Aktualności

[WYWIAD] Rafał Kosznik: Dopóki zdrowie pozwoli, dalej będę grał w piłkę

Rozgrywki20.10.2018 

Rafał Kosznik w ekstraklasie rozegrał 115 spotkań. W 2013 roku zaliczył jedyny występ w reprezentacji Polski (ze Słowacją). 35-letni wychowanek Kaszubii Kościerzyna od tego sezonu występuje w III-ligowej Raduni Stężyca. – Dopóki dopisuje zdrowie, są chęci, a pasja się nie kończy, to będę dalej grał w piłkę – zapewnia.

Z rodzinnych stron wyjechał pan w 2008 roku. W wieku 35 lat postanowił pan wrócić?

Poza domem spędziłem dziesięć lat i zastanawialiśmy się z narzeczoną czy już czas wracać. Jednym z głównych powodów powrotu był syn. Do pierwszej klasy chodził do szkoły w Lublinie. Miałem zapytania z klubów z pierwszej ligi, ale wiązałoby się z ze zmianą szkoły, a potem pewnie kolejne przenosiny i kolejne. Chcieliśmy mu tego zaoszczędzić. Akurat złożyło się to z interesującą propozycją wyszedł wójt gminy Stężyca Tomasz Brzoskowski. Przedstawił mi długofalową wizję rozwoju klubu.

Zdecydował się pan przejść do beniaminka III ligi, a do tego do klubu z najmniejszej miejscowości w grupie drugiej.

Jak przyjechałem na rozmowy, to byłem zaskoczony. Kiedy wyjeżdżałem z Kościerzyny, w Stężycy infrastruktury właściwie nie było. Jako piłkarz Kaszubii na początku XXI wieku kilka razy grałem z Radunią i boisko to był właściwie piach. Jak wróciłem po dziesięciu latach nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Obiekt robi wrażenie, jest płyta sztuczna i trawiasta, a cały kompleks robi świetne wrażenie. Także organizacyjnie jak na trzecią ligę jest na wysokim poziomie. Do tego są sportowe ambicje, czyli walka o awans. Oczywiście to sprawa otwarta, bo chętnych na druga ligę jest kilka zespołów, a miejsce tylko jedno. Ambitny cel przekonał mnie do tego, by podpisać umowę. Kolejnym powodem jest tworząca się Akademia, która już za kilka tygodni powinna oficjalnie działać. Jest więc też plan inwestycji w młodzież. Za powrotem przemawiało wiele argumentów.

Jest pan najbardziej znanym zawodnikiem Raduni.

Nie chciałbym, by to zabrzmiało nieskromnie, ale to, że mam ponad 100 meczów w ekstraklasie, a także zagrałem w koszulce z orzełkiem na piersi, może pomóc w budowaniu wizerunku klubu. Wiem też, że w Raduni liczą na moje doświadczenie piłkarskie, a ja bardzo chętnie udzielę rad, jeśli ktoś będzie ich potrzebował.

Jako beniaminek radzicie sobie imponująco.  

Tabela pokazuje, że walka o awans do II ligi będzie bardzo zacięta. Do końca rundy jesiennej zostało kilka kolejek. Gramy w nich z drużynami, które są bezpośrednio za nami. To da nam odpowiedź na co stać zespół. Drużyna jest mieszanką młodości z doświadczeniem i piłkarsko jesteśmy w stanie sprostać każdemu rywalowi z naszej ligi.

Przez te dziesięć lat grał pan na Cyprze, w Lechii, Warcie Poznań, GKS Bełchatów, Górniku Zabrze i Górniku Łęczna. Były wzloty i upadki.

Początek kariery był obiecujący. Z Kaszubii trafiłem do Lechii i po trzech sezonach udało nam się awansować do ekstraklasy, na co w Gdańsku czekano właściwie 20 lat. Zadebiutowałem w ekstraklasie i po pierwszej rundzie podczas zimowego obozu z Lechią dostałem propozycję z Cypru. Tam sezon cały czas trwał, a ja dopiero byłem w trakcie przygotowań. Zdecydowałem się na wyjazd, miałem nadzieję, że dostanę szansę, ale szybko zmienił się trener i po sezonie postanowił się rozstać z 12 zawodnikami, w tym ze mną. Nie żałuję tej decyzji, bo jak ktoś ma swoje pięć minut, to powinien próbować wykorzystać je na maksa.

W trakcie kariery awansował pan do ekstraklasy z Lechią i Górnikiem Zabrze, ale też spadł z GKS Bełchatów do pierwszej ligi, a z Górnikiem Łęczna do drugiej.

Takie życie piłkarza. Żałuję, że nie udało się utrzymać z GKS Bełchatów. Pod wodzą trenera Kamila Kieresia zabrakło nam tylko punktu, a wykonaliśmy kawał ciężkiej pracy. Dla mnie było o tyle pozytywne, że zaowocowało transferem do Górnika.

Czego zabrakło, by na dłużej zadomowić się w reprezentacji?

Gorsza strona tego zawodu to kontuzje. To właśnie urazy zahamowały rozwój mojej kariery. Po powrocie z Cypru straciłem całą rundę na rehabilitację. Odbudowałem się w Warcie Poznań i trafiłem do GKS Bełchatów. To był bardzo dobry krok, bo choć zespół był na ostatnim miejscu, to zostałem zauważony przez Adama Nawałkę, wtedy trenera Górnika Zabrze. Tam grałem regularnie i dzięki występom dane mi było zadebiutować w reprezentacji Polski. Chyba w przypadku każdego piłkarza marzeniem jest występ w kadrze narodowej. Zaśpiewać hymn, założyć koszulkę z orłem na piersi to szczególny moment. Właściwie kilkanaście dni po debiucie złapałem kontuzję w meczu z Podbeskidziem Bielsko Biała i dwa miesiące dochodziłem do siebie. Później życie znów nie szczędziło przeszkód i pod koniec 2015 roku doznałem bardzo groźnej kontuzji więzadła w kolanie. Dalsza gra w piłkę stała pod znakiem zapytania. Udało mi się wrócić na boisku, ale już nie w takim wydaniu, w jakim bym sobie tego życzył.

Wyznacza sobie pan do kiedy będzie grał w piłkę?

Pamiętam jak byłem w Górniku Zabrze, to Radosław Sobolewski miał 38 lat i dawał sobie spokojnie radę w ekstraklasie. Dopóki będzie zdrowie, chęci i pasja się nie skończy, to będę dalej grał w piłkę. W końcu cały życie to robiłem. Sił dodaje mi to, że jestem w klubie, który ma wyznaczony cel. Jednak zapisałem się już na kurs trenerski, a skoro w Raduni będzie działać Akademia, to miałbym miejsce, w którym mógłby się wdrażać do tej pracy.

Rozmawiał Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży