Aktualności

Mirosław Szymkowiak: Czułem się jak po walce MMA

Specjalne07.08.2019 
– Po powrocie do klubu miałem trzy „sznyty”, ze dwie na twarzy. Gdy zobaczył mnie trener Henryk Kasperczak zapytał: Brałeś udział w MMA? Byłem tak „wypruty” i poobijany, że potrzebowałem trochę czasu, żeby dojść do siebie – takimi słowami mecz w cyklu „Moje najważniejsze 90 minut” opisuje Mirosław Szymkowiak. Wygrane spotkanie z Walią uświadomiło mu, że futbol bywa morderczy.

Grałem na wielu europejskich obiektach, między innymi na stadionie Realu Madryt czy Barcelony, gdzie kultura kibicowania jest jednak trochę inna niż na Wyspach Brytyjskich. Tam fani zazwyczaj zdzierają gardła, gdy ich drużyna pędzi z atakiem lub zdobywa bramkę. Tak samo jest również w innych krajach. Myślałem, że podobnie będzie na Millenium Stadium. Wychodząc na rozgrzewkę przed meczem z Walijczykami pomyślałem sobie: „No, to dopiero jest piknik”. Bo tak zazwyczaj jest na Wyspach Brytyjskich, że panuje luźna atmosfera, słoneczko świeci i można grać. Szybko jednak zmieniłem zdanie.

Zaczęliśmy się rozgrzewać i jednocześnie spoglądałem na trybuny walijskiego stadionu. A tam, co dla mnie było bardzo dziwne, zasiadała tylko garstka ludzi. Jednak z minuty na minutę sektory zaczęły się zapełniać. Gdy schodziliśmy do szatni, stadion już był pełny. Dla mnie to fenomen, że tuż przed samym meczem można zająć cały obiekt. Przecież u nas w Polsce, gdy były mecze na przykład z Realem albo Barceloną, kibice już godzinę przed pierwszym gwizdkiem siedzieli i wyczekiwali pierwszego gwizdka. 

Stojąc w tunelu tuż przed wyjściem na murawę czułem coraz większą ekscytację, ale też zastanawiałem się, jak będzie wyglądała walka w środku pola. Grałem na środku pomocy na… Robbiego Savage’a. Ten, kto go pamięta z czasów klubowych i reprezentacyjnych, doskonale wie, jaki to typ zawodnika. Żaden przyjemniaczek. Brutalny, nieustępliwy, bardzo twardy piłkarz. W cudzysłowie można powiedzieć „boiskowy bandyta”.

Po odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego dopiero zrozumiałem co znaczy śpiewanie hymnu, gdy reprezentuje się swoje barwy narodowe. Wspaniała akustyka, głośny ryk kibiców. Później swój zaśpiewali Walijczycy. Pierwszy raz w życiu dreszcze przeszły mi od stóp do głów. Od razu zakończeniu hymnu zaczęliśmy się wzajemnie pytać: „Czujesz to samo? Tobie też przechodzą ciary?”.

Byłem typem zawodnika, który wyznawał zasadę „Im głośniej na stadionie, tym lepiej”. Miałem tak, gdy występowałem w klubach i w barwach narodowych także. Wiedziałem, że będzie dobrze, mówiłem to też chłopakom. Zdecydowanie przyznam, że konfrontacja z Walią to najtrudniejszy mecz w mojej karierze. Przez 90 minut trzeba było wybiegać swoje. Były bardzo ciężkie momenty, ale bark w bark dzielnie toczyliśmy boje z silnymi Walijczykami.

Niosła nas ułańska fantazja, bo przecież z kilkoma zawodnikami znałem się doskonale z gry w Wiśle Kraków. Powiem po piłkarsku: graliśmy w ciemno. Wiedziałem, na jaką pozycję może wybiec „Żuraw”. Mogłem spodziewać się sprintu „Franka”. Czy „Kosa” jest szeroko, czy „depnie”, a może zostanie? Takie rzeczy po prostu się czuło i wiedziało. Na boisku rozumieliśmy się doskonale.

Jak już wcześniej wspomniałem – grałem na „zabijakę”, czyli Savage’a. Po pierwszym kontakcie z tym graczem wiedziałem, że to będzie bardzo ostra walka. Poturbował mnie kilka razy i jestem przekonany, że robił to celowo. Niby gdzieś schodził, niby wracał i tak „przypadkiem” stawał mi na bucie. Wówczas zrozumiałem, że to ciśnienie muszę wytrzymać. A to nie jest takie proste, bo przy takim napięciu, na obcym terenie, zawodnik może sobie z tym nie poradzić. Łatwo złapać żółtą lub czerwoną kartkę i wylecieć z boiska.

Zawsze będę powtarzał, że tamten zwycięski mecz uświadomił mi wiele rzeczy. Że nie wolno spoczywać na laurach, że piłka nożna to nie tylko przyjemna i piękna gra, ale także mordercza walka. Czasem trzeba zacisnąć pięści i dawać z siebie jeszcze więcej, niż organizm chce pozwolić. To wszystko powoduje, że można stawać się jeszcze lepszym piłkarzem.

Walijczycy w większości występowali wówczas w Premier League i byli wybiegani. W Polsce tak nie było, bo można było strzelić do przerwy ze trzy bramki i później spokojnie wymieniać podania. Ja miałem to szczęście, że mogłem grać w drużynach, którym zawsze chciało się grać. Mieliśmy takich piłkarzy jak Żurawski i Frankowski, którzy nawet przy wysokim zwycięstwie byli źli, że nie wpisali się na listę strzelców.

Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji niewiele później trzeba było rozegrać mecz ligowy. Miałem trzy „sznyty”, ze dwie na twarzy. Gdy zobaczył mnie trener Henryk Kasperczak zapytał: „Biłeś się czy co? Może byłeś na jakiejś walce MMA?”. Byłem tak „wypruty” i poobijany, że potrzebowałem czasu, żeby dojść do siebie. Nie powiedziałem jednak trenerowi, że nie dam rady wystąpić w meczu ligowym. Ugryzłem się w język i odparłem, że jestem gotów do  kolejnej gry.

Wysłuchali Jacek Janczewski i Emil Kopański


MIROSŁAW SZYMKOWIAK

Data i miejsce urodzenia: 12 listopada 1976 r., Poznań.

W reprezentacji Polski: 33 mecze, 3 gole

Debiut: 6 września 1997, Polska – Węgry 1:0.

Osiągnięcia: Uczestnik MŚ 2006.

Kariera klubowa: Olimpia Poznań, Widzew Łódź, Wisła Kraków, Trabzonspor Kulubu (Turcja).

Osiągnięcia: Mistrz Polski (1996, 1997, 2001, 2003, 2004, 2005), Puchar Polski (2002, 2003), Superpuchar Polski (1997, 2002).

13 października 2004, Cardiff

Walia – Polska 2:3 (0:0)

Bramki: Robert Earnshaw 56, John Hartson 90 – Tomasz Frankowski 72, Maciej Żurawski 81, Jacek Krzynówek 86.

Walia: Paul Jones – Mark Delaney, James Collins, Daniel Gabbidon, Benjamin Thatcher – Simon Davies, Robert Savage, Gary Speed (79. John Hartson), Jason Koumas (86. Paul Parry) – Robert Earnshaw, Craig Bellamy.

Polska: Jerzy Dudek – Marcin Baszczyński, Tomasz Hajto, Jacek Bąk (46. Tomasz Kłos), Tomasz Rząsa – Kamil Kosowski, Radosław Kałużny (71. Sebastian Mila), Mirosław Szymkowiak, Jacek Krzynówek – Piotr Włodarczyk (61. Tomasz Frankowski), Maciej Żurawski.

Sędziował: Alain Sars (Francja).

Fot. East News

 

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności