Aktualności

[WYWIAD] Łukasz Wróbel – grający prezes Kaszubii Kościerzyna. „Najpierw solidne fundamenty”

Rozgrywki01.07.2020 
Pamiętacie Łukasza Wróbla z boiska? Ten 37-letni dziś środkowy obrońca przez wiele lat występował w Bytovii Bytów. Ponad dekadę temu był zawodnikiem Kaszubii Kościerzyna, której został właśnie prezesem i... zawodnikiem. – Zbyt długo siedzę w piłce, żeby snuć ambitne plany. Jasne, jak każdy sportowiec mierzę jak najwyżej, niemniej jako klub twardo stąpamy po ziemi, w pierwszej kolejności chcemy odbudować markę Kaszubii. Klubu, który dobrze szkoli i ma fajną młodzież z dobrze prosperującą akademią – mówi Wróbel w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Niedawno został pan prezesem Kaszubii Kościerzyna. To kolejny etap w pańskiej przygodzie z piłką – było boisko, rola dyrektora sportowego Chojniczanki Chojnice, własna szkółka piłkarska. Dużo tego.
Nie mogę być prezesem dwóch stowarzyszeń jednocześnie, dlatego w mojej akademii „Goal Kids” pozostanę jako dyrektor sportowy, będę też koordynatorem i trenerem. Obecna sytuacja związana z pandemią sprawiła, że jest mniej pieniędzy od sponsorów, przez co są braki trenerskie. Akademię założyłem dwa lata temu. Pierwsze zajęcia mieliśmy z dzieciakami z roczników 2010, 2011 oraz 2012. Co ciekawe pomysł założenia akademii narodził się w mojej głowie, kiedy okazało się, że mój syn nie ma gdzie trenować. We wszystkich okolicznych szkółkach na terenie Kaszub nie było miejsc, szczególnie interesowała nas Kaszubia Kościerzyna. Na bazie mojego doświadczenia z boiska, stwierdziłem, że warto wejść w coś takiego i firmować to moim nazwiskiem. Teraz połączyliśmy się z Kaszubią, zrobiliśmy fuzję, w wyniku której tworzymy akademię pod szyldem Kaszubii. Nie chcemy się równać z akademią Raduni Stężyca. Oni są kilka lat przed nami. Są dla nas wzorem do naśladowania. Tworzą bazę z prawdziwego zdarzenia, mają Szkołę Mistrzostwa Sportowego, klasy sportowe. Tak powinna wyglądać prawdziwa akademia! U nas pracuje dziesięciu trenerów. Szukamy kolejnych. Dokładną liczbę trenujących dzieciaków nie możemy w tej chwili określić, bo w trakcie pandemii wielu rodziców zabroniło treningów swoim dzieciakom. Zakładając, że od września wszyscy wrócą do zajęć, to będziemy mieli ok. 150 adeptów futbolu.



Radunia wyrasta na solidnego gracza, jeśli chodzi o szkolenie dzieciaków.
Nie wiem, czy niedługo nie będą pod tym względem pierwszą siłą w regionie, licząc też Arkę i Lechię. W Stężycy dzieciaki będą miały do swojej dyspozycji kilka boisk. Do tego internat... Są na to pieniądze, jest osoba, która sprawnie tym wszystkim zarządza w osobie wójta.

Sportowe ambicje Kaszubii też sięgają tak wysoko jak ambicje Raduni, która celuje w awans do 2. ligi?
Zbyt długo siedzę w piłce, żeby snuć ambitne plany. Jasne, jak każdy sportowiec mierzę jak najwyżej, niemniej jako klub twardo stąpamy po ziemi, w pierwszej kolejności chcemy odbudować markę Kaszubii. Klubu, który dobrze szkoli i ma fajną młodzież z dobrze prosperującą akademią. Jeśli uda nam się awansować do trzeciej ligi, nie stanowiłoby to dla nas problemu natury organizacyjnej, ale to nie nasz aktualny priorytet. Pamiętam jeszcze czasy Kaszubii trzecioligowej, czyli sezon 2007/08. Minąłem się w klubie z trenerem Tomaszem Kafarskim, który wtedy odchodził do Lechii. Prowadził mnie trener Wojtek Pięta, spędziłem w trzeciej lidze dwa sezony.



Na początek zatem zamierzacie ugruntować swoją pozycję w IV lidze pomorskiej?
Rozgrywki zostały zakończone przed pandemią w momencie, kiedy byliśmy na trzecim miejscu w tabeli. Mieliśmy dość mocny zespół, który mógł jeszcze w tym sezonie powalczyć o trzecią ligę. Najpierw zbudujmy solidne fundamenty pod klub. Wówczas będzie łatwiej o snucie planów. Chcemy, aby hasło: „Duma Kaszub” miało odzwierciedlenie nie tylko na boisku, ile w mieście i całym regionie. Nie planujemy być filią któregoś z większych klubów Trójmiasta.

Skoro Kaszubia to trener Tomasz Kafarski, piłkarze Piotr Wiśniewski, Rafał Kosznik...
Kiedy zaproponowano mi, abym został prezesem Kaszubii, powiedziałem, że potrzebuję pięciu lat, aby sprawić, że Kaszubia znów będzie marką. Klubu nie da się zbudować w miesiąc, czy w rok. To długofalowy proces, który trzeba rozpocząć od pracy u dołu, a więc szkolenie. Znałem się z zarządem Kaszubii, poznali moje zdanie na temat tego, jak powinien funkcjonować klub. Przedzwonił do mnie trener Paweł Budziwojski, który zaproponował mi grę w jego drużynie. Pomyślałem: „Dlaczego by nie?”. Potem padł pomysł, aby połączyć moją i Kaszubii akademię w jedną, a ja mógłbym skupić się na pracy prezesa i wykorzystać swoje doświadczenie z gry w wielu klubach. Mam zamiar stworzyć klub na miarę Kościerzyny. Miasto liczy ponad dwadzieścia tysięcy mieszkańców, w powiecie mieszka siedemdziesiąt tysięcy osób.

Oficjalnie kariery piłkarskiej pan nie zakończył?
Nie. Miałem roczną przerwę, teraz będę grającym prezesem (śmiech).

W nowej pracy może pomóc to, że przez kilka miesięcy sprawował pan funkcję dyrektora sportowego Chojniczanki?
Tak na marginesie, uważam, że Chojniczanka powinna być stawiana wszystkim jako wzór do naśladowania dla klubów z mniejszych miast. Chodzi mi o model zarządzania, sposób budowania klubu, jego znaczenia w mieście. Coś pięknego. Wiele rzeczy, których tam się nauczyłem, będę chciał wykorzystać w Kaszubii. Sam grałem w piłkę, wiem jak rozmawiać z zawodnikami. W tej kwestii nie widzę problemu. Problem jest z młodymi piłkarzami, którzy zaczynają od rozmów o pieniądzach zamiast skupić się na boisku. Najpierw coś pokaż, potem oczekuj. Na własnym przykładzie widzę, że warto uczyć się od każdego, czy to od kolegi z szatni, prezesa, trenera, bo w piłce zawsze to się przydaje. Wychodzę z założenia, że trzeba szanować wszystkich wokół.



W Bytovii grał pan najdłużej...
Osiem lat. W barwach tej drużyny rozegrałem najwięcej meczów, osiągnąłem najwięcej. Jestem bardzo zadowolony z tego etapu mojego życia. Będę ten czas zawsze miło wspominał. I nie żałuję, że nie dane mi było występować w ekstraklasie. Trafiłem do Bytovii zaraz po awansie do drugiej ligi. Średnio na sezon rozgrywałem 30 spotkań. Dostałem pożegnalną tablicę z liczbą 230, co oznacza liczbę spotkań, w których reprezentowałem Bytovię. Największe wrażenie zrobiła na mnie Pogoń Szczecin. Nie jest przypadkiem, że to klub ekstraklasowy – akademia, boiska, rzesza kibiców. Ale największym sentymentem darzę Bytovię. Kaszubia? Mieszkam w Kościerzynie od czternastu lat. Miejscowi kibice wiedzieli kim jestem, nawet jeśli nie grałem w Kaszubii. Kiedyś Kościerzyna bardziej żyła Kaszubią. Na mecze, jeszcze na starym obiekcie, przychodziło po kilka tysięcy osób. Jest sporo do zrobienia, aby kibice wrócili na Kaszubię. Możemy to spowodować rzetelną pracą jako klubu.


Mimo że grał pan na środku obrony, to strzelał sporo goli. W jednym z sezonów zdobył pan siedem bramek, włączając w to Puchar Polski.
Po prostu bardzo dobrze wykonywałem rzuty karne, stąd tyle moich trafień. Swojej gry jako obrońcy nie wypada mi oceniać. Z drugiej strony, gdybym był słaby, to nie rozegrałbym tylu spotkań w pierwszej, czy w drugiej lidze.

Jak to się stało, że człowiek z Torunia zadomowił się na Kaszubach?
Zakochałem się. Tutaj urodziła się dwójka moich dzieci. Kaszuby są bardzo urokliwe, to super miejsce do życia.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

fot. chojniczanka.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności