Aktualności

[WYWIAD] Franciszek Smuda: Uczę piłkarzy, by grali jak w ekstraklasie

Rozgrywki01.12.2017 

– Głód ekstraklasy w Łodzi jest ogromny. Nie był nawet taki, kiedy graliśmy z Widzewem w Lidze Mistrzów. To ewenement w Europie, by przychodziło na stadion w III lidze 18 tys. kibiców – podkreśla w rozmowie z Łączy Nas Piłka Franciszek Smuda, trener-legenda dla łódzkiego klubu.

Smuda z Widzewem w połowie lat 90. XX wieku rządzili polską ligą. Zdobyli dwa tytuły mistrza Polski, dwa wicemistrzostwa i zagrali w Lidze Mistrzów. Teraz były selekcjoner reprezentacji Polski dostał zadanie odbudowy potęgi łódzkiego klubu, który gra obecnie w III lidze.

Gdyby to nie był Widzew, to do III ligi chyba by Pan nie przyszedł?

Na pewno nie. Wyrosłem z tego – ostatni raz tak nisko prowadziłem drużyny na początku pracy szkoleniowej w Niemczech. To był jednak Widzew, a niedobrze czuję się z tym, że ten klub jest tak nisko w tabeli. Ten herb powinien znów być rozpoznawalny w Europie, a nie na III-ligowych boiskach.

Dużo Pan ryzykował?

Absolutnie nie. Zawsze powtarzam, że skoro jestem trenerem, to powinienem podejmować się pracy. Oczywiście ta w III lidze okazała się bardzo trudna. Trzeba pamiętać, że przyszedłem do drużyny, która już rozpoczęła rozgrywki, była przygotowywana przez innego szkoleniowca i pod inną taktykę. Teraz muszę ten zespół zmontować na swój sposób, by prezentował styl, pod którym mógłbym się podpisać. Jest trudniej niż w ekstraklasie, bo umiejętności poszczególnych piłkarzy nie są tak duże, by szybko stworzyć drużynę.

Zderzył się Pan z III-ligową rzeczywistością także podczas codziennych treningów?

Nie można było zacząć z „grubej rury” i żądać od tych piłkarzy treningu na poziomie ekstraklasy. To by się mogło skończyć katastrofą. Dlatego ja stopniowo wdrażam swoje metody. Wiosną powinno już być łatwiej, bo piłkarze zrozumieli, czego od nich chcę, a do tego zespół powinni wzmocnić bardziej doświadczeni zawodnicy. Niektórzy gracze mają problemy, bo kiedy uczyli się grać w piłkę na poziomie juniorskim, to nie wszystkie elementy zostały wprowadzone i to wychodzi. I teraz np. w technice trzeba czasem zaczynać od podstaw. My próbujemy nauczyć piłkarzy rozgrywać piłkę tak jak to robią w ekstraklasie. Wtedy jednak często wychodzi ich indywidualna technika, która jeszcze nie jest na odpowiednim poziomie. Nasz zespół już próbuje grać jak w ekstraklasie, ale większość rywali gole próbuje strzelać najprostszymi środkami.

Duża jest różnica między piłkarzem III-ligowym, a ekstraklasowym?

Jest spora i to pod każdym względem – doświadczenia, umiejętności piłkarskich, a zwłaszcza techniki, wytrenowania organizmu, fizycznego przygotowania, a także szybkości gry. Jedno co się nie zmienia, to walka. Poczuliśmy to na własnej skórze jesienią, gdy wiele drużyn dawało z siebie wszystko, a może ciut więcej, bo piłkarzy łapały skurcze. Ostatnie 20, 30 minut ledwo dyszeli, ale do końca nie odpuszczali. To jest dla wielu piłkarzy jedyne spotkanie, być może nawet w karierze, które mogą rozegrać na pięknym stadionie, przy 17 tysiącach kibiców i sztucznym oświetleniu. Graja piłkę fizyczną, taką siła razy gwałt. Gdybyśmy mieli większe umiejętności techniczne, to nie byłoby takiego problemu.

Po rundzie Widzew jest wiceliderem. Nadzieje wśród kibiców było nieco większe…

Jestem przede wszystkim zadowolony z liczby zdobytych punktów. Potencjał zespołu było widać w meczach z zespołami z czołówki, bo właściwie ze wszystkimi wygraliśmy i to na wyjazdach. Szkoda, że kilka spotkań ze słabszymi zespołami tylko zremisowaliśmy, ale to był właśnie efekt ich gry, która polegała przede wszystkim na tym, by gola nie stracić.

Złościł się Pan na piłkarzy po takich wpadkach jak remis z ostatnim GKS Wikielec czy porażka z ŁKS Łomża?

Nawet nie tak bardzo, bo wiem jakie słabości ma ta drużyna. Wiemy już, jakiej selekcji mamy dokonać i na jakich pozycjach się wzmocnić. Zimą mamy czas, by poukładać zespół.

Głód piłki w Łodzi jest duży?

Ogromny. Nie był nawet taki, kiedy graliśmy z Widzewem w Lidze Mistrzów. Wtedy zespół już był mistrzem Polski. Teraz jesteśmy dopiero na początku drogi, by wrócić do ekstraklasy. Teraz wydaje mi się nawet, że zainteresowanie jest większe, pewne też za sprawą pięknego i nowego stadionu. To jest ewenement w Europie, by przychodziło na stadion w III lidze 18 tys. kibiców. To już jest ekstraklasa, tylko jeszcze taką drużynę musimy zrobić. To nie jest pstryk. Najpierw musimy zrobić drużynę najmocniejszą w III lidze i potem co sezon znów najsilniejszą. Dobrze, że taka silna firma jak Murapol postanowiła zainwestować w klub. Dzięki temu łatwiej będzie nam zbudować mocny zespół.

Mówi się, że z tej ligi najtrudniej uciec, bo awansuje tylko jedna drużyna. Potem jest teoretycznie łatwiej.

Takiej ligi sobie nie wyobrażałem. To mnie najbardziej zaskoczyło.

Rozmawiał Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności