Aktualności

[WYWIAD] Syn Macieja Mielcarza idzie w jego ślady. „Oskar ma większe możliwości”

Rozgrywki14.01.2021 

Maciej Mielcarz w Amice Wronki, Koronie Kielce i Widzewie rozegrał 172 spotkania w ekstraklasie. W seniorach zadebiutowali w wieku 15 lat. Jego syn Oskar (rocznik 2004) na razie walczy o miejsce w czwartoligowej Warcie Sieradz. – Ma nieporównywalnie większe możliwości do rozwoju. W moim przypadku specjalistyczny trening bramkarski rozpocząłem w wieku 18 lat. A ja już go szkolę od ośmiu lat. Potencjalnie powinien zrobić większą karierę ode mnie – mówi Maciej Mielcarz.

Kiedy pan zaczął grać w piłkę?

Pierwszy raz w meczu seniorów zagrałem w wieku 14 lat w Pogoni Książ Wielkopolski. To taki mały klub, w miasteczku oddalonym około 50 km od Poznania. Wtedy jeszcze zagrałem w polu, bo dopiero rok później stanąłem w bramce.

Czyli dopiero w wieku 15 lat zaczął pan bramkarskie treningi?

Nie, wtedy stanąłem w bramce. A prawdziwy trening specjalistyczne zacząłem w wieku 18 lat, kiedy trafiłem do Obry Kościan.

A pański syn Oskar, kiedy zaczął trenować? Od razu chciał zostać bramkarzem?

W wieku siedmiu lat, w szkółce piłkarskiej Sławomira Chałaśkiewicza. Najpierw też zaczynał w polu, bo wszyscy chcą strzelać gole. Jednak już pół roku później stanął w bramce, ale bez żadnej presji z mojej strony.

Wydaje się więc, że teoretycznie większe szanse na zrobienie kariery ma syn?

To na pewno. Tyle że talent to pięć procent, a reszta to ciężka praca i zawsze przyda się trochę szczęścia. On jest dużo przede mną i ma większe możliwości rozwoju. Czasy się mocno zmieniły. Trening bramkarski bardzo się specjalizuje, a do tego może liczyć na moje 25 lat doświadczenia na tej pozycji. Tak jak wspomniałem ja w jego wieku nie miałem jeszcze typowo bramkarskich zajęć. On ćwiczy od ósmego roku życia. Więc w tym elemencie dzieli nas przepaść. Dlatego potencjalnie może zrobić większą karierę.



Trudno jest trenować syna?

Jest pod moim okiem około ośmiu lat. Najpierw trenowałem go dwa, trzy razy w tygodniu w szkółce Chałaśkiewcza. Potem przyszedł do Warty Sieradz, w której grałem. Teraz wciąż jeszcze jestem czynnym zawodnikiem, ale to na wypadek, gdyby były problemy z bramkarzami. I zajmuje się szkoleniem syna i Mateusza Wlazłowskiego. Jako trener czasem mam powód, by go pochwalić, a czasem zganić. Rzeczywiście jednak dość ciężko jest trenować własne dziecko, bo wie, że może więcej sobie pozwolić w relacjach ojciec – syn. To jest trochę podobnie jak w szkole, w której nauczyciela bardziej się słucha, jeśli chodzi o lekcje niż rodzica. Staram się tak prowadzić trening, by nie było widać, że łączą nas więzy krwi. Na szczęście od około dwóch lat Oskar już rozumie, że na boisku jest trener i zawodnik, a nie ojciec i syn.

Kiedy ostatni raz wystąpił pan w meczu?

W poprzednim sezonie w Pucharze Polski.

Oskar w seniorach zadebiutował w podobnym wieku?

Dążyłem do tego, by jak najszybciej wziąć go dorosłej piłki. Wiem jaka jest różnica między seniorami, a juniorami. Zadebiutował w czwartej lidze w wieku 15 lat. Teraz regularnie gra w rezerwach Warty w lidze okręgowej. Czasem występuje też w Pucharze Polski i w czwartej lidze, kiedy rywal jest teoretycznie słabszy.

W ubiegłym roku Oskar dostał powołanie na konsultację szkoleniową kadry U–17. Nazwisko może mu pomóc czy ciążyć?

Różnie może z tym być. Na razie jest na początku drogi i ma koncentrować się na treningu. Zauważył go trener Józef Młynarczyk. Syn pojechał dopiero za czwartym razem, bo z powodu pandemii koronawirusa, trzy razy konsultacja była przekładana. Był też na tygodniowych treningach w Southampton i Vfl Wolfsburg. W Niemczech się spodobał i w październiku lub listopadzie ubiegłego roku miał zagrać w sparingu. I znów lockdown dał znać o sobie. Koronawirus na pewno trochę wpływa na rozwój jego kariery. Rok temu byliśmy też w Lechu Poznań, ale tam chcieli go do akademii. A ja nie chcę, by się cofał. Są zapytania z innych klubów ekstraklasy, ale też pod kątem akademii. Patrzę przede wszystkim na rozwój syna.



Mieszka pan w Łodzi, najwięcej czasu w karierze spędził pan w Widzewie. Ten klub podobno szuka zawodników z regionu. Nie było propozycji?

Rzeczywiście tym klubie spędziłem sześć lat, najdłużej w karierze grałem właśnie tam. W przerwie między sezonami rozmawiałem z Rafałem Pawlakiem, który wtedy odpowiadał za transfery. Drugi syn trenuje nawet w Akademii Widzewa w roczniku 2008. Mieliśmy przejść do Widzewa razem z Oskarem, ale Pawlaka już nie ma w klubie i temat upadł.

Po rundzie jesiennej Warta Sieradz jest wiceliderem czwartej ligi. Walczycie o awans?

Takie było założenie w poprzednim sezonie, ale rozgrywki przerwała pandemia i do trzeciej ligi wszedł KS Kutno. Teraz odeszło z zespołu kilku ważnych piłkarzy, przyszło sporo młodzieży z regionu i chcielibyśmy znaleźć się w czołowej piątce.

Jak pan spojrzy 20 lat wstecz, kiedy wchodził pan do ekstraklasy, to jak się zmieniła rola bramkarza?

W dzisiejszych czasach piłka nożna zmierza do tego, by bramkarz coraz więcej rozgrywał, a wręcz brał udział w akcjach ofensywnych. Musi być cały czas pod grą. 20 lat temu koncentrował się tylko na bronieniu bramki. Teraz od niego zaczyna się atak pozycyjny. Z tego tez powodu bramkarz musi świetnie grać nogami, bo często jest też pod presją napastników.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności