Aktualności

Jan Urban: Mistrzostwa świata w Meksyku mnie rozczarowały

Specjalne10.01.2020 
Jan Urban w zespole narodowym rozegrał 57 spotkań, w których zdobył siedem bramek. Brał udział w mistrzostwach świata w 1986 roku, ale za swój najbardziej pamiętny mecz uznaje spotkanie kwalifikacji do tamtego mundialu. – Specyfika miejsca robiła wrażenie – wspomina starcie z Albanią w kolejnej odsłonie cyklu „Moje najważniejsze 90 minut”.

 Z czasów swojej kariery reprezentacyjnej najbardziej zapadły mi w pamięć kwalifikacje do mistrzostw świata 1986. Grupa, do której trafiliśmy, była dość wyrównana. Emocji w niej nie brakowało – musieliśmy między innymi wygrać wyjazdowy mecz z Grecją w Atenach, a także z Albanią w Tiranie, bo później czekał nas jeszcze bój z Belgią. Co do Albanii, w pamięci pozostały mi bunkry. Nie byliśmy wtedy specjalnie rozwiniętym krajem, ale w porównaniu do Albanii staliśmy na naprawdę wysokim poziomie. Ta specyfika miejsca robiła ogromne wrażenie. Rozglądając się wokół widzieliśmy, że musiało tam się naprawdę wiele dziać.

– Pamiętam, że Zbyszek Boniek doleciał na ten mecz prywatnym samolotem. Niewiele wcześniej rozegrał bowiem spotkanie w barwach Juventusu. Bez takiej możliwości transportu z pewnością by nie zdążył. Jak na tamte czasy, było to spore wydarzenie. Nie była to tak powszechna praktyka, jak obecnie. Robiło to ogromne wrażenie. Co więcej, to właśnie jego gol dał nam zwycięstwo i niezwykle ważne trzy punkty, które dały nam dużo lepszą sytuację i przedłużyły nadzieję na awans.

– Wcześniej, w Grecji, zagraliśmy kapitalne spotkanie, wygrane przez nas 4:1. O naszym awansie decydował mecz z Belgią, w którym wystarczał nam remis. I tak właśnie się stało – zremisowaliśmy 0:0 i zapewniliśmy sobie udział w meksykańskich mistrzostw świata. Graliśmy przy kapitalnej publiczności, Stadion Śląski wypełnił się po brzegi, trudno byłoby tam wcisnąć choćby szpilkę. Wtedy człowiek sobie wyobrażał – na mistrzostwach świata dopiero będzie się działo!

– Rzeczywistość przyniosła jednak rozczarowanie. Nie tak wyobrażałem sobie mundial w Meksyku. Zamieszkaliśmy w jakimś dziwnym ośrodku poza miastem, nikogo nie było w pobliżu. Byliśmy cały czas pilnowani, tylko raz trener Antoni Piechniczek zgodził się wypuścić nas do cywilizacji. Siedząc zamkniętym w centrum treningowym nie czuje się atmosfery mistrzostw. Przed wyjazdem człowiek wyobraża sobie, że cały kraj żyje turniejem i będzie dane poczuć ten klimat. Tymczasem my zostaliśmy całkowicie odcięci. Jedynym miejscem, w którym mieliśmy z tym do czynienia, była Guadalajara. Już nawet w drodze na mecz z Brazylią widać było, że coś się dzieje. Poza tym nie było kompletnie nic. Nawet gdy wychodziliśmy na spotkania w fazie grupowej, na trybunach zasiadało tylko kilkanaście tysięcy kibiców. Polaków bramkowało na stadionie, bo odległość była zbyt duża. Boiska też były typowo południowoamerykańskie – wysoka trawa, porównałbym je do gąbki. Różniły się znacząco od europejskich „dywanów”. Wiedzieliśmy, że z tym się spotkamy i byliśmy do tego przyzwyczajeni, ale już w Guadalajarze murawa była bardziej przystosowana do europejskich standardów. Ogółem byłem jednak rozczarowany całymi mistrzostwami, obiecywałem sobie znacznie więcej. Ten mundial nie zapadł mi w pamięć.


– W Polsce był wtedy wielki głód sukcesu. To, jak wielką porażką okrzyknięto nasz występ na meksykańskich mistrzostwach świata, wynikało z faktu, że na wcześniejszych mundialach sięgaliśmy po medale. Nadzieje były więc ogromne. Mistrzostwa jednak nam nie wyszły, a po nich Zbyszek Boniek rzucił swoją słynną klątwę, która jednak ostatecznie została „skrócona” o cztery lata. Moim zdaniem powinniśmy wygrać mecz z Marokiem. Z grupy wychodziły trzy zespoły i my akurat awansowaliśmy do dalszej fazy właśnie z tej najniższej pozycji. Liderem było Maroko, a do domu pojechali Portugalczycy. Trafiliśmy na Brazylię, czyli ekipę z najwyższej półki. Paradoksalnie czuliśmy się wtedy najlepiej, według mnie znajdowaliśmy się w najlepszej dyspozycji, ale „Canarinhos” nas wypunktowali.

– Wydaje mi się, że niektórzy zawodnicy z tamtego zespołu zbyt wcześnie zdecydowali się odejść. Przykładem może być Zbyszek Boniek, który miał przecież tylko trzydzieści lat, a po mundialu wystąpił jedynie w dwóch spotkaniach kadry. Józek Młynarczyk mógł z powodzeniem bronić dalej, zabrakło Andrzeja Buncola, który skończył grę z powodu politycznych zawirowań. Później nie brakowało młodych zawodników, mających świetne umiejętności, ale gdyby mieli oni wsparcie tej starszej generacji, przejście mogłoby nie być tak bolesne.

– Dla mnie mistrzostwa świata były właściwie początkiem kariery reprezentacyjnej. Zadebiutowałem przecież w lutym 1985 roku. Później wskoczyłem w kwalifikacje i po półtora roku mieliśmy już mundial. Kilku innych piłkarzy też tak miało i dlatego uważam, że gdyby bardziej doświadczeni piłkarze zostali po mistrzostwach, nowa ekipa miałaby dużo łatwiejsze przejście. Czas pokazał, że reprezentacja osiągała słabsze wyniki, niż wskazywałby na to potencjał poszczególnych zawodników. Większość z nich grała już przecież w niezłych klubach silnych lig i radziła sobie bardzo dobrze. Wdowczyk, Furtok, Dziekanowski, Tarasiewicz… To nie były przypadkowe nazwiska, stanowiące o sile swoich zespołów.

– Za kadencji trenera Andrzeja Strejlaua właściwie już nie grałem w kadrze, choć nie wiem, dlaczego. Walczyliśmy w kwalifikacjach do mistrzostw Europy, w których miało wziąć udział tylko osiem reprezentacji. Sito było więc niebywale gęste. Dziś gra tych zespołów trzy razy więcej. Ktoś może powiedzieć, że tamta kadra nie miała sukcesów, ale trzeba pamiętać, jak trudno było wywalczyć awans. My byliśmy blisko promocji, do ostatniego spotkania walczyliśmy o osiągnięcie celu. W trakcie ostatniego spotkania z Anglią wyniki tak się układały, że byliśmy nawet finalistami, ale ostateczne rozstrzygnięcia nas wyeliminowały.

Wysłuchał Emil Kopański

JAN URBAN

Data i miejsce urodzenia: 14 maja 1962 r., Jaworzno.

W reprezentacji Polski: 57 meczów, 7 goli.

Debiut: 6 lutego 1985, Bułgaria – Polska 2:2.

Osiągnięcia: uczestnik MŚ 1986.

Kariera klubowa: Victoria Jaworzno, Zagłębie Sosnowiec, Górnik Zabrze, Osasuna Pampeluna (Hiszpania), Real Valladolid (Hiszpania), CD Toledo (Hiszpania), VfB Oldenburg (Niemcy), Górnik Zabrze.

Osiągnięcia: Mistrz Polski (1986, 1987, 1988), Superpuchar Polski (1988).

30 maja 1985, Tirana
Albania – Polska 0:1 (0:1)
Bramka:
Zbigniew Boniek 24.
Albania: Perlat Musta – Hysen Zmijani, Muhedin Targaj, Skender Hodja, Bedri Omuri – Fatbardh Jera, Shkelqim Muca (62. Kristaq Mile), Sulejman Demollari (81. Stavri Marko), Mirel Josa – Arben Minga, Agustin Kola.
Polska: Józef Młynarczyk – Krzysztof Pawlak, Roman Wójcicki, Kazimierz Przybyś, Marek Ostrowski – Waldemar Matysik, Andrzej Buncol, Jan Urban (88. Ryszard Tarasiewicz), Dariusz Dziekanowski – Zbigniew Boniek, Włodzimierz Smolarek.
Sędziował: Jordan Żeżow (Bułgaria).

Fot. PAP

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności