas myślał o tym, co poszło nie tak. Przecież miało być zupełnie inaczej, a tu już po dwóch meczach fazy grupowej było pewne, że reprezentacja Polski musi się pakować i wracać do domu. Chcieliśmy jednak pożegnać się z mundialem z honorem. Przed ostatnim meczem ze Stanami Zjednoczonymi zeszło z nas całe ciśnienie. Nie było już takiej presji. Mimo wszystko nie graliśmy o nic: Amerykanie mieli nóż na gardle, a nasz zespół chciał coś udowodnić.

– Trener Jerzy Engel na nasz ostatni mecz wymienił prawie cały skład. – Teraz jest czas dla tych, którzy grali mniej. To czas dla debiutantów – mówił trener w szatni przed wyjściem na murawę. Drużynę ustawił bardzo ofensywnie, bo od początku zagrałem ja, Emmanuel Olisadebe, Maciej Żurawski i Cezary Kucharski. Szybko zaskoczyliśmy Amerykanów. Minęło kilka minut i prowadziliśmy różnicą dwóch goli. Najpierw Olisadebe pokonał Brada Friedela, potem szybko podwyższyłem rezultat.

– Przeciwnik nie dowierzał co się dzieje. W końcu zagraliśmy na takim poziomie, jak w eliminacjach. Mieliśmy mecz pod kontrolą, tworzyliśmy sobie kolejne sytuacje. W drugiej połowie trzeciego gola uderzeniem głową strzelił Marcin Żewłakow, który wcześniej wszedł z ławki rezerwowych. Amerykanie odpowiedzieli tylko jedną bramką. Wynik mógłby być wyższy, bo rzutu karnego po faulu na mnie niestety nie wykorzystał Maciej Żurawski.

– Wygraliśmy, zdobyliśmy trzy punkty i pożegnaliśmy się z turniejem. Amerykanie mimo porażki z nami awansowali, bo Korea Południowa wygrała z Portugalią. Zapewne kibice zastanawiali się: „Dlaczego trener Engel nie mógł wcześniej wystawić takiego składu? Przecież bardzo dobrze poradzili sobie z Amerykanami”. Myśmy o tym nawet nie rozmawiali. Inaczej do tego podchodzę: jedziesz na wielką imprezę, przegrywasz pierwszy mecz z gospodarzami i… co dalej? Na drugi mecz masz wystawić zupełnie inny skład czy postawić raczej na ten, który nie zawodził w eliminacjach? Zaufać podstawowym czy rezerwowym? Trener na pewno miał wiele pomysłów, koncepcji i postawił na sprawdzonych piłkarzy.

– Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, co działo się na lotnisku po naszym powrocie. Myślałem, że kibice nas zrugają za nieudany mundial i brak awansu do fazy pucharowej. Było jednak zupełnie inaczej. Poszło jak poszło, ale fani nas nie zostawili. To było bardzo miłe z ich strony. Może docenili to, że udało nam się awansować na mundial po latach posuchy.

– Bramki na mistrzostwach świata nie oddałbym nawet za tytuł mistrza Polski. Zapisałem się w historii reprezentacji Polski golem na mundialu, ale też ustrzelonym hat-trickiem w meczu z Wyspami Owczymi w trzy minuty. Nie był to wymagający rywal, ale nawet w B-klasie ciężko to zrobić. Jestem z tego powodu dumny i szczęśliwy, że moje nazwisko jest w kartach historii. Moja kariera toczyła się różnie, ale dzięki tym osiągnięciom mogę powiedzieć, że jestem spełnionym zawodnikiem.

Wysłuchał Jacek Janczewski

PAWEŁ KRYSZAŁOWICZ

Data i miejsce urodzenia: 23 czerwca 1974 r., Słupsk.

W reprezentacji Polski: 33 mecze, 10 goli.

Debiut: 9 października 1999, Szwecja – Polska 2:0.

Osiągnięcia: Uczestnik MŚ 2002.

Kariera klubowa: Gryf Słupsk, Zawisza Bydgoszcz, Amica Wronki, Eintracht Frankfurt (Niemcy), Amica Wronki, Wisła Kraków, SV Wilhelmshaven 92 (Niemcy), Gryf 95 Słupsk, Gryf Słupsk.

Osiągnięcia: Puchar Polski (1998, 1999, 2000).

14 czerwca 2002, Tedzon

Polska – USA 3:1 (2:0)

Bramki: Emmanuel Olisadebe 3, Paweł Kryszałowicz 5, Marcin Żewłakow 66 – Landon Donovan 83.

Polska: Radosław Majdan – Tomasz Kłos (90. Tomasz Wałdoch), Jacek Zieliński, Arkadiusz Głowacki, Marek Koźmiński – Maciej Żurawski, Maciej Murawski, Cezary Kucharski (66. Marcin Żewłakow), Jacek Krzynówek – Emmanuel Olisadebe (87. Paweł Sibik), Paweł Kryszałowicz.

USA: Brad Friedel – Anthony Sanneh, Eduard Pope, Jeffrey Agoos (37. DaMarcus Beasley), Frank Hejduk – Ernest Stewart (69. Cobi Jones), John O’Brien, Claudio Reyna, Landon Donovan – Clint Mathis, Brian McBride (59. Joseph-Max Moore).

Żółte kartki: Majdan, Koźmiński, Kucharski, Olisadebe – Hejduk.

Sędziował: Lu Jun (Chiny).

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności