Aktualności

[WYWIAD] Grzegorz Goncerz: Zrobiłem krok w tył i znów chce strzelać gole

Rozgrywki22.02.2019 
Po nieudanej przygodzie z Podbeskidziem Bielsko-Biała zimą zamienił pierwszą ligę na rywalizację z Sokołem Sieniawa czy Czarnymi Połaniec. Grzegorz Goncerz został piłkarzem Stali Rzeszów, ale ma nadzieję, że już latem będzie się cieszył z pierwszego awansu ze swoją nową drużyną. – To nie będzie proste, ale coś, co przychodzi łatwo, nie daje przyjemności – mówi były król strzelców I ligi w barwach GKS Katowice.

Jak aklimatyzacja w nowym klubie?
Przebiega dobrze, chłopcy fajnie mnie przyjęli. Zespół sportowo też jest dobry. W ekipie są młodzi zawodnicy, ale są też doświadczeni, z którymi znam się lepiej. Najważniejsze jednak, że zespół ma określony potencjał. Na tyle, by powalczyć o awans.

Kogo znasz z obecnej drużyny?
Jest Piotr Ceglarz, także Michał Nawrot, razem byliśmy w GKS Katowice. W sztabie szkoleniowym jest także Sebastian Nowak, który pomaga w zajęciach z bramkarzami. Sławek Szeliga, Darek Jarecki, z nimi z kolei rywalizowałem na pierwszoligowych boiskach.

To taki mały GKS Katowice wam się utworzył w Rzeszowie.
Czy ja wiem? Dużo chłopaków jest z doświadczeniem czy to pierwszoligowym, czy też z niższych lig. Sebastian Nowak przy pierwszej drużynie pracuje okazjonalnie. Ale cały czas jest w wysokiej formie. Po kontuzji nie ma już śladu, po treningu nieraz uderzamy sobie, to widać, że cały czas prezentuje wysoki poziom. Gdyby musiał stanąć w bramce, to dałby radę, nie zapomniał jak się broni. Dwa dni temu mierzyliśmy się na boisku. Powiedzmy, że był remis.  A tak zupełnie serio, najważniejsze, że wszyscy podchodzą profesjonalnie do swoich obowiązków i wszyscy jako zespół są otwarci na to, co proponuje trener.

Nie miałeś obaw, jak przyjmą cię w nowej szatni koledzy? W końcu były król strzelców I ligi przychodzi do trzeciej ligi.
Nie wiem, jak koledzy na mnie patrzą. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jestem normalnym człowiekiem. W piłce, jak i generalnie w życiu, kieruje się ciężką pracą i pokorą. Nieważne, jakie są momenty, lepsze czy gorsze. Liczy się ciężka praca. W ten sposób chcę wrócić do strzelania goli i wygrywania meczów. Ale na pewno nigdy się nie wywyższałem i nie będę tego robił. To jest słabe, kieruję się innymi wartościami. Nie jestem jakimś nadpiłkarzem w stosunku do moich kolegów. Wciąż mam rezerwy, też chcę się od nich uczyć, podpatrywać ich.



Wasz cel na wiosnę jest jasny – awans do drugiej ligi.
Tak, ale z tego, co sondowałem, to będzie trudna batalia. Cztery kluby powalczą o awans: Hutnik, Podhale, Motor i my. Mam świadomość tego, że to będzie bardzo ciężka runda wiosenna, mecze będą wymagały ogromnej determinacji, charakteru oraz konsekwencji. Jest jeszcze trochę czasu do pierwszego meczu, musimy zrobić wszystko, by być należycie przygotowanym.

Możecie chyba zaimponować rywalom tym, że jako jeden z nielicznych klubów w Polsce macie aż trzy zgrupowania.
Faktycznie. Do drużyny dołączyłem już w trakcie drugiego zgrupowania, a czeka nas jeszcze jedno, potrenujemy na naturalnej nawierzchni. Liczba zgrupowań to jest swego rodzaju novum (śmiech). Do sparingów nie przywiązywałbym większej wagi, to moment, w którym mocniej trenujemy. Chłopaki mają w nogach obozy, trener rotuje składem, gramy po 45 minut w różnych konfiguracjach. Poznajemy także nowe rzeczy, jeżeli chodzi o taktykę, musimy szybko sobie to przyswajać, bo nie ma za wiele czasu. Znakiem zapytania mogą być boiska w trzeciej lidze, ale będziemy przygotowani.

Jak zdradziłeś po podpisaniu kontraktu, twój nowy klub zaimponował ci profesjonalizmem w sferze organizacyjnej.
Zgadza się. Nie jestem osobą, która w pierwszej kolejności kieruje się kasą. Tak było w poprzednich klubach, tak jest i teraz. Gdyby pieniądze były najważniejsze, inaczej bym pokierował swoją przygodą z piłką. Zawsze inspirowały mnie projekty, lubię się wpisywać w ciągłość pracy, całą filozofię klubu. Tak było w Katowicach, jestem przekonany, że tak samo będzie teraz w Rzeszowie, ale z lepszym skutkiem. Pograć dłużej niż jeden sezon, poczuć stabilizację, bo pewnych rzeczy nie da się zrobić w kilka miesięcy. Praca z trenerem to proces długofalowy. Na boisku piłkarz może się stawać lepszym, jeżeli będzie rozumiał grę, jeżeli będzie miał czas na pewne działania i schematy. Stal Rzeszów to dzisiaj czwarty poziom rozgrywkowy, ale to czubek pierwszej ligi, jeżeli chodzi o intensywność treningową. Cały sztab trenerów, bardzo profesjonalne podejście wszystkich osób. Podejście poza treningami również robi duże wrażenie. To, co prezes Kalisz opowiadał przed podpisaniem kontraktu, znajduje potwierdzenie. Klub nie ma się czego wstydzić, piłkarze muszą tylko zadbać o formę.

Miałeś zimą jeszcze inne oferty?
Doszliśmy z trenerami i władzami Podbeskidzia do wniosku, że jest tylko 13 kolejek na wiosnę, a skoro ja nie jestem pierwszym wyborem, to klub nie będzie robił mi przeszkód, jeżeli pojawi się ciekawa oferta. Były propozycje z klubów pierwszoligowych, także z drugiej ligi, a nawet jeszcze jedna z trzeciej. To, co jednak zaproponowała Stal, mówię przede wszystkim o pozapiłkarskich tematach, zdecydowało. Podejście do piłkarza, sprawy medyczne. Poza tym zauważam, jaki jest głód piłki i sukcesów na Podkarpaciu. Lubię takie wyzwania, chciałbym się latem cieszyć razem z fanami z awansu.



Dlaczego jesienią nie udało ci się w Podbeskidziu?
Z perspektywy czasu mam wrażenie, że to bardziej ja chciałem tego transferu niż klub. Najpierw byłem trzy razy proponowany bielszczanom, później jeszcze raz.  W pierwszych kolejkach dostawałem swoje szanse, graliśmy na dwóch napastników, razem z Valerijsem Sabalą. Drużyna źle sobie jednak radziła, w trzech meczach zanotowaliśmy tylko jedno zwycięstwo, w Katowicach. Dwie domowe porażki spowodowały, że trener zmienił ustawienie. Graliśmy potem już jednym napastnikiem, ja byłem rezerwowym. Pierwszym wyborem był Sabala, potem też na zmiany zaczął wchodzić Kacper Kostorz. Decyzje trenera się broniły. Ja byłem wśród napastników drugim wyborem, nie czułem się z tym dobrze, bo przede wszystkim nie miałem tylu minut, ile bym chciał. Trudno o bramki i dobrą grę, gdy nie dostaje się szans.

Niektórzy już przepowiadają, że to piłkarski koniec Grzegorza Goncerza. Jak im pan odpowie?
Nie zapomniałem jak się strzela gole. Jesienią dostawałem mało szans, to był główny problem. Ale taka jest piłka, niestety nie wyszło. Teraz postanowiłem zrobić parę kroków w tył, by dobrze popracować, odbudować się i wrócić na poziom centralny. To jest mój cel. Najpierw ze Stalą chcemy awansować do drugiej ligi. Kibice chcą powrotu tego klubu na poziom centralny, jest duże zapotrzebowanie na dobrą piłkę w Rzeszowie, to nas musi napędzać. Pragnę, by z moim udziałem to się ziściło. Na pewno nie będzie łatwo, ale coś, co przychodzi łatwo, z reguły nie daje przyjemności.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Fot: 400mm.pl, Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności