Aktualności

[WYWIAD] 43-letni Tomasz Wietecha: Pasja do piłki nigdy się nie kończy

Rozgrywki08.04.2021 

– Chciałbym zakończyć karierę dopiero wtedy, kiedy zagram na nowym stadionie w Stalowej Woli, przy pełnych trybunach i zapalonych jupiterach. Dlatego wróciłem do gry w piłkę i znów stoję w bramce Stali – mówi Tomasz Wietecha, 43-letni bramkarz trzecioligowca ze Stalowej Woli.

Co się wydarzyło, że wrócił pan z piłkarskiej emerytury i zaczął bronić w Stali Stalowa Wola?

Cały czas mnie ciągnęło na boisko. W 2018 roku zagrałem ostatni meczu, ale jako trener bramkarzy w Stali, byłem w treningu, a pasja, by bronić właściwie nigdy się nie skończyła. Spytałem działaczy, czy nie mieliby nic przeciwko, żebym wrócił na boisko w jakiejś drużynie z regionu. Zapewniałem, że nie będzie to kolidować z pracą w klubie. Powiedzieli, że po co mam się gdzieś tułać po niskich ligach, skoro mogę występować w Stali. Daliśmy sobie miesiąc, by zobaczyć, jak będę wyglądać na treningach. Zimą rozpocząłem normalny okres przygotowawczy z zespołem jako zawodnik. Oczywiście prowadzę też treningi bramkarskie, ale przygląda im się ktoś ze sztabu szkoleniowego. Dwa lata nie ćwiczyłem na pełnych obrotach i najpierw musiałem się przekonać, czy daję radę fizycznie, czy nie jest to zbyt duży przeskok. Nie przytyłem, mało tego, ważę z 10 kg mniej niż jeszcze kilka lat temu.

Jako trener bramkarzy pan wybierał, kto stanie w lidze między słupkami?

Nie, to byłoby nie fair. Od kiedy zacząłem trenować z drużyną, mamy umowę, że to szkoleniowiec podejmuje decyzję, kto broni. Nie było tak, że powiedziałem: „Chłopaki, to ja będę grał w lidze”. W treningu bierze udział czterech bramkarzy: jeden junior, jeden młodzieżowiec i Słowak Adrian Knurovsky. Na razie trener postawił na mnie. Może uznał, że potrzebuje więcej spokoju i doświadczenia w bramce. Rozegrałem dwa spotkania – pierwsze przegraliśmy, a drugie wygraliśmy 2:0, więc już jeden mecz na zero z tyłu mam. Młodzi muszą się jeszcze trochę napocić, by mnie dogonić.



Ma pan jakiś cel do zrealizowania?

Jestem wychowankiem Stali Stalowa Wola. Pamiętam jeszcze, kiedy ten zespół grał w ekstraklasie w 1995 roku. Rok później sam dołączyłem do tej drużyny. A kiedy pierwszy raz Stal była w ekstraklasie w 1987 roku, podawałem piłki. Zawsze moim marzeniem było zagrać na nowoczesnym stadionie w Stalowej Woli, przy pełnych trybunach i rozświetlonych jupiterach. Jeśli tak się staniem będę mógł jeszcze raz zakończyć karierę. Zwłaszcza teraz, kiedy od roku mamy nowy stadion z zapleczem z prawdziwego zdarzenia. Do niedawna straszył relikt przeszłości rodem z minionej epoki. Teraz są cztery naturalne murawy, w tym płyta główna i boisko ze sztuczną nawierzchnią przykryte balonem. Na razie udało mi się tylko zagrać na tym stadionie, ale bez publiczności. Czekam jednak na to, by mogli wejść kibice i były zapalone światła. Na razie dałem sobie czas do czerwca. Może do tej pory fani wrócą na trybuny.

Mimo że Stal ma nowy obiekt, to piłkarsko jesteście dopiero na czwartym poziomie rozgrywek. W poprzednim sezonie nie utrzymaliście się w drugiej lidze, mimo że wiosną większość spotkań rozgraliście u siebie.

Nikt nie wyobrażał sobie, że może dojść do spadku, a jednak w ostatniej kolejce tak się stało. Nie pamiętam, by Stal była kiedyś tak nisko. Może z 40 albo i 50 lat temu… Nie będzie łatwo wrócić, bo nasza grupa trzeciej ligi jest od lat bardzo mocna. Teraz Wisła Puławy wszystkim uciekła. Po to jednak uprawiamy sport, by podejmować wyzwania. Po spadku nie było łatwo się podnieść i to było widać po niektórych zawodnikach. Na początku sezonu straciliśmy za dużo punktów. Dopiero pod koniec rundy było lepiej, ale wiosnę znów słabo rozpoczęliśmy. Mamy 16 punktów straty i choć nie ma w piłce rzeczy niemożliwych, to dogonienie Wisły wydaje się mało realne. Okazało się też, że na tym poziomie nie brakuje zespołów, które dobrze grają w piłkę i nie ma przepaści między trzecią a druga ligą.



Wspomniał pan, że jako wychowanek pamięta pan Stal w ekstraklasie. Dla młodego piłkarza to był cel, by zagrać w pierwszym zespole?

Kiedy zapisywałem się na treningi piłki nożnej, zazdrościliśmy tym, którzy już grają w seniorach. To było wielkie wydarzenie, że mogłem podawać piłki na ich meczach. Po spadku Stali w 1995 roku trafiłem do pierwszego zespołu, a zadebiutowałem w drugiej lidze. Wszedłem za kontuzjowanego Adama Piekutowskiego w meczu z Koroną Kielce. Przez te kilkanaście lat w Stali grałem zwykle na drugim lub trzecim poziomie rozgrywkowym, ale nigdy tak nisko jak teraz. Wiem, że łatwiej przyciągnąć dzieci, gdy zespół jest w ekstraklasie czy pierwszej lidze, ale mam nadzieję, że najpierw wrócimy do normalności w życiu, a potem podniesiemy poziom sportowy.

Rozgrywa pan 17 sezon w Stali. Co wspomina pan najlepiej?

Awans w 2006 roku do drugiej ligi. Graliśmy w barażach z Heko Czermno i w rewanżu obroniłem rzut karny. To nam zagwarantowało awans. Ogromnie się cieszyliśmy, zwłaszcza, że zespole było wielu wychowanków, którzy czuli związek z klubem. Zdarzyło się jeszcze wyeliminować Lecha Poznań i Piasta Gliwice z Pucharu Polski. Dawaliśmy trochę radości kibicom ze Stalowej Woli.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności