Aktualności

[WYWIAD] Przemysław Kita: Udowodnię, że jednak potrafię strzelać gole

Rozgrywki15.03.2019 
W wieku 18 lat zaliczył debiut w ekstraklasie, ale później jego kariera zahamowała. Ten sezon może być jednak przełomowy dla Przemysława Kity, który walczy z Olimpią Grudziądz o awans na zaplecze ekstraklasy i w końcu imponuje skutecznością.

Dwa mecze, trzy gole. Przypominasz sobie lepszy początek wiosny w twoim wykonaniu?
To mój najlepszy, indywidualny start w rundzie wiosennej w karierze. Identyczny początek miałem w Warcie Poznań, tyle że były to pierwsze kolejki sezonu 2017/18. Naszym celem jest awans do pierwszej ligi, moje kolejne bramki mogą pomóc zrealizować cel drużynowy. Nie muszę strzelać co mecz. Ważne, żebym stwarzał kolegom sytuacje i oby z tego padały gole.

Nie tylko ty masz powody do zadowolenia po pierwszych meczach tej rundy. Olimpia zdobyła bowiem komplet punktów. Plan został zatem wykonany w stu procentach!
Tym bardziej nam teraz szkoda punktów, które potraciliśmy jesienią z Gryfem Wejherowo, Resovią czy Zniczem Pruszków. Te mecze bezdyskusyjnie powinniśmy wygrać. Dominowaliśmy w pierwszych połowach, a w drugiej nie wiadomo co się z nami działo. Przestaliśmy nagle grać. W tej lidze nie ma drużyny, która narzuciłaby nam swoje warunki. Myślę, że powinniśmy zrobić awans. Stać nas na to.



Zatem możesz sobie pogratulować decyzji o wyborze Olimpii.
Będąc w Warcie, zostałem zaproszony na testy w Piaście Gliwice. Ówczesny prezes w Poznaniu obraził się na mnie, że nie chciałem podpisać kontraktu, choć byliśmy praktycznie dogadani. Zaryzykowałem z Piastem, nie udało się. Taka jest piłka. Potem na horyzoncie pojawiła się oferta z Grudziądza. Jestem tu i strzelam gole.

Patrząc na przebieg twojej dotychczasowej kariery, to nieskuteczność była tym czynnikiem, która w pewien sposób ciebie ograniczała? Dopiero w tym i poprzednim sezonie poprawiłeś swoje statystyki bramkowe.
Osiem trafień to może nie jest jakiś rewelacyjny wynik, ale w porównaniu z kilkoma wcześniejszymi sezonami to już coś. Rzeczywiście, brak skuteczności najmocniej mi doskwierał na początku kariery. Gdy było jakieś zainteresowanie, to słyszałem: „Dobrze gra, ale mało strzela”. Kluby szukają bramkostrzelnych napastników i miałem problem. Dlatego jestem dziś w drugiej lidze, a nie wyżej. Kiedy przed sezonem 2015/16 odchodziłem z Cracovii do drugoligowego Znicza Pruszków, to myślałem, że o gole będzie dużo łatwiej. A tak nie było. Liga mnie zweryfikowała: w osiemnastu meczach zdobyłem tylko jedną bramkę. Znicz awansował, a ja na szczeblu pierwszoligowym pięć razy wpisałem się na listę strzelców. No i potem w Warcie zaliczyłem osiem trafień. Ewidentnie forma strzelecka idzie w górę.



To może i ty z powrotem zaczniesz piąć się w hierarchii ligowej?
Chciałbym wrócić na wyższy level. Możliwe, że już wkrótce zagram w pierwszej lidze. A jak w niej podtrzymam formę pod bramką, to wierzę, że z czasem pojawi się oferta z ekstraklasy. Ten sezon traktuję jako przejściowy. Jeśli nie uda się awansować z Olimpią, to bardzo prawdopodobne, że i tak zaliczę awans sportowy, bo mam oferty z pierwszej ligi. To mój cel numer jeden. Nie chcę szukać klubu w ekstraklasie, dopóki będę miał możliwość regularnej gry na drugim szczeblu rozgrywek w Polsce. Najpierw tam muszę się odbudować, rozwinąć piłkarsko. Dopiero wtedy zdecyduję się na kolejny krok. Z napastnikami często tak bywa, że odpalają w wieku 25, 26 lat. Mam nadzieję, że w moim przypadku ta zasada również się sprawdzi.

W ekstraklasie zadebiutowałeś w wieku 18 lat.
W barwach Łódzkiego Klubu Sportowego, kilka miesięcy przed moimi dziewiętnastymi urodzinami. Mecz z Ruchem Chorzów, wszedłem na boisko w 79. minucie. Jeszcze wcześniej zaliczyłem debiut w pierwszej drużynie, też przeciwko Ruchowi w Pucharze Polski.



Byłeś w zespole m.in. z Sewerynem Gancarczykiem, Wojtkiem Łobodzińskim, Antonim Łukasiewiczem, Markiem Saganowskim czy Grzegorzem Boninem.
Marek Saganowski to najlepszy napastnik, z jakim grałem. „Sagan” zawsze był bardzo waleczny. Na boisku zostawiał serce, czym imponował kibicom. A mnie dużo osób kojarzy właśnie przez to, że nie jestem bramkostrzelnym napastnikiem. Każda zdobyta bramka w tym sezonie to powód do satysfakcji. Chcę coś udowodnić nie tylko sobie, ale także innym. Pokazać, że jednak potrafię strzelać gole. Odpowiada mi sposób gry Olimpii, która stawia na ofensywę. Z tego biorą się moje bramki i liczne okazje w meczu. Mamy bardzo mocne skrzydła. Ze Skrą cztery trafiliśmy, równie dobrze tyle goli mogliśmy strzelić Ruchowi. Ja i Kacper Skibicki nie wykorzystaliśmy sytuacji sam na sam. W ogóle Kacper dobrze rokuje na przyszłość. Ze mną było tak samo...

Co poszło nie tak?
Złożyło się na to kilka czynników. Sporo zależy od tego, czy dany trener widzi cię w swojej koncepcji, czy mu pasujesz. Nie byłem asem w talii trenera Wojciecha Stawowego. Mimo wszystko, myślę, że w ekstraklasie pokazałem się z dobrej strony. Miałem dobre wejścia z ławki.  Najbardziej zapamiętałem debiutancki gol z Podbeskidziem, dzień po 20. urodzinach. Na boisku zostawiłem całego siebie, spędziłem na nim dwa kwadranse, a czułem się jakbym grał 120 minut.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu Polityka prywatności