Aktualności

Hutnik Kraków ma 70 lat! Wychował Koźmińskiego, Pazdana, Wasilewskiego i tysiące piłkarzy

Rozgrywki28.03.2020 
W czasach świetności w klubie z Nowej Huty działało aż 18 sekcji. Piłkarze przez siedem sezonów grali w pierwszej lidze, a w 1996 roku zajęli nawet trzecie miejsce. Dzięki temu zagrali w europejskich pucharach, w których odnieśli największą wygraną (9:0 z Chazri Baku) w historii występów polskich drużyn w europejskich pucharach, a na Suchych Stawach gościło też AS Monaco. Wychowankami Hutnika są m. in. Marek Koźmiński, Michał Pazdan, Marcin Wasilewski, Mirosław Waligóra czy Jan Karaś.

Jako datę powstania Hutnika, a właściwie Stali Nowa Huta, wskazuje się 21 marca 1950 roku. To było zaledwie dziewięć miesięcy od rozpoczęcia budowy osiedla dla pracowników huty i ich rodzin. Bloki w charakterystycznej zabudowie powstawały w latach 1949-69, a obecnie mieszka w tej dzielnicy Krakowa około 300 tys. osób.

– Gdybym miał komuś, kto nie zna się na sporcie, opowiedzieć o Hutniku, to dla mnie jest legendą. Ma w sobie specyficznego ducha. Był jednym z największych klubów w Polsce, jeśli chodzi o liczbę sekcji i sportowców. Trenowali w nim nawet motocross czy narciarstwo. Zawodnicy odnosili wiele sukcesów zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej – podkreśla Artur Trębacz, prezes Hutnika. – Kiedy zaczęło powstawać wielkie osiedle, naturalne było, że trzeba zapewnić ludziom możliwość rozrywki i rekreacji. Przerywnikiem od budowy bloków czy pracy w hucie, miał być klub sportowy. Najpierw Stal, a od 1956 roku już właśnie jako Hutnik – wspomina.

Konglomerat sportowy

Spośród 18 sekcji największe sukcesy klub z Nowej Huty odnosił w piłce ręcznej (trzy razy mistrz Polski), siatkówce (11 medali mistrzostw Polski, w tym dwa złote) i boksie (np. Stanisław Dragan). Wychował kilkunastu olimpijczyków, w tym też medalistów. Wśród nich byli dwaj piłkarze – Marek Koźmiński, obecnie wiceprezes Polskiego Związku Piłki Nożnej i Mirosław Waligóra. Obaj byli w drużynie, która w 1992 roku wywalczyła wicemistrzostwo na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie. W reprezentacji Polski grali również inni wychowankowie klubu – Pazdan, Wasilewski, Karaś, Zbigniew Płaszewski i Łukasz Sosin. W kadrze narodowej jako piłkarze Hutnika występowali też Kazimierz Węgrzyn, Krzysztof Bukalski i Waldemar Adamczyk.

Hutnik w 1990 roku awansował do pierwszej ligi (odpowiednik ekstraklasy). Na najwyższy poziom zespół z Nowej Huty wprowadzili oprócz Koźmińskiego i Waligóry, m. in. wspomniani Węgrzyn i Bukalski, a także Leszek Walankiewicz, Leszek Kraczkiewicz, Dariusz Romuzga czy Jerzy Kowalik.

Później na Suchych Stawach występowali np. Tomasz Hajto, Sergiej Szypowski, Arkadiusz Kaliszan, Marek Zając, Łukasz Sosin i Andrzej Sermak.

Hutnik przez dwa sezony (1994–96) był jedyną drużyną z Krakowa na najwyższym poziomie rozgrywek. Cracovia balansowała wtedy między drugą a trzecią ligą, a Wisła akurat spadła z pierwszej ligi. Szczytowym momentem było trzecie miejsce w 1996 roku. To dało przepustkę do europejskich pucharów. Prezes Trębacz miał wtedy niespełna 18 lat i mecze w pucharze UEFA oglądał z trybun.

AS Monaco na Suchych Stawach

– Jestem trochę kibicem sukcesu, bo na Hutnika zacząłem chodzić właśnie po awansie do pierwszej ligi. Byłem w czwartej klasie podstawówki. Moim idolem był Mirosław Waligóra. Strzelał dużo goli, był świetny technicznie i mijał rywali jak tyczki – przypomina Trębacz. – Mieliśmy wtedy wielu świetnych piłkarzy. Z tyłu Węgrzyn piłkę może przepuścił, ale rywala już nie. Kraczkiewicz był znakomity na skrzydle. A Walankiewcz to historia Hutnika! Spędził w nim kilkanaście lat i to ikona klubu. Mieliśmy też dwóch zagranicznych zawodników: Zakary’ego Lambo i Moussę Yahayę. Wtedy nie było ich tak dużo w lidze i zapadli w pamięć kibicom – twierdzi.



Hutnik przeszedł do historii występów w europejskich pucharach już po pierwszym meczu, w którym pokonał 9:0 azerski Chazri Bukowna Baku. To do tej pory najwyższa wygrana polskiego klubu w tych rozgrywkach.

– Bramkę strzelił wtedy nawet z rzutu karnego bramkarz Sergiej Szypowski. Potem była Sigma Ołomuniec. Na wyjeździe przegraliśmy 0:1, a w rewanżu już po pięciu minutach było 0:1. Udało się jednak odwrócić losy meczu. Wygraliśmy 3:1, a Michał Stolarz strzelił piękną bramką bezpośrednio z rzutu rożnego – opowiada Trębacz. – I na Suche Stawy przyjechało AS Monaco. Wtedy to była naprawdę silna drużyna z wieloma gwiazdami w składzie. Przed niektórymi piłkarzami jak Thierry Henrym czy Davidem Trezeguetem dopiero otwierała się wielka kariera. Grali tam już tak znani piłkarze jak Fabian Barthez, Enzo Scifo, Emmanuel Petit, a trenerem był Jean Tigana – wylicza.

U siebie Hutnik przegrał 0:1 po bramce Victora Ikpeby w 87. minucie. Choć Hutnik głównie się bronił, to miał świetną sytuację, ale Yahaya minimalnie chybił. W rewanżu gospodarze prowadzili 1:0, ale wyrównał Adamczyk z rzutu karnego, a Franck Dumas dostał czerwoną kartkę. Hutnik zaatakował, sędzia powinien podyktować kolejną jedenastkę dla krakowian. Dwa gole strzeliło jednak Monaco.

– Trafiłem na 8:0. Stadion krzyczał „Siergiej, Siergiej” i choć trener Jerzy Kasalik nie był zbyt chętny, to podszedłem i strzeliłem. Dzięki temu zaznaczyłem się w ten sposób w europejskich pucharach – wspomina Szypowski. – Na pierwszym meczu w Pucharze UEFA kompletu kibiców nie było, ale to były wakacje i rywal, z którymi wtedy łatwo się wygrywało. Potem już na Sigmę i AS Monaco były pełne trybuny. Choć Francuzi mieli zespół pełen gwiazd, to kompromitacji nie było, a wręcz przeciwnie. To były niezłe spotkania w naszym wykonaniu. A przecież AS Monaco w tym samym sezonie zdobyło mistrzostwo Francji i dotarło do półfinału Pucharu UEFA – zaznacza.



Hutnik się zachwiał

Jeszcze w tym samym sezonie Hutnik spadł z ligi. I od tej pory grał coraz niżej. W 2010 roku, choć zajął w trzeciej lidze piąte miejsce, to wycofał się nawet z rozgrywek i w kolejnym sezonie zaczął grać od czwartej klasy. Wszystko przez brak pieniędzy, bo huta już dawno wycofała się z finansowego wsparcia.

– Wtedy klub się zachwiał. Było spore zamieszanie, kto będzie zarządzał zespołem. Trzy podmioty się ze sobą o to sprzeczały i chyba w końcu wybrano najlepsze wyjście. Spółka akcyjna, która do tej pory prowadziła Hutnika, ogłosiła stan upadłości, a zespół przejęło stowarzyszenie Nowy Hutnik 2010. Tworzą je prawdziwi kibice, którzy w sercu mają klub z Nowej Huty. Powoli krok po kroku zaczęliśmy wychodzić na prostą – zapewnia.

W wyniku zamieszania w 2010 roku klub stracił niemal wszystkie tereny i obiekty. Musiał wynajmować boiska to trenowania i rozgrywania spotkań. – Sytuacja była trudna, ale zaczęliśmy wszystko odbudowywać także dzięki pomocy miasta. Teraz mamy dwa boiska trawiaste, jedno ze sztuczną nawierzchnią i stadion. Do naszej dyspozycji jest też ogromna hala sportowa, która była mocna zdewastowana, ale miasto ją wyremontowało – przyznaje Trębacz. – Reaktywowaliśmy też sekcje siatkówki, piłki ręcznej i bokserską. Prężnie działa też Akademia Hutnika, w której trenuje 430 dzieci w 26 drużynach. Mamy zespoły w Centralnej Lidze Juniorów. Wracamy do tego z czego Hutnik słynął, czyli do szkolenia młodzieży. Liczymy, że nie tylko wzmocnią seniorów, ale niektórzy zrobią takie kariery, jak Koźmiński, Wasilewski czy Pazdan – wyjaśnia.



Jubileusz odłożony

Pierwsza drużyna walczy zaś o drugą ligę. Na poziomie centralnym nie było Hutnika od 2002 roku. Druga liga miała być prezentem urodzinowym właśnie na jubileusz 70-lecia klubu. Po rozegraniu 19. kolejek zespół jest liderem z tą samą liczbą punktów co Motor Lublin. Hutnik ma gorszy bilans bramkowy, ale prowadzi w tabeli, bo wygrał bezpośredni mecz. Do rewanżu na razie nie doszło.

Na 20 marca była zaplanowana wielka gala z okazji jubileuszu. Wybrano też piłkarską jedenastkę na 70-lecia Hutnika. Oto ona: 1. Zbigniew Urbańczyk – 2. Marcin Makuch, 4. Leszek Walankiewicz, 5. Kazimierz Węgrzyn, 3. Stanisław Kruszec – 7. Andrzej Zięba, 6. Dariusz Romuzga, 8. Krzysztof Świątek, 11. Leszek Kraczkiewicz – 10. Mirosław Waligóra, 9. André Zakari Lambo.

– Zaprosiliśmy sportowców ze wszystkich sekcji, do których udało nam się dotrzeć. Przygotowaliśmy premierę filmu opowiadającego o historii klubu. Musieliśmy to odwołać z wiadomych przyczyn – przyznaje Trębacz. – Planowaliśmy mistrzostwa Małopolski w boksie. A w czerwcu mecz z Sigmą Ołomuniec, piknik rodzinny i trzydniowy turniej piłkarski dla dzieci. Nie wiemy, czy coś z tego jeszcze wyjdzie – dodaje.

Z powodu epidemii koronawirusa ważniejsze od świętowania będzie przetrwanie. – Taki mieliśmy plan, by w tym roku awansować i tak przygotowywaliśmy zespół. W poprzednim sezonie byliśmy liderem po rundzie jesiennej, ale później przegraliśmy kilka spotkań. Skupiliśmy się więc na walce o pieniądze z Pro Junior System i dzięki temu udało nam się zbudować zespół, który walczy o awans – tłumaczy Trębacz.



– Teraz jednak najważniejsze będzie przetrwanie. Nasz budżet jest przede wszystkim oparty o przychody z wynajmu obiektów i wpłaty na Akademię Hutnika. Szkolenie zostało zawieszone, ale liczymy, że rodzice ze zrozumieniem podejdą do tego i będą wpłacać chociaż część składek – wierzy Trębacz. – Im dłużej będzie trwała ta sytuacja, tym gorzej dla nas. Nie chcemy, by pracownicy klubu, trenerzy i piłkarze zostali bez środków do życia. To nie jest ekstraklasa i nie ma jak odłożyć na czarną godzinę. Postaramy się wypłacać im pensje w całości lub chociaż w części.

Andrzej Klemba

Zdjęcia z ze strony klubu nh2010.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności