Aktualności

Motor Lublin, czyli odbudować dawną pozycję

Rozgrywki15.05.2017 

12 listopada 2016 roku. Motor Lublin remisuje z Resovią w 17. kolejce rozgrywek III ligi i kończy rundę na dziewiątym miejscu w tabeli. Ma na koncie 22 punkty, a do lidera traci ich aż trzynaście. Gołym okiem widać, że w klubie potrzebne są zmiany, jeżeli uznana piłkarska firma chce znów wkroczyć na zwycięską drogę.

W drugiej połowie grudnia, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, stery w klubie przejmuje Leszek Bartnicki. Po kilku dniach już wiadomo, że w Lublinie nastąpi też roszada na posadzie szkoleniowca. Od stycznia Jacka Magnuszewskiego zastępuje wracający na trenerską ławkę Marcin Sasal. Obaj zgodnie zapowiadają, że w drużynie nie dojdzie do rewolucji kadrowej. I rzeczywiście, udało się takiej w pewnym stopniu uniknąć. Choć zespół opuściła spora grupa zawodników, większość z nich jesienią nie była ważnym ogniwem Motoru. Za takie można uznać jedynie Iwana Dykyja, Damiana Falisiewicza i Piotra Piekarskiego. Klub nie zdecydował się natomiast na hurtowe zatrudnianie następców. Postawił na jakość, a nie ilość, i to już od pierwszego meczu na wiosnę zaczęło przynosić pożądane efekty. – Zapowiadałem, że nie będzie autobusu z nowymi zawodnikami, a co najwyżej samochód osobowy. Słowa dotrzymałem, dołączyło do nas tylko sześciu piłkarzy, kadra stała się więc węższa, ale świetnie przygotowana – tłumaczy Leszek Bartnicki.

Na Arenie Lublin zameldowali się między innymi Radosław Kursa, Kamil Majkowski i Patryk Słotwiński. Wszyscy z doświadczeniem na wyższych szczeblach rozgrywkowych, jednak wciąż głodni sukcesów i gry dla tysięcy kibiców. Na dwóch ostatnich trener Marcin Sasal oparł trzon zespołu, a ci odpłacają się w najlepszy z możliwych sposobów, czyli prowadząc drużynę do zwycięstw. – Wraz ze swoim asystentem Piotrem Zasadą szkoleniowiec wykonuje świetną pracę. Bardzo ciężko przepracowany okres przygotowawczy przełożył się na dyspozycję drużyny wiosną. Zawodnicy doskonale wytrzymują trudy fizyczne, w drugich połowach często, kolokwialnie mówiąc, zajeżdżając rywali – tłumaczy prezes Motoru.

Maszyna rozkręcała się jednak powoli. Z każdym kolejnym spotkaniem wskakiwała jednak na coraz wyższy poziom, a kolejni rywale byli odprawiani z kwitkiem. A grupa IV trzeciej ligi wcale nie jest najłatwiejszą – oprócz Motoru występują w niej takie ekipy jak KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski, Garbarnia Kraków, Resovia czy Stal Rzeszów. Wszystkie z dużych ośrodków miejskich, wszystkie o dobrze znanej kibicom nazwie. – Trudno było na nas stawiać przed rozpoczęciem rundy wiosennej, biorąc pod uwagę pozycję wyjściową. W tabeli obejmującej tegoroczne spotkania jesteśmy jednak najlepsi i dobiliśmy do czołówki – zaznacza Leszek Bartnicki.

Świetne wyniki przyciągają także kibiców, którzy licznie stawiają się na Arenie Lublin, by wspierać swoich ulubieńców.  To dodaje sił zawodnikom, którzy chcą w każdym starciu zostawić na murawie całe serce. – Na każdy mecz w Lublinie przychodzi co najmniej trzy tysiące kibiców, do Ostrowa Świętokrzyskiego też wybrała się grupa kilkuset fanów. Cieszymy się, że cały czas nas wspierają i musimy walczyć także dla nich – mówi wspomniany wcześniej Kamil Majkowski, jeden z zimowych nabytków. – Udało się znów przywrócić w Lublinie wiarę w Motor. To daje się odczuć w namacalny sposób podczas meczów, gdy fani tłumnie jeżdżą też na mecze wyjazdowe – zgadza się z Majkowskim Leszek Bartnicki.

Motor nie zamierzał oglądać się na klasę rywali, robiąc swoje na boisku. Z Garbarnią i Stalą wygrywał pewnie 2:0, pnąc się coraz wyżej w tabeli. Seria zwycięstw trwała w najlepsze, a licznik zatrzymał się dopiero na dwunastym wiosennym spotkaniu. 34 punkty wywalczone od początku roku pozwoliły Motorowi wspiąć się na pozycję lidera rozgrywek. – Niby mamy punkt przewagi nad Garbarnią, ale oni jeszcze dwa zaległe mecze. Wiele zależy właśnie od naszych rywali. My musimy zrobić swoje, wygrać cztery mecze, które nam zostały. To będzie spore wyzwanie, bo raczej się nie zdarza, że drużyna wygrywa mecz za meczem i kończy rundę z jednym tylko remisem na swoim koncie – uważa Majkowski.

W minioną sobotę Motor zmierzył się na wyjeździe z KSZO 1929 Ostrowiec Świętokrzyski. Pasjonujące zawody zakończyły się remisem 2:2, co przerwało imponującą serię zwycięstw. – Na pewno nie możemy być zadowoleni z takiego rozstrzygnięcia. Wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nadal mamy szansę na awans, co po rundzie jesiennej było właściwie niewyobrażalne. W Ostrowcu liczyło się dla nas tylko zwycięstwo, niestety, zremisowaliśmy, ale musimy zostawić to za sobą. Przed nami jeszcze kilka meczów, trzeba gonić Garbarnię. Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Musimy wygrać wszystko do końca i oberwować, jak będzie odpowiadała ekipa z Krakowa – mówi Majkowski.

Do zakończenia rywalizacji w III lidze pozostało jeszcze pięć kolejek. Motor ma na koncie 56 punktów, ale czeka go jeszcze pauza, więc maksymalnym możliwym do uzyskania dorobkiem jest 68 oczek. Historia ostatnich sezonów pokazuje, że taka liczba punktów nie wystarcza do zajęcia pierwszego miejsca w tabeli. W poprzednim sezonie, gdy Motor wygrał rywalizację ligową, ale przegrał ostatecznie baraże o awans, wywalczył 77 punktów. Czy tym razem zdoła znów być najlepszym zespołem w stawce? – Mimo, że nie wszystko zależy od nas, nie skreślałbym szans Motoru. Ważne jest wywalczenie kompletu punktów w pozostałych spotkaniach, a wtedy wiele może się zdarzyć – kończy Leszek Bartnicki.

Emil Kopański

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności