Aktualności

[WYWIAD] Mariusz Muszalik: Serce boli, gdy patrzę na GKS Katowice

Rozgrywki20.09.2018 

W piłkarskiej ekstraklasie rozegrał dokładnie 311 meczów, zdobywając 16 bramek. Przez długi czas był znany jako siostrzeniec Jana Furtoka, ale w końcu zapracował na swoje nazwisko. Mariusz Muszalik latem zakończył piłkarską karierę, ale dalej ugania się za futbolówką. – Teraz chcę z CKS Czeladź awansować do ligi okręgowej – mówi 38-latek.

Jak odnajdujesz się w nowych, A-klasowych realiach?

To jest bardzo odmienna rzeczywistość, ale pozytywna. Zdecydowałem się zrezygnować z profesjonalnej piłki, ale chcę jeszcze pograć. Zobaczymy, jak to będzie dalej wyglądać, na razie nie narzekam. Na pewno jest to duża zmiana w moim życiu.

Rywale chcą pokazać Muszalikowi, kto rządzi na boisku?

W pierwszym meczu tak faktycznie było, ale w kolejnych spotkaniach było już lepiej. Dostrzegam, że więcej takich sytuacji jest, gdy zawodnicy schodzą z pierwszej drużyny do rezerw. Jest ok, aczkolwiek w podświadomości zespołów, które grają przeciwko nam jest to, by uprzykrzyć nam życie. Ale razem dajemy radę. Wiadomo, że samemu meczu się nie wygra, lecz gdy chłopaki pomagają, jest łatwiej.

Wiem, że gry w klasie A nie traktujesz zabawowo, tylko poważnie starasz się podchodzić do swoich obowiązków.

Nie poszedłem do Czeladzi, by odcinać kupony. Przede wszystkim chcę pomóc chłopakom, którzy chcą awansować. Pragnę pokazać też młodzieży, że trzeba ciężko pracować, by do czegoś dojść. Ponadto, gdy ktoś mi zaufał, to trzeba to traktować poważnie. Dali mi pracę, a ja sobie będę to olewał? W żadnym wypadku. Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś ufa i szanuje, to ty musisz również szanować.

Młodzież uczy się od Muszalika?

U nas jest mało młodzieży, ale tak ogólnie, jak rozmawiam z kolegami z innych klubów, bardzo rzadko młodzież przychodzi i rozmawia. Nie wiem czy się wstydzą, czy mają wysokie mniemanie o sobie, czy może są „rozbestwieni”? Spotkałem się ogólnie może kilka razy z przypadkami, kiedy chłopcy przyszli i sami z siebie byli ciekawi. Ja zawsze mówiłem, że trzeba podpatrywać i nie chodzi tu tylko o boisko, ale to co się dzieje również poza murawą, to jest jeszcze ważniejsze. Ja jak byłem młody, to wraz z rówieśnikami, w szatni starszych podpytywaliśmy i słuchaliśmy z otwartymi buziami. Oni zawsze byli do naszej dyspozycji. Teraz to troszkę kuleje. Ale myślę sobie, że na tym tracą tylko młodzi.

Tu chyba dotykamy innego tematu, który mocno się zmienił w ostatnich latach. Szatnia piłkarska, która już chyba nie „żyje” ze sobą, tak jak kiedyś.  

Wystarczy popatrzeć na to, co się dzieje w szkole czy w autobusie. Ludzie chętniej ze sobą piszą sms-y niż rozmawiają. Jak ktoś ma jednak rozum i chce do czegoś dojść w sporcie, to dojdzie. W Rybniku przez sześć ostatnich lat mieliśmy super atmosferę. Mieliśmy poniekąd dwie szatnie, ponieważ w jednej się nie mieściliśmy. Cała drużyna osobno, młodzież osobno. Z nami byli tylko najlepsi młodzieżowcy, którzy grali w pierwszej drużynie. Młodzi, którzy jednak się wyróżniali wchodzili do „naszej ekipy”. I wszystko odbywało się bez problemów.

Grałeś w wielu śląskich klubach, w których nigdy się nie przelewało. A bieda zawsze łączy.

Paradoksalnie im gorzej było z finansami, tym lepiej na boisku. Ale tak to jest. Zawodnicy spoza regionu, którzy przyjeżdżali czy to do Odry Wodzisław, Piasta czy Rybnika zawsze byli pod wrażeniem tego klimatu. Czuli się fantastycznie. Na Śląsku chyba zawsze tak było, że atmosfera w klubach z regionu była specyficzna, ale każdy szybko się odnajdował. To wpływało na wyniki.

Gdy mówisz o atmosferze i wynikach od razu na myśl mi przychodzi „twój” GKS Katowice. Serce boli?

Dokładnie. Gdy widzę ile osób przewija się przez ten klub... Kiedyś było to nie do pomyślenia. Co sezon wymienianych jest kilkunastu zawodników, a wyników nie ma. Tu mamy inny paradoks. Finansowo jest lepiej, a sportowo gorzej. Ja wierzę jednak w ten klub. Wiem, że oni wszyscy chcą, nie można powiedzieć, że komuś nie zależy. Mam w zarządzie kolegów i wiem, że wyciągną ten klub. Trzeba postawić na ludzi, którzy charakterologicznie będą w stanie sprostać zadaniu. GKS Katowice to specyficzny klub. Wcześniej rywal przyjeżdżając na Bukową przegrywał już w tunelu, teraz największym atutem rywala jest właśnie stadion GKS-u. Miejscowi przegrywają przed meczem, nie radzą sobie z presją. A GKS gra lepiej na wyjazdach.

Jesteś sentymentalnym człowiekiem, lubisz sobie powspominać?

Mam takie momenty, że owszem. Żona mnie już męczy, bym skończył z piłką, ale na pewno nie wytępi tego całkowicie ze mnie. To całe moje życie, teraz już i tak nie poświęcam futbolowi każdej chwili, ale jednak piłka będzie cały czas przy mnie. Lubię ze znajomymi usiąść, pogadać, powspominać, ale też trzeba patrzeć do przodu.

Kiedy życzenie żony zostanie zrealizowane?

Może nigdy (śmiech). Na takim poziomie chciałbym jeszcze długo pograć, żona chyba zrozumie. Nie jest ze mną jeszcze tak źle, mam na nią jakiś wpływ. W przyszłym roku chcę zrobić licencję trenerską. Ale też wiem jak trudne życie jest trenera, zwłaszcza wśród seniorów. Wiem jacy są zawodnicy. 25 różnych charakterów, kilkanaście niezadowolonych. Po 2-3 porażkach na trybunach grono ewentualnych następców... Na razie daję sobie do grudnia taki czas wyciszenia, potem zobaczymy jak się to potoczy. Nie jest czasami łatwo, gdy piłka całe życie wypełnia, ale kilka pomysłów mam.

Te pierwsze dni, tygodnie po zakończeniu profesjonalnej kariery były trudne? Gdy już nie było zgrupowań, codziennych treningów?

To zawsze jest trudne, ale w moim przypadku było o tyle łatwiej, że mam 38 lat. Organizm potrzebuje odpoczynku. Był czas by zaleczyć mikrourazy, dojść do siebie. Poza tym mam dwójkę nastolatków w domu, żona pracuje osiem godzin dziennie, bo prowadzi swój biznes, więc mam co robić. Jestem dobrze wykorzystany w domu, nie mam co narzekać.

To zakończmy sportowo, w tym sezonie awans z CKS Czeladź?

CKS od sześciu lat walczy o awans do okręgówki, ale z przykrością muszę stwierdzić, że poziom w sosnowieckiej klasie A jest wyrównany i wysoki, a tylko jedna drużyna awansuje. A tak zupełnie serio, są w klubie fajne plany i wizje, ale awans trzeba zrealizować na boisku. Są 3-4 drużyny, które będą się liczyć w walce. My dobrze zaczęliśmy, cały czas docieramy się, zespół jest ciekawy. Zobaczymy czy zimą będą potrzebne wzmocnienia czy powalczymy w obecnym składzie. Na pewno to jest nasz cel.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności