Aktualności

[WYWIAD] Paweł Mandrysz: Złapanie serii pozwoli nam odskoczyć

Rozgrywki19.10.2018 

Jeszcze rok temu grał w reprezentacji młodzieżowej u trenera Dariusza Gęsiora. Latem znalazł się jednak na piłkarskim zakręcie, bo jego dotychczasowy klub, GKS Katowice nie zgłosił go do rozgrywek. Teraz Paweł Mandrysz, bo o nim mowa, „odnalazł” się w drugoligowym Ruchu Chorzów. – Zależy mi na grze. W ostatnim półroczu nie było pod tym względem ciekawie, prawie w ogóle nie grałem, więc tego mi brakuje najbardziej. Chcę zagościć w pierwszym składzie, pomagać drużynie w osiąganiu najlepszych wyników. – mówi Mandrysz w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Pierwsze mecze w barwach Ruchu już za Tobą. Najpierw porażka w Rybniku, ale potem przyszła efektowna wygrana z Resovią (5:1 – przyp. red.). Indywidualnie również wygląda to coraz lepiej.

Nie lubię siebie oceniać, od tego są inni, ale mecz z Resovią to raczej nie był mój najgorszy występ. Najważniejsze jednak, że drużyna wywalczyła trzy punkty. Zwycięstwo cieszy najbardziej.

Ty siebie nie lubisz oceniać. Jak ojciec ocenił występ?

Nie miał okazji oglądać, polegał jedynie na skrótach w internecie i na moich opiniach. Zawsze staram się mu zrelacjonować przebieg meczu i w jakiś sposób ocenić swoją grę.

Zagrałeś w meczu z Resovią na prawej stronie pomocy, to twoja optymalna pozycja?

Trener Dariusz Fornalak przed tym meczem dokonał kilku zmian personalnych oraz w ustawieniu. Mogę grać na prawej i na lewej stronie. Gdzie wystawi trener, tam zagram. Co do samego ustawienia drużyny, to się na tym nie skupiam. W podobnym ustawieniu jak z Resovią do tej pory grałem najczęściej, tak grały moje poprzednie drużyny, ale to w głównej mierze kwestia przyzwyczajenia. Widać jednak, że chyba nam to przypasowało.

Często, zwłaszcza w pierwszej połowie, starałeś się współpracować z Mateuszem Boguszem. Patrząc z boiska również widać, że jest to bardzo utalentowany chłopak?

Na pewno jest to ciekawy chłopak, bardzo dobry piłkarsko, a z takimi zawsze się dobrze gra. Z meczu na mecz może być coraz lepiej. Z tego co do tej pory widziałem to faktycznie widać, że to wielki talent. Jeżeli będzie się rozwijał, będzie miał odpowiednio poukładane w głowie, to nic zapewne nie będzie stało na przeszkodzie, by wyjechał do silniejszej ligi. Najważniejsze jednak, by grał jak najwięcej, jak najlepiej i pomagał drużynie. I jak go obserwuję, to właśnie na tym Mateusz się skupia.

Jak twoje pierwsze wrażenia z pobytu na Cichej?

Na początku bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie przyjęcie całej drużyny. Wszyscy zawodnicy, trenerzy, ogólnie wszyscy ludzie związani z Ruchem bardzo ciepło mnie przyjęli, każdy był pomocny. Kilku chłopaków znałem już wcześniej, chociażby Wojtka Kędziorę z gry w GKS Katowice, czy Michała Walskiego z reprezentacji młodzieżowej. Z Wojtkiem graliśmy jeszcze wiosną, z innymi ta przerwa była dłuższa, ale kontakt był i jest dobry. Wszyscy okazali się pomocni i życzliwi. Od pierwszego dnia czuję się świetnie, każdy na swój sposób pomógł mi w aklimatyzacji. Wszystko jest tak jak powinno być. Ruch to klub zasłużony, z tradycjami, medialny. I bardzo dobrze, że tak jest. Nie jest w miejscu, w którym powinien być, ale wszystko trzeba sobie wywalczyć. 

Jaki stawiasz sobie cel na grę w Ruchu?

Nie będę oryginalny, chcę jak najwięcej grać. W ostatnim półroczu nie było pod tym względem ciekawie, prawie w ogóle nie grałem, więc tego mi brakuje najbardziej. Chcę zagościć w pierwszym składzie, pomagać drużynie w osiąganiu najlepszych wyników. Indywidualne cele i liczby do osiągnięcia również mam, ale zostawię to dla siebie, bo to w sumie mniej ważne.

Latem zrobiło się o tobie głośno z racji tego, że GKS Katowice, którego byłeś zawodnikiem nie zgłosił Cię do rozgrywek pierwszej ligi. Zrobiła się wokół ciebie awantura. Jak całą sytuacje znosiłeś psychicznie?

Łatwo nie było, bo to była pierwsza taka głośniejsza sprawa z moim udziałem i taka, która w tak mocny sposób dotknęła mnie i uniemożliwiła mi grę w piłkę.  Psychicznie łatwo nie było. Na szczęście miałem blisko osoby, które mnie wspierały i motywowały do tego bym się nie poddawał. Dla mnie najważniejsze było jak najszybsze załatwienie sprawy i możliwość gry. Chciałem grać i otrzymać sprawiedliwe szanse walki o pierwszy skład.

Rozumiem, że nie bez powodu podkreślasz zdanie  „sprawiedliwe szanse walki o skład”.

Mówię przede wszystkim o ostatnim okresie. O początku aktualnego sezonu, kiedy to GKS nie zgłosił mnie do rozgrywek. Ta walka o skład wtedy raczej nie była sprawiedliwa… Na każdym treningu czy w sparingu walczyłem o to, by znaleźć się w meczowej osiemnastce, a potem by grać, a niestety nie było to możliwe. To był najtrudniejszy moment. Od końca czerwca do jeszcze całkiem niedawna. Nie mogłem na równych prawach walczyć o miejsce w składzie. W końcówce rozegrałem dwa mecze w A-klasowych rezerwach.

Pomagał ci wtedy fakt, że pochodzisz z rodziny piłkarskiej, że pewnie podobne historie ktoś z bliskich już przechodził?

Na pewno w takich sytuacjach jest to przydatne. Dużo lepiej rozumieją taką sytuację osoby, które „siedzą” w naszej piłce niż powiedzmy te, które nie interesują się futbolem i przepisami. Cała rodzina była bardzo pomocna. Wspierali mnie, by jak najszybciej sprawę załatwić. Czasem też na przykład w ramach wsparcia opowiadali historie mniej przyjemne ze swojego życia piłkarskiego. Bez pomocy bliskich może miałbym ciężko się pozbierać w tym wszystkim.

Ojciec wobec Twoich występów na boisku jest wymagający, z racji tego, że wie na co cię stać, czy wprost przeciwnie, na przykład tonuje twoje ambicje?

Na pewno tata nie jest krytyczną osobą, raczej nie robi tego bez powodu. Najczęściej pokazuje mi pewne momenty, mówi, co mogę zrobić lepiej. Na co powinienem zwrócić uwagę, ale też co może się przydać w różnych boiskowych sytuacjach. Raczej służy radą.

Po okazałym zwycięstwie 5:1 z Resovią patrzycie w szatni cały czas w dół tabeli, czy jednak zerkacie na to co się dzieje nad wami?

Skupiamy się na najbliższym meczu, chcemy walczyć zawsze o trzy punkty. Ale wiemy, że złapanie serii pozwoli nam odskoczyć od dołu i bardzo szybko wywindować się w górę tabeli. Każdy z nas ma taki sam cel: grać jak najwyżej, mierzyć się z najlepszymi rywalami. Nie będzie to chyba żadna nowość jeżeli powiem, że interesuje nas górna połówka i awans, ale podchodzimy do tego spokojnie, bo nasza drużyna to w głównej mierze młodzi zawodnicy, jeszcze niedoświadczeni. Dlatego może wyglądać właśnie to tak, że raz się przegrywa 1:5, a raz wygrywa 5:1.

No właśnie… byłeś kiedyś w tak młodej szatni?

Pod koniec mojego pobytu w Rybniku dużo młodych zawodników dostawało również szanse. Przychodzili na treningi, niektórzy podpisywali kontrakty, ale tak wielu młodych zawodników nie grało tam w lidze. Więc to na pewno jest najmłodsza szatnia, która ma również mocną pozycję na boisku.

Często mówimy, że właśnie brak doświadczenia i ogrania jest przyczyną złych zachowań na murawie, a w konsekwencji porażek. Ty masz 20 lat, ale już pewne doświadczenie. Jakie takie najczęstsze błędy na boisku popełnia młodzież?

Przede wszystkim ja cały czas je widzę u siebie. Mam już pewne doświadczenie, ale to cały czas niewystarczająca liczba meczów, bym mógł mówić, że jestem doświadczonym zawodnikiem. Na pewno brak spokoju, zimnej krwi w trudnych, kryzysowych momentach, podnoszenie się po straconych bramkach. To wszystko przychodzi z czasem i liczbą rozegranych meczów. Ważne są też wybory na boisku. Fajnie się wszystko ogląda z góry, analizuje z pozycji widza, ale na boisku zupełnie inaczej to wygląda. Im więcej meczów, tym trafniejsze decyzje zdecydowanie łatwiej jest podejmować.

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży