Aktualności

[WYWIAD] Wojciech Fabianowski: Serce się kraje, gdy widzę pusty stadion Stali

Rozgrywki04.05.2020 
Przez 917 dni Stal Stalowa musiała tułać się po boiskach w Rzeszowie, Tarnobrzegu czy Boguchwale. Kiedy wróciła na nowy stadion, udało się rozegrać tylko jeden mecz i z powodu epidemii rozgrywki zostały zawieszone. – Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej – podkreśla Wojciech Fabianowski, były piłkarz i trener, a obecnie menedżer ds. sportu w Stali Stalowa wola.

To musiał być trudny czas, kiedy czekaliście na koniec budowy?

Bardzo! Były różne momenty podczas tej tułaczki. Przy okazji zaznaczę, że w Tarnobrzegu zagraliśmy tylko raz i to nie był dobry pomysł. Przed tym sezonem właściwie przez pół roku nie mieliśmy, gdzie trenować. Do naszej dyspozycji było tylko boisko ze sztuczną murawą. Kiedy było 30 stopni, po prostu parzyło nas w nogi.

Najdłużej graliście w Boguchwale. To około 70 km od Stalowej Woli.

Kiedy zostałem w Stali asystentem trenera Krzysztofa Łętochy opowiadał, że te dojazdy są meczące i frustrujące zwłaszcza po przegranych meczach. Myślałem, że przesadza, ale po pół roku przyznałem mu rację. Tam trudno było o meczową atmosferę. To był zwykle piknik, bo zdarzało się, że na nasze spotkania przychodziło 50 osób. Nie mam zamiaru usprawiedliwiać zawodników, ale nie jest dla nich komfortowo grać przy pustych trybunach. Motywacja trochę spada, kiedy gra się na przykład w południe, a atmosfera jest jak na sparingu. Gospodarze starali się, abyśmy czuli się jak u siebie i nawet trochę tak było. Tylko że boisko było tam naprawdę kiepskiej jakości i niewiele dało się z tym zrobić. Choć w poprzednim sezonie mieliśmy całkiem niezłe wyniki w Boguchwale [11 wygranych, 3 remisy i 3 porażki – przyp. red]. Jak nam dobrze szło, to dało się jakoś wytrzymać. Wszędzie jednak dobrze, ale w domu najlepiej.

W końcu wróciliście do Stalowej Woli.

W trakcie kariery, a grałem też w reprezentacjach młodzieżowych, widziałem wiele obiektów i robiły na mnie wrażenie. W Stalowej Woli nie chodzi tylko o stadion, ale powstała cała infrastruktura. Mamy pięć pełnowymiarowych boisk trawiastych, w tym cztery oświetlone, a do tego boisko ze sztuczną nawierzchnią i jeszcze jedno, nad którym zimą będzie montowany balon. Jest świetne zaplecze socjalne z szatniami i siłownią pod trybuna. Szkoda, że to wszystko na razie stoi puste. Dostaliśmy cukierka, skosztowaliśmy go, bardzo nam zasmakował, chcielibyśmy więcej, a na razie jest niedostępne. Nie możemy doczekać się powrotu na dobre, bo tak długo i cierpliwie czekaliśmy.



Pierwszy mecz po powrocie, z Bytovią, obejrzało prawie cztery tysiące kibiców.

Byliśmy z tego bardzo zadowoleni, choć wynik był słaby, bo tylko zremisowaliśmy. Staram się realnie podchodzić do takich spraw i miałem obawy, jaka będzie frekwencja. Myślałem, że będzie trudno zapełnić stadion, tym bardziej że w tym sezonie nie rozpieszczamy kibiców wynikami. Przedsprzedaż biletów przerosła nasze oczekiwania. Przyjechali goście, w tym wiceprezes PZPN Marek Koźmiński i byli pod wrażeniem. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach kibice będą dla nas ważnym wsparciem. Piłkarze też nie mogą doczekać się kolejnych spotkań. Już długo siedzą w domach i jak to potrwa jeszcze dwa miesiące, to chyba będziemy musieli im zatrudnić trenera mentalnego.

Na szczęście jest szansa, by wrócić do rozgrywek. Stali chyba bardzo na tym zależy, bo jest na miejscu spadkowym.

Cieszymy się, że pojawiła się możliwość dokończenia sezonu. Nie wiadomo, jakie byłyby decyzje, jeśli trzeba byłoby teraz przerwać rozgrywki. Jedni twierdzili, że nie będzie spadków, a tylko awanse. Inni, że jeśli sezon zostanie zakończony, to spadniemy z ligi. My chcemy grać i na boisku udowodnić, że jesteśmy w stanie się utrzymać. Czułbym niesmak, gdybyśmy przy zielonym stoliku uniknęli spadku. Do końca sezonu zostało 12 spotkań, z czego aż 10 rozegramy u siebie. To wielki atut i jestem przekonany, że zdobędziemy wystarczającą liczbę punktów, by zostać w lidze.



Zimą drużyna została chyba osłabiona.

Do Stali Mielec odszedł Robert Dadok, który rzeczywiście był bardzo ważną postacią zespołu. Taka jest jednak rzeczywistość w naszym klubie. Nie mamy jeszcze takiej silnej marki ani funduszy, by zatrzymywać najzdolniejszych zawodników. Dlatego Dadok odszedł do Mielca, a przed sezonem Michał Trąbka do ŁKS. Nie brakuje w polskiej piłce klubów, które mają więcej do zaoferowania niż Stal.

W komunikacie na oficjalnej stronie można przeczytać, że z powodu epidemii koronawirusa doszło do obniżek zarobków od 10 do 50 procent. Skąd taka rozpiętość?

50 proc. dotyczy członków rady nadzorczej klubu. To była ich inicjatywa i dobrowolna decyzja. W drużynie i sztabie szkoleniowym najpierw była mowa o obniżce 30 proc. dla wszystkich. Rozmawialiśmy z radą drużyny i wysłuchaliśmy ich zdania. W efekcie ustaliliśmy cztery przedziały w zależności od wysokości zarobków. Tym, którzy dostają najmniej, obniżono o 10 procent, a tym, którzy najwięcej – o 30 procent. Wydaje mi się, że to uczciwe.

Rozmawiał Andrzej Klemba
fot. Oficjalna strona klubu stal1938.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności