Aktualności

Damian Warchoł nie rezygnuje z marzeń o ekstraklasie

Rozgrywki04.10.2019 

Damian Warchoł jest najskuteczniejszym strzelcem III ligi grupy I, w której jego Pelikan Łowicz prezentuje na boisku różne oblicza. Napastnik, mimo 24 lat i wysokiej skuteczności, zdaje sobie sprawę, że będzie mu ciężko dostać się na wyższy szczebel, dlatego nie snuje wizji podboju pierwszej ligi, nie mówiąc już o rozgrywkach ekstraklasy. – Moim marzeniem jest zagrać chociaż jeden mecz w ekstraklasie, w barwach Widzewa. Widzew to mój klub, chodziłem na jego mecz od dziecka – mówi Łączy Nas Piłka Warchoł.

Pelikan jako drużyna prezentuje w obecnych rozgrywkach bardzo nierówną formę, czego nie można powiedzieć o Damianie Warchole. Grający na pozycji napastnika, piłkarz zaliczył jedenaście trafień. To niemal połowa wszystkich goli strzelonych przez drużynę (23). – Zapowiada się na mój najlepszy sezon w karierze – podkreśla.

Podajcie do Warchoła, on wie co z tym zrobić

W dotychczasowej przygodzie z piłką Warchoł najwięcej bramek w jednym sezonie zdobył dwanaście, i to w poprzednim klubie – Unii Skierniewice. Wcześniej identyczny wynik, co obecnie, uzyskał w II-ligowym Rakowie Częstochowa (sezon 2015/16). – W końcu ustabilizowała się moja sytuacja zdrowotna. W poprzednich sezonach było z tym różnie, dopiero od mniej więcej półtora roku gram regularnie, są to pełne mecze, a nie ogony. Myślę, że ta regularność w grze przekłada się na skuteczność. W Unii Skierniewice czułem zaufanie trenera, w Pelikanie też mogę liczyć na pełne wsparcie szkoleniowca. Wystarczy więc, że dobrze czuję się fizycznie, wtedy o swoje umiejętności jestem spokojny – mówi nam napastnik Pelikana.

Ponad 50 procent swojego dorobku 24-latek zawdzięcza dwóm meczom – z Pogonią Grodzisk Mazowiecki oraz Ruchem Wysokie Mazowieckie. – Pierwszy raz zaliczyłem dwa hat-tricki w sezonie, a co dopiero w rundzie, w odstępie dwóch kolejek. To co miałem, to wykorzystałem. Bo my jako Pelikan nie jesteśmy zespołem stwarzającym nie wiadomo jak dużo sytuacji. Nie zaliczamy się do czołówki, choć zdaniem niektórych skład obliguje nas do gry w czubie. Zresztą ostatni mecz w Ostródzie sprowadził wszystkich na ziemię – podkreśla Warchoł.

Pelikan to bardzo nieobliczalny zespół. Rozstrzał między wynikami jest duży. Brakuje w tym... stabilizacji, takiej jak w przypadku Warchoła. – W jednej kolejce jesteśmy w stanie wygrać 5:0, potem sami dostajemy cztery gole. Ograliśmy 4:1 Concordię, po czym przegraliśmy 1:4 z Sokołem... – zauważa.

„Marek Papszun? Najlepszy trener, z jakim pracowałem”

Napastnik do swojego wyniku bramkowego podchodzi ze spokojem. Wie, że tyle goli wcale nie musi oznaczać, że nagle zgłosi się jakiś większy klub. – Powiem szczerze... bardzo ciężko wydostać się z III ligi. Cieszę się, że mam fajne liczby, ale to nie jest najważniejsze. Umiejętności piłkarskie na tym poziomie nie mają przełożenia na transfer wyżej – tłumaczy napastnik Pelikana. I kontynuuje: – Jeśli chodzi o moje poprzednie zespoły, to tak naprawdę poważną szansę dostałem tylko w Rakowie i ją wykorzystałem. Mam na myśli taką szansę, kiedy mogę rozegrać 30 spotkań, a nie jeden, dwa średnie mecze i potem w konsekwencji czekanć na transfer zimą. Wówczas w barwach Rakowa w rundzie jesiennej strzeliłem dziesięć goli. Pojawiły się propozycje z ekstraklasy. Zgłosiły się Jagiellonia i Cracovia, tyle że podyktowano zaporową cenę. Zostałem. I co? Nikt na tym dobrze nie wyszedł. Raków nie zarobił, a ja wiosną dołożyłem tylko jedno trafienie...

Byle do Widzewa

Następny sezon, czyli 2016/17 zaczął się dla Warchoła obiecująco. W pierwszych dwóch kolejkach zdobył dwie bramki. Na listę strzelców wpisał się także w Pucharze Polski. Kilka tygodni później grał w I lidze, w Olimpii Grudziądz. – Cztery raz wystąpiłem w podstawowym składzie, a reszta to same końcówki. Psychicznie to był dla mnie ciężki okres. Nawet nie wiedziałem czy jestem od kogoś słabszy, niby jak to sprawdzić, skoro wchodziłem jedynie na krótkie zmiany. W jednym ze spotkań dałem dobrą zmianę. Przynajmniej tak mi się wydawało. W następnych kolejkach nie było mnie nawet w osiemnastce. Miałem dłuższą przerwę od gry, nie miałem jak się ogrywać, bo Olimpia nie posiadała rezerw. Byłem zdołowany. Wróciłem do Rakowa, jednak trener Marek Papszun nie widział mnie w swojej koncepcji. Nie zmienia to jednak faktu, że uważam go za najlepszego trenera, z jakim pracowałem – stwierdza Warchoł.

Z pobytu w Częstochowie zapamięta na pewno pamiętny mecz z Nadwiślanem Góra. – Czasami odpalam na YouTube to spotkanie, przypominam sobie wszystkie pięć goli, które strzeliłem. Każdy kontakt z piłką miałem udany, każdy strzał kończył się bramką. Wszystko mi wychodziło. Jakbym był w jakimś transie – obrazowo opisuje 24-letni snajper, który po cichu liczy, że jednak będzie miał jeszcze okazję wykazać na poziomie ekstraklasy, czy też I ligi.

– „Dotknąłem” już zaplecza ekstraklasy i wiem, że odnalazłbym się tam. Skoro moi byli koledzy grają w ekstraklasie to dlaczego ze mną miałoby być inaczej? Wszystko zależy ode mnie. Moja sytuacja w Pelikanie jest jasna i klarowna. Nie mam zamkniętych furtek w przypadku oferty transferowej. Nie byłoby problemu, żeby zmienić klub. Strzelam gole... Moim marzeniem jest zagrać chociaż jeden mecz w ekstraklasie w barwach Widzewa. Widzew to mój klub, chodziłem na jego mecze od dziecka. Teraz jest w II lidze, jednak gdybym dostał ofertę, nie zastanawiałbym się. Wolałbym nawet II-ligowy Widzew niż grę w I lidze dla samego faktu – podsumowuje Warchoł.

Piotr Wiśniewski

Fot. 400mm.pl

 

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności