Aktualności

[NIŻSZE LIGI] Wiślanie Jaśkowice, czyli prawdziwie rodzinny klub

Rozgrywki02.02.2018 

Małymi krokami sportowymi i organizacyjnymi Wiślanie Jaśkowice dzięki zaangażowaniu braci Morawskich przeszli z C klasy do III ligi. Na boisku zastąpili ich synowie. – Jesteśmy piłkarską rodziną i zawsze chcieliśmy wygrywać – podkreśla wiceprezes Janusz Morawski.

To klub klanu Morawskich – braci Marcina, Zbigniewa i Janusza. W latach 90. XX wieku grali w Skawince Skawina, ale nie było im po drodze z działaczami. Postanowili wrócić do klubu z rodzinnych Jaśkowic (około tysiąc mieszkańców, 12 km od Skawiny), w którym zaczynali przygodę z piłką. Wtedy LKS Wiślanie występował w klasie C, czyli na najniższym – dziewiątym – poziomie rozgrywek w polskiej piłce. – Jeden z nas został grającym trenerem, a dwaj pozostali piłkarzami-działaczami. I tak zaczęła się nasza przygoda z prowadzeniem klubu. Po roku awansowaliśmy do klasy B, po dwóch latach do klasy A i chcieliśmy działać dalej – wspomina Janusz Morawski (rocznik 1970), obecnie wiceprezes klubu.

Tam Wiślanie spędzili prawie 10 lat. Kolejny poziom to była liga okręgowa. Następny skok wiąże się z problemami klubu nieopodal – w 2012 roku LKS Mogilany prawie się rozpadł, a Wiślanie przejęli kilku piłkarzy. Wśród nich był Wojciech Ankowski, król strzelców III ligi w 2003 roku. Po pół roku bracia Morawscy zaproponowali mu rolę trenera. – Pod koniec mojego kopania w piłkę schodziłem do coraz niższych lig i w końcu trafiłem do Jaśkowic. Choć nie miałem doświadczenia w roli trenera i nigdy wcześniej w takiej roli absolutnie siebie nie widziałem, to się zgodziłem. Połknąłem bakcyla i zacząłem dokształcać – wspomina Ankowski. – Małymi krokami sportowymi i organizacyjnymi się rozwijaliśmy. Co pół roku lub co rok drobnymi ruchami kadrowi staramy się podnosić jakość zespołu. W 2013 roku awansowaliśmy do IV ligi, a w poprzednim sezonie wywalczyliśmy prawo gry w barażu o III ligę i po ciężkiej przeprawie pokonaliśmy Limanovię – podkreśla.

Historia zatoczyła koło, bo bracia Morawscy z klubem wrócili do Skawiny. Od okręgówki nie mogli już grać w Jaśkowicach ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury. – Mamy kilku przyjaciół, którzy nas wspierają, w tym gminę Skawina, dlatego tam wróciliśmy. Najpierw graliśmy na obiektach Milenium, parafialnego klubu prowadzonego przez mojego brata Zbigniewa (rocznik 1967). Po awansie do III ligi to też okazało się za mało i korzystamy z miejskiego stadionu w Skawinie – tłumaczy Janusz Morawski.

Milenium współpracuje z Wiślanami – szkoli młodzież. Regularnie na zajęcia przychodzi około 140 dzieciaków. Za treningi nie płacą, co obecnie rzadko się zdarza. Najlepsi trafiają do Wiślan. Jeszcze kilka lat temu na poziomie okręgówki Morawscy mogli wystawić połowę składu. Czasem w piłkę kopali wszyscy bracia, w tym najmłodszy Marcin (rocznik 1977). A do składu zaczęli pukać już ich potomkowie. W tym sezonie w składzie Wiślan jest czterech graczy o tym nazwisku. Piotr (rocznik 1987) i Michał (1988) to rodzeni bracia i synowie Zbigniewa, Nikodem Morawski (2000) to ich kuzyn (syn Marcina). Jest jeszcze Marcin Morawski, ale w tym przypadku to zbieżność nazwisk. – Jesteśmy piłkarską rodzinę i zawsze chcieliśmy wygrywać. Jeszcze niedawno ciągnęło mnie na boisko i czasem kopałem w rezerwach – podkreśla Janusz Morawski.

W III lidze Wiślanie zrobili furorę. Po rundzie jesiennej zajmują trzecie miejsce i do lidera – Motoru Lublin tracą tylko trzy punkty. Jak twierdzi trener Ankowski, to właśnie efekt ewolucji składu, a nie rewolucji, a także konsekwentnego rozwoju organizacyjnego klubu. – IV a III liga, to największy przeskok w polskiej piłce. To przede wszystkim zmiana całej organizacji i logistyki. IV liga jest amatorska, a III to co najmniej półzawodostwo. A w są w niej przecież takie kluby jak Motor Lublin, Widzew czy Polonia Warszawa z historią w ekstraklasie i aspiracjami na powrót. To duży skok dla takiego klubu jak my, by w niej zaistnieć – mówi Ankowski. – Jako zawodnik grałem w zespołach, które po awansie były rozbierane niemal do naga i budowane od nowa. Nie przypominam sobie, by przyniosło to efekt. Jak drużyna osiągnie sukces, to chociażby w nagrodę powinna niemal cała grać – uważa.

Gdyby zrobić hierarchię drużyn z Małopolski, to Wiślanie byliby siódmą siłą w regionie po Wiśle Kraków, Cracovii, Termalice Nieciecza, Sandecji Nowy Sącz (wszyscy LOTTO Ekstraklasa), Puszczy Niepołomice (Nice 1 liga) i Garbarni Kraków (II liga). Na razie w beniaminku III ligi nie ma ambicji na kolejny awans. Nie dość, że nie pozwala na to infrastruktura sportowa, to cel jest inny. Jak określa to trener Ankowski, nie chodzi tylko o utrzymanie, ale o zadomowienie się w III lidze. Robią to na razie dobrze – zgromadzili 32 punkty, a wygrywali np. w Ostrowcu z KSZO czy w Chełmie z Chełmianką. – Celem przed sezonem było utrzymanie, ale teraz myślimy, by być w czołówce. Chcemy się zadomowić, czyli uzyskać odpowiedni poziom sportowy i organizacyjny, by w III lidze płynnie funkcjonować. Myśli dotyczące II ligi byłyby mało pokorne i trochę przesadzone – przyznaje Ankowski.

– Chcemy poznać III ligę od podszewki, uczymy się pewnych spraw, czasem na własnych błędach. Stworzyliśmy dział marketingu i staramy się podwyższać standardy. Budujemy zespół rozsądnie. Świadczy też o tym, że trener Ankowski pracuje już prawie sześć lat. Preferuje ofensywną grę, co nam się podoba i tylko Motor zdobył więcej bramek jesienią – dodaje Janusz Morawski. –Zagospodarowujemy zawodników z regionu. Wzięliśmy piłkarzy, gdy Cracovia rozwiązała rezerwy. Staliśmy się marką w regonie, bo jesteśmy alternatywą dla zawodników, którzy np. nie chcą rzucać szkoły, a nie ma w Małopolsce zbyt dużo zespołów na naszym poziomie. Do tego jesteśmy wiarygodni i solidni. To co obiecujemy zawodnikom, to dotrzymujemy słowa. Staramy się o rodzinną atmosferę –zaznacza.

Budżet Wiślan to około 600-700 tys. zł. Prawie połowę daje gmina Skawina. Resztę mniejsi sponsorzy. Dzięki temu udało się przyciągnąć piłkarzy z przeszłością w ekstraklasie jak Pawła Szwajdycha (Cracovia) czy Macieja Bębenka (Górnik Zabrze). – Finansami nie górujemy nad innymi klubami w III lidze, więc nawet ze względów logistyczno-organizacyjnych wolimy zapraszać i szukać piłkarzy z okolic. Wcześniej grali Krzysiek Radwański z Cracovii czy Piotrek Chlipała z Sandecji. Dziś są Bębenek, Szwajdych i Łukasz Popiela. Znam ich z boiska i wiem, że pod kątem drużyny będą pasować. Nie ma wyborów w ciemno – zapewnia trener Ankowski.

Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży