Aktualności

Patryk Fryc – prezes, działacz, trener, piłkarz i… magazynier na pełen etat

Rozgrywki20.03.2020 
Patryk Fryc ma za sobą 67 spotkań w ekstraklasie, ale w wieku 27 lat postanowił wrócić w rodzinne strony, na Podkarpacie. – Chciałem być więcej z rodziną, a czasu mam mniej niż jako zawodowy piłkarz. Ale ja żadnej pracy się nie boję – zapewnia prezes i trener Kotwicy Korczyna, a także zawodnik MKS Arłamów Ustrzyki Dolne.

Fryc jest wychowankiem Kolbuszowianki Kolbuszowa, grał też w Wildze Widełka, Stali Mielec czy Partyzancie Targowiska. Aż w wieku zaledwie 18 lat trafił na przeciwległy kraniec Polski, do Floty. Z Korczyny, gdzie mieszka, do Świnoujścia jest prawie 900 kilometrów. Półtora sezonu później, latem 2013 roku, dość nieoczekiwanie trafił do Wisły Kraków. Trenerem zespołu był wówczas Franciszek Smuda. Przy Reymonta zadebiutował w ekstraklasie, ale długo miejsca nie zagrzał.

Najlepiej w Termalice

Po rundzie przeniósł się do Termaliki Nieciecza i to był najlepszy okres w karierze Fryca. Klub spod Tarnowa awansował do ekstraklasy, a prawy obrońca przez 2,5 roku wystąpił w niej 64 razy.

Potem grał coraz niżej – pierwszoligowa Puszcza Niepołomice, drugoligowa Olimpia Grudziądz, wreszcie Sokół Sieniawa i trzecia liga. Zimą podpisał kontrakt z MKS Arłamów Ustrzyki Dolne, zespołem z klasy okręgowej. W wieku 27 lat Fryc dał sobie spokój z zawodową piłką. Uznał, że ważniejsze są też inne sprawy.

– Kiedy trafiłem do Olimpii, mieszkałem sam w Grudziądzu. Rodzina była daleko, na Podkarpaciu. Miałem dużo czasu, by myśleć o przyszłości. Zdawałem sobie sprawę, że zawodowa piłka to tylko etap życia i trzeba prędzej czy później postanowić co dalej. Chciałem być bliżej żony i dzieci, przypilnować budowy domu – wyjaśnia Fryc. – Postanowiłem, że wracam do siebie i poszukam normalnej pracy, która da mi poczucie stabilizacje. Widziałem, że niektórzy w internecie śmieją się z mojej decyzji, ale ja się tym nie przejmuje. Wszystko robię dla rodziny – zaznacza.



Na nocki w Sieniawie

Jesienią nie tylko grał w trzecioligowym Sokole Sieniawa, ale też pracował. – Najczęściej na nocki. A potem był trening albo mecz. Jak ktoś chce, to jest w stanie wszystko pogodzić. Ja nie bałem się i nie boję iść do normalnej pracy na osiem godzin – zapewnia Fryc.

Wrócił na Podkarpacie, ale piłki nie porzucił. Mało tego zaangażował się w futbol jeszcze mocniej. Został prezesem Kotwicy Korczyna, otworzył szkółkę piłkarską, jest trenerem dzieciaków, a do tego jeszcze gra w piłkę w MKS Arłamów Ustrzyki Dolne.

– Zostałem wybrany na prezesa na czteroletnią kadencję. A skoro się tego podjąłem, to zamierzam robić to z maksymalnym zaangażowaniem. Taki po prostu jestem – mówi Fryc. – Sprowadziłem trenera Adama Domaradzkiego, który przez lata szkolił młodzież w Stali Rzeszów i otworzyliśmy szkółkę dla dzieci. Teraz możliwości są dużo większe niż kiedyś. Takie mały kluby jak nasz są bardzo potrzebne, bo są w stanie wyłapać talenty z najmniejszych miejscowości i sprawić, by się nie zmarnowały  uważa.

Prezes Fryc zadbał o to, by młodzi piłkarze (w szkółce trenuje około 70 dzieci, najmłodsze z rocznika 2015) czuli się jak zawodowcy. Porozumiał się z firmą Cutline, produkującą sprzęt sportowy i wszyscy są ubrani jednakowo, w biało niebieskie dresy i stroje.

Od skrzatów po seniorów i mamuśki

Zaplanowano prezentację wszystkich grup młodzieżowych od skrzatów po juniorów, a także seniorów i drużynę kobiet. – Potem rozegrano spotkanie Mamuśki – Rodzice. Mamuśki to drużyna kobiet, która powstała przy klubie. Chciałbym, by wokół nas wytworzyła się społeczność i już widać pierwsze efekty – podkreśla prezes Fryc.

Poza prezesowaniem, Fryc przebiera się w dres i jest trenerem najmłodszej grupy oraz młodzików. W skrzatach jest jego syn (rocznik 2014). – Mamy plan rozwoju. W małych klubach często brakuje pieniędzy na trenerów i jeden prowadzi wszystkie grupy młodzieżowe. To nie daje jakości. Dlatego chcemy, by u nas jeden trener zajmował się maksymalnie grupą 10–12 zawodników – opowiada Fryc. – To naprawdę jest świetna sprawa, jeśli na treningu widzi się uśmiechnięte dziecko, które z dnia na dzień się rozwija i jest szczęśliwe, że przychodzi na zajęcia – dodaje.



Prezes Fryc odpowiada też za poszukiwanie sponsorów i marketing. – Kiedy wydaje mi się, że mam wolny dzień, najczęściej spędzam go na wizytach u sponsorów. Zapraszam mniejsze i większe firmy chętne do współpracy. Jeżdżę z jednego spotkania na drugie, a do tego próbuje przeprowadzić transfery, bo Kotwica musi się utrzymać w okręgówce [zajmuje przedostatnie miejsce – przyp. red.]. Właściwie to wróciłem do Korczyny, by spędzać więcej czasu z rodzina, a ciągle mnie nie ma. Dziękuję żonie, że jest tak wyrozumiała i jak wszystko już się poukłada, rozpoczniemy rundę, to jej to wynagrodzę – obiecuje Fryc.

Prezes kontra piłkarz

27-letni obrońca jest też wciąż piłkarzem, choć z wrodzoną skromnością twierdzi, że „ja to tylko trochę pokopałem piłkę, bo grają to zagranicą”. – Po rundzie jesiennej w Sokole zatelefonował do mnie dyrektor sportowy klubu z Ustrzyk Dolnych. Spotkałem się z nim i z właścicielem hotelu Arłamów, który sponsoruje zespół. Porozmawialiśmy o projekcie, o szczegółach i zdecydowałem się pomóc. Lubię grać o coś, a tu plany są dalekosiężne – zapewnia Fryc. – Jak poszedłem do Olimpii Grudziądz, to tam też było wyzwanie. Przed rundą wiosenną traciliśmy osiem punktów do miejsca dającego awans do pierwszej ligi i udało się odrobić te straty.

Kotwica, której Fryc jest prezesem i MKS Arłamów, w której gra, są w twej samej lidze. Do wielkiego meczu miało dojść w ostatni weekend kwietnia, ale nie wiadomo, jak będzie w obecnej sytuacji. – Od razu zastrzegłem, że ja w tym spotkaniu nie wystąpię – podkreśla zawodnik. – W Ustrzykach serce zostawiam na boisku, a w Kotwicy na co dzień jako prezes i trener – mówi.

Fryc jest też organizatorem memoriału im. Zbigniewa Fryca w Kolbuszowej. Ojciec Patryka, który był piłkarzem Stal Rzeszów, a potem trenerem młodzieży, zmarł w 2010 roku. Od 2012 roku Patryk z bratem Oskarem zwykle w grudniu organizują turniej piłkarski dla dzieci. Odbywa się też mecz pokazowy z udziałem kolegów z boiska Fryców. W ubiegłym roku memoriał się nie odbył. – To wszystko przez natłok spraw do załatwienia. W tym roku wracamy do organizacji turnieju. Dużo zawdzięczam tacie i chcę, by o nim pamiętano. Szkolił dzieci i młodzież, a ja chciałbym też iść tą drogą – tłumaczy Fryc.

Bycie prezesem, trenerem i piłkarzem to jedno, ale Fryc jeszcze do tego fizycznie pracuje. Od kilku miesięcy jest magazynierem na pełen etat.

– Wstaję rano, jadę do roboty, a przed godziną 6 pierwszy raz rozmawiam jeszcze z trenerem Domaradzkim. Po pracy mam trening w Ustrzykach, po którym jadę załatwiać różne sprawy klubowe i spotykać się z zawodnikami. Wracam do domu o 22 lub 23 – wylicza Fryc. – Wszystko staram się robić z myślą o rodzinie. I naprawdę żadnej pracy się nie boję – zapewnia.

Andrzej Klemba

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności