Aktualności

„Bonjour, Gregoire”, czyli co słychać u dawnych mistrzów Polski?

Rozgrywki11.03.2020 

Kibice III-ligowej Polonii Warszawa w ostatnich dniach mają wreszcie powody do radości. Pakiet kontrolny akcji klubu przejął bowiem Gregoire Nitot, francuski biznesmen od lat działający w branży IT. Dla „Czarnych Koszul”, mających na koncie dwa tytuły mistrza kraju, to nadzieja na lepsze jutro. A jak radzą sobie dawni mistrzowie, którzy obecnie znaleźli się poza szczeblem centralnym?

Polonię od kilku lat można uznać za klub obciążony jakiegoś rodzaju klątwą. Od momentu przejęcia drużyny przez Józefa Wojciechowskiego targają nim ciągłe tąpnięcia. Od Ireneusza Króla, który doprowadził Polonię do upadku, przez kolejnych potencjalnych inwestorów, którzy mieli ratować klub, a nic z tego nie wychodziło, aż po zagrożenie kolejnego, całkowitego zniszczenia. Fani „Czarnych Koszul” z utęsknieniem wypatrywali ratunku dla ukochanego klubu. Nawet, gdy Polonia wróciła na szczebel centralny (sezon 2016/2017, II liga) i wydawało się, że wychodzi wreszcie na prostą, okazywało się, że „potęga” budowana jest na obietnicach, a rozpoznawalne w całym kraju nazwisko, firmujące przemiany, nie wystarczy. Klub z Konwiktorskiej pogrążał się coraz bardziej, choć sezon 2018/2019 skończył na dość wysokim, piątym miejscu w III lidze.

Sytuacja stała się po raz kolejny dramatyczna w bieżących rozgrywkach. Po rundzie jesiennej Polonia znajduje się w strefie spadkowej, wyprzedzając w tabeli jedynie odstający zdecydowanie poziomem od reszty stawki KS Wasilków. W przerwie zimowej wielu zawodników, którzy nie otrzymywali wynagrodzenia, zdecydowało się opuścić Polonię. Pojawiło się zagrożenie, że zespół nie przystąpi do rywalizacji na wiosnę, trudno było nawet skompletować jedenastkę, by rozegrać mecze sparingowe. Znienacka zaświeciło się jednak światełko w tunelu – z dwukrotnym mistrzem Polski zaczęło się łączyć nazwisko Gregoire’a Nitota. Ten francuski biznesmen, doskonale znany w branży IT, wyraził zainteresowanie przejęciem udziałów w klubie.

To nie spodobało się grupie ludzi mieniących się kibicami Legii Warszawa, którzy przez transparenty skierowane do Nitota starali się odwieść Francuza od inwestycji w Polonię. Na szczęście okazało się, że biznesmen nie należy do osób, które łatwo zniechęcić. 5 marca stało się to, na co liczyli kibice „Czarnych Koszul” – Nitot przejął z rąk Krystyny Bnińskiej-Jędrzejowicz kontrolny pakiet akcji warszawskiego klubu.

Francuz na początku skierował do swoich pracowników list, w którym uspokoił ich obawy w kontekście transparentów wiszących na stadionie Legii. – Myślę, że zdecydowana większość kibiców Legii nie jest fanatycznymi chuliganami, ale po prostu ludźmi z pasją, którzy szanują swoich rywali – napisał. Podkreślił przy tym, że chciałby powrotu Polonii na najwyższy szczebel rozgrywkowy, ale na zdrowych, przejrzystych zasadach. Co ważne, Nitot postanowił zainwestować w klub prywatne środki, jego firma nie będzie więc sponsorem „Czarnych Koszul”. – Realizacja szalonych projektów, praca z pasjonatami i dawanie radości ludziom to coś, co naprawdę sprawia mi przyjemność. Luksus nie jest moją pasją – zaznaczył Nitot.

Dla Polonii to doskonała wiadomość. Francuski biznesmen sprawia wrażenie człowieka, który doskonale wie, czego chce i w jaki sposób to osiągnąć. Już uregulował najpilniejsze zobowiązania finansowe klubu, a docelowo – w pierwszym etapie – planuje zainwestować w Polonię kilka milionów złotych. Pojawił się też na meczu Ursusa Warszawa z Polonią, oglądając go w gronie kibiców „Czarnych Koszul”. Być może to zalążek czegoś wielkiego.

Pozytywne informacje płyną także z Bytomia. Tamtejsze Szombierki zapisały się w historii polskiego futbolu wywalczeniem tytułu mistrza kraju w 1980 roku, co określane było mianem wielkiej sensacji. Wszystko posypało się w końcowym etapie lat 90., gdy Szombierki spadły do III, a następnie IV ligi. W 2007 roku doszło do wycofania zespołu z rozgrywek klasy okręgowej, a kilka miesięcy później reaktywowano drużynę, która wystartowała od klasy B.

Od tego czasu zespół piął się w górę, by finalnie osiągnąć poziom III ligi. Od kilku lat klub balansuje pomiędzy III a IV ligą, ale cały czas wisiały nad nim zaległości finansowe. Do przełomu doszło w grudniu ubiegłego roku. – Zarząd wraz z komisją rewizyjną klubu ma przyjemność poinformować wszystkich sympatyków i darczyńców klubu, że po trzynastu latach odbudowy klub został w całości oddłużony – poinformowano na oficjalnej stronie internetowej. To dla Szombierek idealny prezent na stulecie klubu, przypadające właśnie na 2019 rok.

Dzięki całkowitej spłacie wierzytelności, mistrz Polski z 1980 roku może skupić się na budowaniu przyszłości. Po rundzie jesiennej Szombierki są liderem IV ligi śląskiej, z dwupunktową przewagą nad Unią Kosztowy. – Dochodzą do nas informacje o kłopotach w różnych klubach, ale jesteśmy świadomi, że na mecz z nami każdy będzie się maksymalnie mobilizował. Do każdego spotkania będziemy podchodzić z szacunkiem, ale wszystko jest w naszych głowach i nogach – zapowiada trener Szombierek Janusz Kluge. Jemu nie trzeba tłumaczyć, jak ważny to klub. Kluge jako piłkarz wystąpił w ponad 260 meczach w barwach Szombierek, więc wprowadzenie drużyny do wyższej ligi będzie dla niego smakowało wyjątkowo.

Na poziomie rozgrywkowym, o który walczą Szombierki, znajdują się już dwaj inni mistrzowie Polski, pragnący powrócić na szczebel centralny. Po rundzie jesiennej na drugiej pozycji w III lidze znajduje się Polonia Bytom. Drużyna prowadzona przez Kamila Rakoczego ma cztery punkty straty do liderujących rezerw Śląska Wrocław. Podobnie jak jej imienniczka z Warszawy, Polonia z Bytomia po raz ostatni grała w rozgrywkach centralnych w 2017 roku. Zajęła ostatnie miejsce w II lidze z potężną stratą (16 punktów) do ostatniej, bezpiecznej pozycji. Dziś w Polonii kibice marzą o tym, by móc w czerwcu cieszyć się z awansu.

Taki sam cel mają jednak działacze, piłkarze i kibice chorzowskiego Ruchu, który ma o jedno „oczko” mniej od Polonii. Począwszy od spadku z ekstraklasy w feralnym, 2017 roku, „Niebiescy” znaleźli się na równi pochyłej. Sezon po sezonie stoczyli się z krajowej elity na czwarty poziom rozgrywkowy. Ruch jednak nie mógł zginąć. Mobilizacja wszystkich osób związanych z 14-krotnym mistrzem kraju pozwoliła na zatrzymanie lawinowej katastrofy. Choć w Chorzowie nie ma jeszcze eldorado, wydaje się, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Duża w tym zasługa oddanych kibiców, którzy przez stowarzyszenie „Wielki Ruch” sukcesywnie pomagają klubowi. Ich zbiórki na konkretne cele i transparentność wydawanych funduszy budzą zaufanie. I miejmy nadzieję, że będą początkiem powrotu Ruchu na wyższe szczeble rozgrywkowe.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności