Aktualności

[WYWIAD] Tomasz Hołota: Chcę jeszcze dobić do co najmniej 200 meczów w ekstraklasie

Rozgrywki25.11.2020 
Tomasz Hołota sporo w polskiej piłce przeżył. Grał w najwyższej klasie rozgrywkowej, swego czasu jego nazwisko znalazło się nawet w notesie selekcjonera reprezentacji Polski Adama Nawałki. Teraz 29-letni pomocnik odbudowuje się w KKS-ie Kalisz, skąd znów chce trafić tam, gdzie nie tak dawno występował. Bo ma konkretny cel do osiągnięcia. – Chciałbym co najmniej do tych 200 meczów w ekstraklasie dobić – zaznacza w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Co piłkarz z twoim CV, przypomnę: blisko 150 meczów w ekstraklasie w barwach Polonii Warszawa oraz Śląska Wrocław, z ponad 100 spotkaniami w pierwszej lidze w GKS-ie Katowice oraz Zagłębiu Sosnowiec, w którym grałeś jeszcze w poprzednim sezonie, robi w drugiej lidze?
Takie życie piłkarza, rynek mnie zweryfikował. Musiałem wykonać krok w tył, nie chcę tylko, żeby ktoś odebrał, że KKS Kalisz to słaby klub. Po prostu trafiłem szczebel niżej niż grałem ostatnio. Może to oznacza, że później zrobię dwa kroki do przodu?

Nie było szans, żebyś został w Zagłębiu na dłużej?
Rozmawialiśmy, nawet się wstępnie dogadaliśmy, zabrakło jednak przyklepania nowego kontraktu. Doszło do dużej wymiany zawodników. W nowej koncepcji nie dla wszystkich było miejsce.



Tak się nie musiało skończyć. Jak już wskoczyłeś do składu w rundzie jesiennej, to nie oddałeś miejsca. Wiosną grałeś mniej, łącznie wystąpiłeś w 25 meczach ligowych. Dla kontrastu: początek poprzedniego sezonu spędziłeś w trzecioligowych rezerwach Pogoni Szczecin.
Wtedy w Pogoni byłem po kontuzji i operacji pleców, nie dano mi szansy powrotu do pierwszej drużyny. Zdecydowałem się odejść, wybrałem Sosnowiec. Początek w Zagłębiu miałem dobry, tyle że wyniki nie były takie, jak zakładaliśmy. Planem Zagłębia był powrót do ekstraklasy zaraz po spadku. Graliśmy mocno w kratkę, punkty uciekały. Zmienił się jeden trener, z czasem drugi. Prowadziło nas trzech różnych szkoleniowców. Nie mogło z tego wyjść nic dobrego. Ja ze swojej dyspozycji jesienią byłem zadowolony. Zimą na obozie przygotowawczym doznałem kontuzji, zerwałem więzadła drugiego stopnia w kolanie, co odbiło się na późniejszej formie. Akurat było to w trakcie lockdownu, pierwszej fali pandemii koronawirusa. Rehabilitowałem się sam w domu. Po powrocie do grania moja dyspozycji była daleka od ideału.

W Pogoni, której barw broniłeś od sezonu 2017/18, tych występów też mogło być więcej. Co tutaj poszło nie tak?
Wracałem z Niemiec, razem ze mną do klubu przychodził trener Maciej Skorża, który wyraził zgodę na transfer. Plany były ambitne, wyszło nie po myśli nas wszystkich. W listopadzie 2017 roku nowym trenerem został Kosta Runjaić, wyniki Pogoni poprawiły się, moja forma jednak nie wystrzeliła w górę. Następnie przytrafił się uraz. Moja przygoda z Pogonią nie wyglądała zbyt dobrze. Trudno. Na niektóre rzeczy piłkarz nie ma wpływu, chociaż rozliczanie zawsze zaczynam od siebie. Mogłem dać od siebie więcej. Inna sprawa, że los też mi nie pomógł. Myślę, że teraz szczęście się do mnie uśmiechnęło. W końcu moja drużyna wygrywa. W Kaliszu mamy fajny zespół, przypomniałem sobie, jak to jest cieszyć się ze zwycięstwa. Jesteśmy z przodu w tabeli, możemy namieszać w czołówce.



Całościowo twój pobyt w ekstraklasie nie był taki zły. Gorzki w Pogoni, słodki w Śląsku Wrocław.
We Wrocławiu przeżyłem wiele wspaniałych chwil. Żałuję tylko, że tak szybko to przeleciało. Z drugiej strony mam dopiero 29 lat, więc nie jest to wiek, kiedy piłkarz myśli o zakończeniu kariery. Jeszcze w stu procentach jestem skupiony na piłce. Chciałbym co najmniej do tych 200 meczów w ekstraklasie dobić.

A Śląsk?
W Śląsku spędziłem najlepszy okres w karierze. Żałuję, że nie wyszło z powrotem do Śląska. Był taki temat po Pogoni. Pamiętałem, czego tam doświadczyłem. W sezonie 2014/15 z trenerem Tadeuszem Pawłowskim zajęliśmy 4. miejsce. W drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy mierzyliśmy z IFK Goeteborg. Przegraliśmy w dwumeczu 0:2. Wcześniej rywalizowaliśmy z Sevillą. Nie mieliśmy szans, dla samego faktu gry przeciwko świetnym zawodnikom, warto było przeżyć taką przygodę. Mam do siebie pretensje, że nie wymieniłem się koszulką z Ivanem Rakiticiem. Akurat we Wrocławiu Rakitić strzelił pięknego gola z dystansu. Wyniki nie zawsze się zgadzały, niemniej trzy sezony występów na Dolnym Śląsku oceniam bardzo pozytywnie. Forma też mi dopisywała. Nie wiem co by było, gdybym został. Chciałem sprawdzić się w Niemczech, stąd przejście do Arminii Bielefeld. Lepiej żałować, że coś się zrobiło niż nie zrobiło.



Ze Śląska dostałeś się do reprezentacji Polski. Zostałeś zaproszony przez Adama Nawałkę na zgrupowanie przed towarzyskimi spotkaniami ze Słowacją i Irlandią w listopadzie 2013 roku.
Żałuję, że nie miałem okazji zadebiutować. Nie mówię o grze w pełnym wymiarze, ale liczyłem na choćby kilka minut. Zawsze to fajnie mieć w CV 1A. Mam na pewno o czym opowiadać dzieciom. Przyjeżdżam na kadrę, a tam Lewandowski, Boruc, Błaszczykowski, Krychowiak, byłem w takiej euforii, że trudno to opisać. Dla mnie wtedy prawie 23-latka, przebywać w gronie takich zawodników przez dziesięć dni, było wielkim przeżyciem. To doświadczenie zaprocentowało później w Śląsku. Poczułem się pewniej. Zbudowałem się.

Jak się dowiedziałeś o powołaniu?
Z portalu 90minut, chociaż docierały do mnie sygnały od menedżera, których nie traktowałem poważnie. Brałem to pół żartem, pół serio. On chyba wiedział przede mną... Mimo, że nie wierzyłem, że coś jest na rzeczy, to odświeżałem stronę z nadzieją, że może jednak moje nazwisko znajdzie się na liście powołanych. Znalazło się.



Kolejny argument, który utwierdza cię w przekonaniu, ile zyskałeś w Śląsku to przenosiny do Bielefeldu 1 lipca 2016 roku?
Pobyt nieudany, rok czasu i wracałem do Polski. Na początku jednak wywalczyłem sobie miejsce w podstawowym składzie, zagrałem w czterech pierwszych meczach sezonu. Szło nam słabiutko. W dziesięciu kolejkach ani razu nie wygraliśmy. Przyszedł nowy trener, zrobił zmiany w składzie. Jeszcze dał mi kilka szans. I tyle. Cieszę się, że dotknąłem piłki w innym kraju. Okazuje się, że Arminia wcale nie jest taka słaba, w końcu dziś jest w Bundeslidze. Miałem po prostu pecha, że wówczas graliśmy o utrzymanie w 2. Bundeslidze. W takiej sytuacji Niemcy stawiają na swoich. Wydaje mi się, że aż tak nie odstawałem, by nie grać.

Twoje doświadczenie w KKS-ie powinno procentować. Z tego powodu oczekuje się od ciebie więcej?
Tak. Mam nadzieję, że pomogę drużynie rozwijać się. Jesteśmy beniaminkiem, mimo to nasz skład wygląda obiecująco. Nie gramy źle, myślę, że spokojnie możemy zaatakować miejsca od czwartego do szóstego. W Kaliszu niczego nie brakuje: nowy stadion, dobre warunki do trenowania, doświadczony trener Ryszard Wieczorek. Klub działa profesjonalnie. Wiem, że mogę tu się rozwijać. Kontrakt mam na rok, zobaczymy co potem się wydarzy.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności