Aktualności

[WYWIAD] Marek Gołębiewski: Zanotowaliśmy dobry start. Teraz trzeba to kontynuować

Rozgrywki05.11.2020 

Jego przyjście latem do Częstochowy dla większości było zaskoczeniem. W klubie, który zawsze charakteryzował się dużą hermetycznością tym razem postawiono na trenera z zewnątrz. Tą osobą został 40-letni Marek Gołębiewski z podwarszawskiego Piaseczna. Jak pokazują jednak wyniki pierwszych meczów Skry w tym sezonie wybór okazał się trafny. – Sam jestem zaskoczony naszymi wynikami – mówi szkoleniowiec piątej obecnie drużyny drugiej ligi.

Jak pierwsze miesiące z dala od rodzinnych stron, na Śląsku?

Niedługo będzie już sto dni w klubie, więc można powiedzieć, że się zaadoptowałem, poznałem ludzi, którzy na co dzień pracują w klubie. Jestem bardzo zadowolony z wyników, jak i z atmosfery, jaka w klubie panuje. Oby tak dalej. Wiadomo, że w piłce jest tak, że jak człowiek za bardzo się cieszy, to zostaje szybko sprowadzony na ziemię. Dlatego co do wyników jestem optymistą, ale chłopakom cały czas powtarzam żeby stąpali twardo po ziemi, muszą ciągle pracować. Mam nadzieję, że stosują moją filozofię. Staramy się w każdym meczu grać o trzy punkty.

Skra uchodzi za klub rodzinny, hermetyczny, który raczej z konieczności, bo po prostu na głośne transfery go nie stać, stawia na ludzi z regionu, z okolic Częstochowy. Jak się pracuje w takich warunkach, były jakieś mury do przebicia?

To prawda, klimat w Skrze jest naprawdę fajny, można powiedzieć rodzinny. Po części on sprawia, że każdy na meczu daje z siebie wszystko i idzie za drugim w ogień. Na  pewno widać to na boisku, że gramy zawsze do końca. Ma to duże plusy. Również pod względem finansów, bo nie możemy sobie pozwolić na zawodników z nie wiadomo jaką przeszłością ekstraklasową czy też pierwszoligową, więc klub chce dawać szansę chłopakom z okolicy lub też młodym  zawodnikom, którzy są w naszym zasięgu finansowym.

Jak trener w ogóle zareagował na telefon z Częstochowy i propozycję pracy w Skrze?

Wcześniej pracowałem w Escolii prawie dziewięć lat, potem poszedłem do Ząbkovii Ząbki, do czwartej ligi, chciałem odbudować ten klub. Praca szła w dobrym kierunku, teraz jest kontynuowana. Gdy dostałem telefon z Częstochowy, nie ukrywam, byłem bardzo zaskoczony. Bo nie dawno ukończyłem kurs UEFA Pro i nie sądziłem, że oferta pojawi się tak szybko. Prezes Artur Szymczyk się odezwał i po jednym chyba dniu spotkaliśmy się, dogadaliśmy się bardzo szybko. Ja też chcę się rozwijać, chcę pomóc i klubowi i swojej osobie, żeby tutaj wypłynąć na szersze wody. A wiedziałem wcześniej, że jest to spokojny, poukładany klub, a zespół jest fajny, więc można tu pewne swoje pomysły wdrażać. Teraz nie żałuję tej decyzji. Drużyna jest fajna, chłopcy pracują rzetelnie, w klubie jest rodzinna atmosfera. Nic tylko się starać.

Jakie ambicje są teraz w zespole patrząc na ligową tabelę? Musi trener stopować zawodników, bo pojawia się już temat awansu, czy raczej wszyscy realnie patrzycie na możliwości klubu i drużyny?

Zawsze powtarzam zawodnikom, że mają jakość i że swoją ciężką pracą na treningach i wolą walki na boisku w każdym meczu mają potwierdzać o co będziemy grali. A takie minimalne założenia, które klub przedstawiał mi jako trenerowi, to przede wszystkim utrzymanie Skry na szczeblu centralnym. Tak samo zawodnicy o tym wiedzą, ale każdy sportowiec chce w każdym meczu walczyć o pełną pulę. Jeśli będziemy w każdym meczu punkty zdobywać, to zobaczymy co będzie z tego wychodziło. Zobaczymy co będzie w czerwcu, ale nie ma tu nacisku na awans. Ale chłopaków nie muszę stopować, bo to są ambitni ludzie, więc oni na każdy mecz wychodzą z wiarą we własne możliwości i z chęcią zdobycia trzech punktów. Więc może brzmi to jak slogan, ale naprawdę nie myślimy ani o awansie ani o tym, że spadniemy. Chcemy grać fajną piłkę i chcemy żeby nasi kibice mieli z tego frajdę. Dobrym przykładem dla nas jest Raków.

Skoro pojawia się lokalny sąsiad. Raków, spokojna praca w klubie, systematyczność, to dla was pewien drogowskaz?

Osobiście bardzo cenię pracę trenera Marka Papszuna. Znamy się prywatnie, czasami wymieniamy poglądy, dzwonimy do siebie, gramy sparingi. Cenię jego pracę, cenię też stabilność w klubie, jaką lokalni rywale prezentują, bo uważam by coś osiągnąć na dłuższą metę, to trzeba mieć przede wszystkim fajny pomysł na to i cierpliwość. W piłce nie da się zbudować czegoś na już. Więc w Rakowie ta praca Marka jest jakoś doceniana i widać też pomysł na to wszystko właścicieli i prezesów. Tylko pozazdrościć. Mam zresztą nadzieję, że w Polsce troszkę ten trend się będzie zmieniał i trenerzy będą mieć troszkę więcej czasu na to, żeby swoją filozofię wdrażać. Już jest zresztą pod tym względem troszkę lepiej niż jeszcze kilka lat temu.

Nastawiacie się zimą na transfery?

Na pewno będziemy chcieli lekko wzmocnić drużynę, bo nie może być tak, że zadowalamy się tym co mamy. Zawsze szatnia piłkarska potrzebuje kilku wzmocnień i na pewno będziemy starali się takich zawodników pozyskać, którzy podniosą rywalizację w drużynie. Mam kilku graczy na oku. Na pewno będziemy szukali jeszcze jednego napastnika, stopera i bocznego obrońcę. Więc na tych trzech pozycjach będziemy chcieli się wzmocnić. Będą to na pewno zawodnicy perspektywiczni, ale tacy którzy już na ligowych boiskach są znani. Na takich klub spokojnie stać.

Jeżeli chodzi o napastnika to ma być to partner czy raczej zastępca do Kamila Wojtyry, który spisuje się tak dobrze?

Wiemy, że Kamil może odejść, ale dopiero latem. Zawodnik w jednym sezonie w trzech klubach nie może grać, a Kamil zaczął obecny sezon w poprzednim klubie, więc teraz skupia się na dobrej promocji klubu, na dobrej promocji siebie. Jest to świadomy zawodnik, dobrze przygotowany do swojego zawodu. Dobrze o tym wie i skupia się na tym, żeby dla Skry zdobyć jak najwięcej punktów.

Jest pan zaskoczony, że jeden z najlepszych strzelców drugiej ligi jeszcze niedawno grał w czwartej lidze i w okręgówce?

Wiem, że są w niższych klasach rozgrywkowych tacy zawodnicy, jak Kamil. Jeżdżę dużo po meczach, teraz może troszkę pandemia krzyżuje mi plany, ale generalnie staram się anonimowo usiąść na obiekcie i wiem, że takich zawodników nie brakuje. W kwestiach umiejętności na pewno kilku by się znalazło, trzeba tylko dać im później dobry, profesjonalny trening i myślę, że ci zawodnicy są w stanie rywalizować na poziomie centralnym. Kamil jest wychowankiem Rakowa, miał tam wcześniej przetarcie na szczeblu centralnym, ale grał nawet w klasie A. Więc ta droga pokazuje, że można się wybić. Można znaleźć takiego chłopaka tylko trzeba się troszkę postarać. Tutaj akurat mój asystent dał mi znać, że jest taki chłopak. Zaprosiliśmy go na treningi i praktycznie po jednym dniu wiedzieliśmy, że go weźmiemy. Klub wiedział wcześniej o jego istnieniu, a ja wraz z zarządem przyklepałem ten transfer.

Często trener siada na trybunach na meczach czwartoligowych czy jeszcze niżej?

Teraz jest z tym problem, bo ze względu na epidemię nie chcą mnie wpuszczać. Jesteśmy w reżimie sanitarnym, ja również nie chcę złapać choroby, więc staram się przede wszystkim robić swoje, pracować w klubie. Po treningach wracam do domu żeby nie prowokować losu, tak żeby się nie zarazić i móc dalej pracować z drużyną. Ale jestem takim trenerem, który lubi sobie pojechać na niższe ligi i pooglądać na spokojnie określonego zawodnika. Bo wiem, że każdy, nawet najlepsi z tych topowych zawodników, zawsze zaczynali w mniejszych klubach. Jak ktoś ma czas, a ja mam czasu w Częstochowie bardzo dużo, bo przyjechałem do klubu pracować, to staram się wolne wykorzystać na oglądanie takich spotkań.

Trener jest zaskoczony tak udanym startem w wykonaniu swojej drużyny? Czy raczej widząc zespół na pierwszych treningach spodziewał się pozytywnych wyników?

Trochę jestem zaskoczony. Tym bardziej, że na początku było kilku zawodników, którzy odeszli z klubu. Był też taki moment, że 2-3 innych graczy również było pod znakiem zapytania, bo nie było ich w klubie i nie podpisali kontraktów ze Skrą. W pierwszym moim meczu, Fortuna Pucharu Polski ze Stalą Stalowa Wola, sytuacja personalna była nie do pozazdroszczenia. Ale później zaczęliśmy spotykać się z zarządem, dzwonić po zawodnikach, szukać nowych piłkarzy i z dnia na dzień to zaczęło wyglądać coraz lepiej. Zagraliśmy dwa sparingi z dobrymi przeciwnikami przed sezonem, z Rakowem zremisowaliśmy 1:1, z Bełchatowem również 1:1 i byliśmy coraz bardziej optymistycznie nastawieni. A w lidze od początku zaczęliśmy regularnie punktować. 19 punktów w dziesięciu kolejkach to chyba jeden z lepszych startów. Teraz trzeba to tylko kontynuować.

Trener w tym roku ukończył kurs UEFA Pro. Jako były piłkarz może zaimponować wiedzą praktyczną, ale także teoretyczną.

Jestem po AWF w Warszawie. Kończyłem specjalizację piłki nożnej, więc miałem uprawnienia wcześniej, potem natomiast poszedłem na kurs wyrównawczy A+B w 2010 roku. Więc z uprawnieniami UEFA mam styczność już prawie dziesięć lat. Moja droga trenerska zaczęła się praktycznie w wieku 25 lat, jak jeszcze grałem w piłkę. Już wtedy myślałem o tym, że zostanę trenerem. Jestem po tej stronie trenerów, co przeszli tę drogę powiedzmy ministerialną i tę UEFA, jestem więc dwutorowo wykształcony (śmiech).

Podczas przygody piłkarskiej grał pan między innymi w Grecji, proszę coś o tym opowiedzieć.

Byłem zawodnikiem Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie. W meczu z Piastem Gliwice zdobyłem bramkę, wtedy dostałem zapytanie, czy nie chcę wyjechać do jednego z klubów greckich, wówczas trzecioligowego. Ja byłem akurat świeżo po studiach i uznałem z żoną, że jest to dobry kierunek. Miałem 26 lat, więc chciałem spróbować czegoś innego. W Grecji spędziłem aż cztery lata, grałem tam na poziomie, odnosząc do obecnego naszego, pierwszej i drugiej ligi. Wspominam ten czas bardzo fajnie. Nauczyłem się języka, poznałem wielu fajnych ludzi, do dzisiaj mam z nimi kontakt i swoje znajomości greckie czasami wykorzystuję. W 2010 roku wróciłem do Polski ponieważ moje dzieci już szły do szkoły.

Z greckiej piłki można przełożyć coś na grunt trenerski?          

Przygotowanie siłowo - fizyczne, na które trenerzy zwracają uwagę. Dobrze się czułem grając w tych klubach. Mieliśmy treningi dosyć intensywne, staram się też to wprowadzać w Polsce, w moich drużynach które prowadzę, bo dobre przygotowanie fizyczne jest podstawą. Na pewno pewne detale kariery zawodniczej ściągam do pracy trenerskiej, bo piłka wszędzie jest podobna, każdy trener ma jednak swoją filozofię. Miałem na przykład w Grecji takiego trenera, który nie dawał nam ani jednego wolnego dnia przez okrągły rok, non-stop pracowaliśmy. Przez 365 dni w roku mieliśmy trening albo mecz. To na pewno w Polsce by jednak nie przeszło (śmiech).

Rozmawiał Tadeusz Danisz

 

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności