Aktualności

Bałtyk Gdynia w tym roku obchodzi 90. urodziny. „Najlepszym prezentem utrzymanie w lidze”

Rozgrywki11.02.2020 
Po rundzie jesiennej Bałtyk Gdynia jest ostatni w grupie drugiej trzeciej ligi. W uniknięciu spadku ma pomóc m. in. Przemysław Trytko. – Liczę, że korzyść będzie dla obydwu stron. Ja odbuduję się po zupełnie straconym 2019 roku, a zespół się utrzyma, choć sytuacja jest rzeczywiście bardzo trudna – przyznaje 33-letni były napastnik m. in. Arki Gdynia, Jagiellonii Białystok czy Korony Kielce.

2019 rok był fatalny zarówno dla Trytki, jak i dla Bałtyku. Jeszcze jako zawodnik Chrobrego Głogów pod koniec 2018 roku zerwał więzadła krzyżowe. W grudniu przeszedł skomplikowaną operację kolana, ale rehabilitacja się przeciągała. Nie zdążył wyleczyć się do przerwy między sezonami, kiedy kluby szukają wzmocnień.

– Mam żal do działaczy Chrobrego, bo mimo że do czerwca 2019 roku byłem ich piłkarzem, to właściwie nie dostałem od nich żadnej pomocy przy operacji i rehabilitacji, a przecież kontuzji doznałem na boisku. Latem nie było szans, by jakiś klub zaproponował mi kontrakt, bo nie mogłem ani trenować z drużyną, ani grać w sparingach, by udowodnić przydatność – opowiada Trytko. – Nie dziwię się, że nie było chętnych, by wziąć zawodnika i przyglądać się jak indywidualnie ćwiczy. W końcu w sierpniu rozpocząłem treningi z ROW Rybnik i w październiku podpisałem kontrakt – dodaje.

To jednak nie był koniec problemów Trytki. Zdążył rozegrać trzy spotkania i znów wylądował w szpitalu. Tym razem na półtora miesiąca, bo okazało się, że jest zakażony gronkowcem. – Nie wiadomo skąd się to wzięło. Często do takiego powikłania dochodzi podczas operacji, ale od niej minęło przecież sporo czasu. Dopiero przed świętami Bożego Narodzenia wstałem na dobre z łóżka – mówi napastnik. – Straciłem cały rok i w związku z tym nie miałem ofert z ekstraklasy czy pierwszej ligi. Skontaktował się ze mną prezes Jacek Paszulewicz i zaproponował grę w Bałtyku. Znam Gdynię, mam dobre wspomnienia, więc się zgodziłem. Na dodatek przede mną i drużyną stoi nie lada wzywanie – przyznaje.

Bałtyk miał bowiem fatalną jesień. Po pierwszej rundzie jest ostatni – wygrał tylko trzy mecze i jeden zremisował. Do bezpiecznego miejsca traci pięć punktów. To o tyle dziwne, że w poprzednich sezonach był zwykle w górnej połowie tabeli – w latach 2016–2018 kończył rozgrywki na trzeciej pozycji.



– Klub pogrążył się finansowo, bo zaufał menedżerowi, który okazał się niewiarygodny. Efekty są opłakane, bo Bałtyk stracił wizerunkowo. Pojawiły się plotki, że jest niewypłacalny i rozwiązuje kontrakty, bo nie ma pieniędzy. A to nie służy pozyskiwaniu nowych zawodników – uważa Jerzy Jastrzębowski, trener Bałtyku. – Nowy prezes porozumiał się z piłkarzami, którzy mieli wysokie kontrakty, sytuacja została wyjaśniona i teraz od nowa budujemy zespół. Inna sprawa, że część zawodników dużo zarabiała, a pozycja w tabeli pokazuje, że jakości nie było – podkreśla.

Z Bałtyku po rundzie jesiennej odeszło siedmiu zawodników – Laurențiu lorga, Sebastian Murawski, Michał Bajdur, Gracjan Horoszkiewicz, Maciej Kazimierowicz, Michał Efir i Tomasz Zając. „Rozstanie z tymi zawodnikami było niezbędne w kontekście dalszego funkcjonowania klubu w kwestii organizacyjno-finansowej” – poinformował Bałtyk na oficjalnej stronie.

Nowym prezesem został Jacek Paszulewicz, a trenerem Jerzy Jastrzębowski, który tę funkcję pełnił w latach 2006–2009. Ostatnio powadził rezerwy Bałtyku.

– Przed nami bardzo trudna robota i poważna walka. Jako trenera bardzo mnie to mobilizuje. Jestem optymistą i wierzę w to, co robię – zapewnia szkoleniowiec. – Czas na stabilizację w Bałtyku. Od kilku lat co pół roku dochodziło do dużych zmian w zespole, a to nie jest korzystne dla drużyny. Zawodnicy ledwo zdążyli się poznać, a już przychodzili kolejni. Staramy się teraz wzmocnić skład doświadczonymi zawodnikami, by młodzież miała od kogo się uczyć – tłumaczy.

Szkoleniowiec Bałtyku nie ukrywa, że wielkie nadzieje pokłada w Trytce. Wysoki napastnik w ekstraklasie rozegrał 133 mecze (26 goli), zdobył też Puchar Polski z Arką. – Liczę na jego doświadczenie i skuteczność. Wierzę, że doda pewności siebie młodym zawodnikom i będzie dla nich mentalnym wsparciem – zaznacza trener Jastrzębowski. – Jest z nami krótko, a już pokazał, że jest przyjaźnie nastawiony i podpowiada młodzieży. Powinien dać nam spokój w ataku, bo potrafi przytrzymać piłką i dobrze gra głową – wylicza.

Trytko zaznacza, że sam nie utrzyma Bałtyku w lidze i potrzebuje wsparcia zespołu. – Nie jestem Leo Messim i nie dam rady zabrać piłkę, minąć ośmiu zawodników i strzelić gola. Oczywiście wierzę, że w trzeciej lidze będą w stanie zdobywać bramki, skoro robiłem to w ekstraklasie. Nie czuję się jeszcze przygotowany w stu procentach, ale z każdym treningiem i każdym sparingiem jestem krok bliżej – twierdzi Trytko. – Mam sentyment do Gdyni. Jak jeszcze porządnie nawdycham się jodu, to dobrze na mnie wpłynie i ten rok będzie dużo lepszy – mówi.

W tym roku Bałtyk obchodzi 90–lecie istnienia. Od wyniku sportowego zależy, jak będą wyglądały obchody. – Nie wiem, czy jest coś przygotowywane. Najważniejszą uroczystością byłoby w czerwcu świętowanie utrzymania w lidze – dodaje trener Jastrzębowski.

– W szatni są wychowankowie Arki, Lechii, ludzie związani z Trójmiastem. Jestem przekonany, że wszystkim zależy, by jubileusz był w wesołej atmosferze i świetnych nastrojach – kończy Trytko.

Andrzej Klemba 

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności