Aktualności

Piłkarski projekt Piszczka coraz poważniejszy. „Łukasz chyba nie myślał, że tak go to wciągnie”

Rozgrywki17.01.2020 
Mało która drużyna ze szczebla regionalnego wzbudza takie zainteresowanie, jak LKS Goczałkowice-Zdrój. Lider czwartej ligi śląskiej ma swoje ambicje, wszak walczyć będzie wiosną o awans. To jednak głównie osoba byłego reprezentanta Polski Łukasza Piszczka powoduje, że o tym klubie mówi się tak wiele.

Goczałkowice-Zdrój. Mała wioska, jeszcze pod koniec XX wieku słynąca głównie z uzdrowiska. W ostatnich latach proporcje te stara się zmienić Łukasz Piszczek, dzięki któremu coraz częściej o tej miejscowości niedaleko Pszczyny mówi się w kontekście piłkarskim. – Nie chcę mówić, że wkrótce będą tu przyjeżdżać drużyny z trzeciej ligi, bo my jednak tak daleko nie sięgamy. Dopiero rozpoczęliśmy przygotowania, skupiamy się na poszczególnych treningach, na pierwszym sparingu – jak widać motto, które wyznaje chociażby „Piszczu”, że najważniejszy jest najbliższy trening, w Goczałkowicach jest bliskie wszystkim, w tym wypadku trenerowi czwartoligowca, Damianowi Baronowi.

Doświadczenie przekazywane na każdym treningu

W kameralnym klubie doskonale zdają sobie sprawę z wartości, jaką wnosi w działania wszystkich osób zaangażowanych w czwartoligowca były reprezentant Polski. Jedna kwestia to szkółka piłkarska, która pod auspicjami Borussii Dortmund w Goczałkowicach się rozwija. Inna rzecz to sama obecność Piszczka przy seniorskiej drużynie. – „Piszczu” wiele wnosi do drużyny, dużo daje już samą swoją obecnością, również nam, starszym zawodnikom. Gdy wpada na trening i jest z nami na zajęciach, to każdy stara się ten czas maksymalnie wykorzystać. Zwraca uwagę na najdrobniejsze detale, jak chociażby przyjęcie piłki. Ale również nastawienie do treningów, odpowiednie przygotowanie poszczególnych elementów, czy przyrządów, jak również samych ćwiczeń – mówił kilka tygodni temu jeden z bardziej doświadczonych graczy LKS, Kamil Łączek.



– To wielkie wzmocnienie i doświadczenie dla całej drużyny, ale chyba największe dla mnie. Jestem młodym trenerem, cały czas się właściwie uczę i każda taka lekcja, taki niuans taktyczny przekazywany przez Łukasza, jest nieoceniony. Pod tym względem rozwinęliśmy się wszyscy, można traktować to jak taki staż i obecność Łukasza tutaj jest największą wartością – mówi trener lidera czwartej ligi, który nawet w przypadku wygranej rywalizacji nie może być pewien awansu. Na śląsku są bowiem dwie grupy czwartej ligi, o jedno miejsce w trzeciej lidze czwartoligowcy będą bić się w barażach.

Defensor BVB pomaga drużynie z rodzinnych stron nie tylko dając przykład podczas zajęć na Śląsku, ale również pokazuje, zwłaszcza tym młodszym zawodnikom, że wytężoną pracą można dojść na sam szczyt. Pod koniec roku cały zespół czwartoligowca już po raz czwarty był z wizytą w Dortmundzie. – To już taka nasza tradycja. Zwłaszcza wiele znaczy właśnie dla tych młodszych zawodników, którzy mogą w ten sposób zobaczyć, jak wiele „Piszczu” znaczy w światowej piłce. Mogą także sobie jednak uświadomić, że to jest chłopak z Goczałkowic, jeden z nich. Też tak zaczynał, oni też mogą więc podążać podobną drogą. Młodzi zawodnicy widzą, że ciężką pracą można dojść na szczyt. Nawet zaczynając od czwartej ligi. Można iść wyżej, nie ma co się bać – opowiada Baron.

Przyjaźń najważniejsza

W obecnej ekipie czwartoligowca stawiają na doświadczonych zawodników, których kibice już zapewne doskonale znają, ale nie brakuje również młodych chłopaków z okolic Goczałkowic. – Na początku, gdy ruszaliśmy z drużyną, młodych z Goczałkowic i okolic było 90 procent. Po awansie jednak dla niektórych poziom był już za wysoki, więc te proporcje się zmieniły. Mamy pięciu młodzieżowców, dla nich miejsce musi być, ale nikt nie gra za status, toczą między sobą rywalizację. Kadrę mamy mocną, wyrównaną, tak by się przekładało to na mecze. Teraz skupiamy się na sobie i treningach. Jest to swego rodzaju mieszanka, a czy wybuchowa dla rywali, to się przekonamy niebawem –  uśmiecha się trener LKS, który może śmiało o sobie mówić, że należy do grona przyjaciół Łukasza Piszczka.



Początki przyjaźni Barona i Piszczka sięgają czasów gry w Gwarku Zabrze. Ten pierwszy nie wydostał się z niższych klas rozgrywkowych, ale więź zawiązana w Zabrzu nigdy nie została zerwana. – Początkowo miałem trenować tylko okręgówkę. Ale wszyscy wkręcili się w ten projekt, również Łukasz chyba początkowo nie myślał, że tak mocno złapie bakcyla, że tak go to wciągnie. Przyjaźń w naszej obecnej relacji tylko pomaga, bo swobodnie możemy rozmawiać o wszystkim, a każda uwaga jest przekazywana z myślą o tym, by się rozwijać. Pozytywnie się napędzamy, nie chodzi o krytykę – tłumaczy Baron, który jednak stawia sprawę jasno. – W przypadku jakichś niejasnych sytuacji, to przyjaźń jest najważniejsza. Jeżeli miałaby się przydarzyć gorsza seria drużynie, czy coś innego, to wolę zrezygnować, nie robić głupiej atmosfery, niż gdyby miało to w jakikolwiek sposób wpłynąć na nasze kontakty. Zresztą już w czwartej lidze miałem taką sytuację, gdzie drużynie nie szło. Przegraliśmy parę meczów z rzędu. Zastanawiałem się co dalej, miałem zawahania. „Piszczu” jednak wszystko uspokoił. Powiedział, żebym się nie wygłupiał, widzi, że fajnie i dobrze pracujemy, nie ma mowy o żadnych zmianach, a efekty przyjdą. W sumie miał rację. Gdyby jednak nie szło, to nie miałbym problemu. Przyjaźń jest zdecydowanie ważniejsza, sport to jednak hobby – tłumaczy Baron, który na co dzień zawodowo pracuje na kopalni w Zabrzu.

Hitowy transfer? Jeszcze nie teraz

Autorytet Łukasza Piszczka ma również przełożenie na transfery LKS. W czwartej lidze w Goczałkowicach grają bowiem Łukasz Hanzel, Piotr Ćwielong, wspomniany Kamil Łączek, a jeszcze niedawno w zespole występował Dawid Plizga. – Nie ma co ukrywać, Łukasz miał wielki wpływ na te transfery. To wszystko znajomi Łukasza, sam do nich zadzwonił, wtedy byli akurat bez klubów, zapytał czy chcą pograć w ciekawym zespole w Goczałkowicach i tak się to ułożyło – mówi Baron.



Zimą głośnych transferów do lidera czwartej ligi nie będzie. – Niektórzy może nas już trochę tak postrzegają, że jesteśmy klubem, który w niższych ligach śląskich może mieć wszystkich graczy. Taką łatkę nam przypięto, ale my tak na to nie patrzymy, poza tym nie mamy takiej filozofii. Zawodnik musi spełniać nasze oczekiwania. My nie szukamy graczy, którzy wymagają kroci. Chcemy budować zespół oparty na młodzieży oraz kilku doświadczonych piłkarzach – mówi spokojnie Baron, który wiosną – w porównaniu do jesieni – będzie miał jednego nowego gracza. To 18-letni napastnik Bartosz Marchewka, który grał w Rozwoju i GKS Katowice, był również powoływany do młodzieżowych reprezentacji Polski. – Nikt od nas nie odejdzie, wszyscy chcą być w tym projekcie, kadrę więc właściwie mamy zamkniętą, liczy 24 zawodników – dodaje trener.

Jeden głośny transfer w najbliższych kilkunastu miesiącach ma się jednak jeszcze stać faktem. – Nie, nie trzymamy miejsca na prawej obronie wolnego, trwa tam cały czas rywalizacja – uśmiecha się trener Baron. – Liczymy przede wszystkim, że „Piszczu” jeszcze trochę pogra w Dortmundzie, a potem się zobaczy – odpowiada szkoleniowiec pytany o przyszłość piłkarza BVB, a zarazem człowieka bez którego Goczałkowice zapewne byłyby dalej wyłącznie uzdrowiskiem.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności