Aktualności

[WYWIAD] Prezes ŁKS Łódź: Zaufanie szkoleniowcowi służy klubowi

Rozgrywki07.12.2017 

ŁKS Łódź to jedna z niespodzianek II ligi. Beniaminek po rundzie jesiennej jest wiceliderem, a prezes klubu otwarcie mówi, że z takiej okazji należy skorzystać i pójść za ciosem. Dwukrotny mistrz Polski z ekstraklasy spadł w 2012 roku. Rok później z powodu kłopotów finansowych wycofał się z I ligi i sezon 2013/2014 zaczął od IV ligi. Cztery lata później wrócił na poziom centralny rozgrywek i jak zapewnia jego prezes Tomasz Salski, nie jest to ostatnie słowo.

To dobry i szczęśliwy rok dla ŁKS. W marcu byliście liderem III lig, ale straciliście przewagę 12 punktów i zajęliście drugie miejsce. Jednak awansowaliście po tym, jak Drwęca Nowe Miasto Lubawskie zrezygnowała z gry w II lidze.

Co do awansu, to monitorowaliśmy sytuację pozaboiskową. Wiedzieliśmy, że Drwęca nie składa dokumentów licencyjnych, co dawało nam też szansę awansu z drugiego miejsca. I tak właśnie się stało. Oczywiście i ja, trenerzy, piłkarze i kibice wolelibyśmy awansować na boisku, choć trzeba też pamiętać, że akurat z Drwęcą dwa razy w tamtym sezonie wygraliśmy i to pewnie. Pełnej satysfakcji nie ma, ale cel został osiągnięty.

W niższych ligach jest sporo klubów z tradycjami ekstraklasowymi jak Motor Lublin, Polonia Warszawa czy Widzew. Z III ligi trudno jest uciec, bo awansuje tylko jedna drużyna. Potem w teorii jest łatwiej: z II ligi do I wchodzą trzy drużyny, a czwartą czeka baraż, natomiast do ekstraklasy dwie.

Rzeczywiście tylko jedno miejsce premiowane awansem mocno utrudnia sprawę. Do tego np. Widzew przeżywa to, co my przeżywaliśmy w poprzednim sezonie. Każda drużyna, która gra przeciwko zespołom z tradycjami, daje z siebie absolutnie wszystko i nie myśli o tym, co będzie później. Ta determinacja jest czasem tak ogromna, że historia, tradycja czy budżet nie muszą zawsze zagwarantować zwycięstwa. Na ogół te duże kluby, które dopiero się odbudowują po różnych zawirowaniach, nie mogą zwykle liczyć na dopływ wychowanków. Dlatego ściągają zawodników z całej Polski, ale nie oszukujmy się – piłkarze, którzy zrobiliby na boisku widoczną różnicę, niezbyt chętnie schodzą tak nisko.

Mówi się też, że piłkarze wolą nie mierzyć się z dużą presją oczekiwań w tych zespołach z ambicjami.

Też tak wcześniej myślałem i często używałem takich wyjaśnień. To jednak tylko dobra, dyplomatyczna wymówka. Z perspektywy czasu uważam, że ten, który chce grać w piłkę, musi umieć radzić sobie z presją. Oczywiście oczekiwania kibiców są duże i nie każdy wtedy musi sobie z tym dawać radę. Wtedy jednak powinien zająć się czymś innym.

Jesteście wiceliderem II ligi, a trzon drużyny stanowią piłkarze, którzy byli podstawowymi zawodnikami w III lidze. Różnica poziomów jest taka mała?

Gdyby popatrzeć na inne ligi, to w tym sezonie wielu beniaminków radzi sobie bardzo dobrze. Zacznijmy od ekstraklasy, w której furorę zrobił Górnik Zabrze. W I lidze znakomicie radzą sobie Odra Opole i Raków Częstochowa. Liderem w II lidze jest beniaminek GKS 1962 Jastrzębie, my jesteśmy wiceliderami. W tych drużynach nie doszło do żadnej rewolucji kadrowej, choć oczywiście były korekty w składzie. To pokazuje, że utrzymanie zespołu, stawianie na tego samego trenera daje takie efekty. I pokazuje też, że różnica poziomów między sąsiadującymi ligami nie jest nie do przeskoczenia.

Był pan zaskoczony wynikami zespołu?

Już we wrześniu podkreślałem, że z dużym spokojem podchodzę do wyników zespołu w rundzie jesiennej. Mówiłem nieskromnie, że powinniśmy się liczyć w walce o awans, bo mamy wyrównany i do tego szeroki skład. Jest około 20 zawodników na miarę co najmniej II ligi. Kluczem miał być przełom października i listopada, kiedy okazało się, które zespoły wytrzymały przedłużoną ze względu na mistrzostwa świata rundę jesienną. Były zespoły z czołówki, które nadal wygrywały, ale też kilka potraciło punkty.

Mimo dobrych wyników, kilka razy pojawiały się głosy, by zwolnić trenera Wojciecha Robaszka. Pan tę presję wytrzymał.

Tak właśnie jest w klubach z historią, tradycjami, zainteresowaniem, że jest też szeroko grono doradców, kibiców, byłych działaczy, dziennikarzy, którzy oczywiście się na piłce – jak to wszyscy Polacy – znają. Rad nie brakuje, presji ze strony mediów też, ale w perspektywie widać, że częste zmiany nie służą zespołowi tak, jak zaufanie szkoleniowcowi.

W jednym z wywiadów przyznał Pan, że ma szacunek do tego, co się dzieje u rywala za miedzą. Rekordy sprzedaży karnetów i frekwencji na Widzewie. To w Łodzi dość niespotykane.

Mnie to bez problemu przechodzi przez gardło. Doceniam to co się dzieje na Widzewie, zaangażowanie kibiców. To budzi jakiś mój podziw. Jako dzieciak trenujący w ŁKS wielokrotnie rozgrywałem małe derby Łodzi. W kadrze wojewódzkiej zawodnicy Widzewa byli moimi kumplami. Mieszkaliśmy razem w pokojach, jeździliśmy na mecze i nigdy nie było żadnych problemów. Teraz też udaje nam się obrać wspólny front na przykład w rozmowach z miastem w sprawie obiektów treningowych.

III-ligowy Widzew z czwartą najwyższą średnią kibiców na meczach w Polsce to ewenement na skalę światową, ŁKS też ma jednak mały sukces – jesienią najwyższą frekwencję w II lidze.

Bardzo nas cieszy to, że średnią z niespełna trzech tysięcy, podnieśliśmy do powyżej czterech. Jeśli wziąć pod uwagę, jak wygląda stadion ŁKS [jest tylko jedna trybuna – przyp. red.], to jest to dobry wynik.

Prezydent Łodzi zapowiedziała rozbudowę obiektu.

- Mam nadzieję, że ta inwestycja się rozpocznie w praktyce, a nie na papierze w formie projektów czy koncepcji, bo to wszystko jest i czeka. Mam kilka listów intencyjnych od firm, które zaangażowałyby się w klubu, gdyby był pełny stadion.

O ile różni się budżet ŁKS między III a II ligą?

Szacowaliśmy, że będzie nieco ponad 3 mln zł. Teraz jeśli wziąć pod uwagę kilka umów, które udało nam się podpisać, to przekraczamy nieco 4 mln zł.

Cel na wiosnę?

Z dużą pokorą i spokojem podejdziemy do rundy wiosennej. W naszej sytuacji trudno jednak nie myśleć, by wykorzystać nadarzająca się okazję do awansu. Jest grono sześciu drużyn – ŁKS, GKS Jastrzębie, Radomiak, Siarka Tarnobrzeg, Warta Poznań, Olimpia Elbląg, które powinno między sobą rozstrzygnąć walkę o awans.

Rozmawiał Robert Cisek

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży