Aktualności

[WYWIAD] Mariusz Pawlak: Wierzyliśmy do końca w pozytywne zakończenie sezonu

Rozgrywki15.05.2019 
Prowadzona przez Mariusza Pawlaka Olimpia Grudziądz, pokonując Elanę Toruń, wywalczyła awans do Fortuna 1 Ligi. – Wierzyliśmy w pozytywne zakończenie sezonu. Świadomość celu rozpaliła światełko w tunelu i jak widać: warto było! – mówi trener w rozmowie z Łączy Nas  Piłka.

Olimpia awansowała do Fortuna 1 Ligi, choć po rundzie jesiennej zajmowała siódme miejsce w tabeli.
Nawet po 31. kolejce, kiedy traciliśmy do lidera pięć punktów, a trzecia Elana wyprzedzała nas o trzy „oczka”, mało kto stawiał na awans Olimpii. Tymczasem dostaliśmy się do wyższej ligi jako jedni z pierwszych. I to w sytuacji, kiedy problemy się nawarstwiały. Mieliśmy przecież spore kłopoty z formacją obronną, w której było wiele kontuzji. Traciliśmy przez to sporo bramek, jednak na końcu okazało się, że równie dużo goli strzeliliśmy. W decydującym momencie pokazaliśmy jakość i charakter. Awansowaliśmy, choć przed rundą wiosenną mieliśmy na to bardzo małe szanse. Docierały do nas głosy, mówiące o tym, że Olimpia nie włączy się do walki o Fortuna 1 Ligę.

Pomogły transfery przeprowadzone w przerwie zimowej?
Sprawdził się pomysł dyrektora sportowego Roberta Grafa na to, jak ma wyglądać drużyna,. Do tego ogromna pomoc ratusza, który wprowadził plan naprawczy, mający na celu uregulowanie zaległości finansowych wobec zawodników. Miasto Grudziądz mocno zaangażowało się w to, aby piłkarze mogli myśleć jedynie o grze, a nie mieć na głowie inne sprawy. Pojawiła się realna szansa wzmocnienia drużyny. Przyjście zagranicznych piłkarzy w osobach Ivana Ocenasa, Germana Ruiza oraz Tiago Alvesa sprawiło, że weszliśmy na wyższy poziom sportowy, jeśli chodzi o funkcjonowanie zespołu. Podniosła się rywalizacja. Czynnik do czynnika i jest taki końcowy efekt.

Olimpia potrzebowała tylko jednego sezonu, żeby wrócić z powrotem na zaplecze ekstraklasy.
Tym większy szacunek dla zawodników. Wiemy, jak trudno wrócić drużynie na właściwe tory, kiedy grasz ze świadomością, że dopiero co spadłeś. My uniknęliśmy negatywnych skutków degradacji. Korzystne wyniki naszych rywali, nieprzewidywalność drugiej ligi również nam pomogły. Każdy zespół z czołówki tracił punkty, jednak my skupialiśmy się tylko na sobie. Pielęgnowaliśmy i dbaliśmy o dobre rzeczy.



Dwie porażki z rzędu, w tym na własnym stadionie z ROW-em Rybnik mogły wytrącić Olimpię z równowagi. Tak się jednak nie stało, gdyż… Proszę dokończyć.
Wierzyliśmy do końca w pozytywne zakończenie sezonu. Muszę podkreślić bardzo dobrą atmosferę w naszej szatni. Robiłem, co mogłem, aby każdy piłkarz, nawet ten mniej grający, nie czuł się odstawiony na boczny tor. Wszyscy moi piłkarze mieli świadomość tego o co gramy, a cel był jasny: promocja klubu i każdego z osobna. No i dziś pojawiło się kilka ofert za naszych zawodników. Jeśli będą one konkretne, to nikogo nie będziemy blokować. Świadomość celu rozpaliła światełko w tunelu i jak widać: warto było!

Wróćmy jeszcze do obrony Olimpii. Uzyskać promocję, tracąc 44 bramki, to nie lada sztuka.
Dodajmy, że przegraliśmy aż jedenaście meczów. Chyba musiałbym sięgnąć pamięcią daleko wstecz, żeby przypomnieć sobie, kiedy i czy taka sytuacja miała miejsce. To pokazuje nad czym musimy pracować w najbliższych tygodniach: jak budować zespół i co zrobić, by tak często nie przegrywać. Ten sezon był bardzo trudny, jednak zakończył się moim wielkim, osobistym sukcesem.

To drugi awans w pańskiej karierze szkoleniowej.
Pierwszy zrobiłem z Chojniczanką Chojnice, też z drugiej ligi do pierwszej. Sam mam wielki szacunek dla trenerów, którym udaje się awansować do ekstraklasy. Awans daje dużą radość, satysfakcję, to też czas, gdy trzeba wdrożyć w życie nowe pomysły. Ambitne plany to jedno, a realizacja ich to już osobna kwestia. Nie zawsze idzie to w parze. Spójrzmy na Ruch Chorzów i Widzew Łódź, wielkie firmy, których zamiarem był powrót do pierwszej ligi. A jak się skończyło? Jedni spadli do trzeciej ligi, a drudzy nie awansowali.

Wywołał pan temat Widzewa. To był faworyt numer 1 do awansu, a wy zostawiliście go w pokonanym polu, wygrywając z nim bezpośrednie starcie wiosną 2:1.
W wielu meczach tej wiosny pokazaliśmy dobrą piłkę. Byliśmy chwaleni za styl i... przegraliśmy dwa spotkania z rzędu. Dlatego przed wyjazdem do Łodzi powiedziałem chłopakom, że mamy być przede wszystkim skuteczni. Na Widzewie mieliśmy jednak momenty, w których graliśmy efektownie. Myślę, że zostaliśmy dobrze zapamiętani. Wiosną w 13 meczach strzeliliśmy 26 goli. Przy lepszej skuteczności ten wynik mógł być jeszcze lepszy. Choćby z Rybnikiem przy stanie 1:0 mieliśmy sytuacje na podwyższenie prowadzenia. Dla mnie najważniejsza była powtarzalność drużyny. To, co robiliśmy na treningach, przekładaliśmy na boisko. Był pomysł na grę. Nic nie działo się z przypadku.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności