Aktualności

[WYWIAD] Marcin Wołowiec: Staniemy na głowie, by Stal Rzeszów walczyła o pierwszą ligę

Rozgrywki30.04.2020 
Marcin Wołowiec został trenerem Stali w marcu, ale z powodu epidemii jego nowy zespół nie zdążył zagrać w drugiej lidze. – To klub, w którym się wychowałem i zawsze chciałem w nim się spełniać zawodowo, dlatego starałem się być na bieżąco i oglądałem większość spotkań. Nie mogliśmy trenować zespołowo, więc skupiliśmy się na treningu indywidualnym i zajęliśmy się diagnozą drużyny, przede wszystkim tym, co nie działało w ostatnim czasie – mówi.

Został pan trenerem Stali Rzeszów 11 marca, więc zespół nie zdążył zagrać żadnego meczu w drugiej lidze ani nawet sparingu. Ile treningów całego zespołu udało się poprowadzić?

Przeprowadziliśmy trzy treningi całej drużyny. Pierwszy mecz, w którym miałem usiąść na ławce trenerskiej, został już jednak odwołany z powodu epidemii. Od wielu lat staram się nie emocjonować negatywnie czymś, na co nie mam wpływu. Sytuacja dla wszystkich jest nowa, ale na pewno można z niej wyciągnąć doświadczenie. Zabraliśmy się do roboty i staraliśmy się ten czas wykorzystać do maksimum. Skupiliśmy się na treningu indywidualnym, na co w trakcie sezonu normalnie nie byłoby czasu. Bo trzeba byłoby trenować zespołowo, przygotowywać się do meczu i analizować rywala. Dlatego zajęliśmy się diagnozą drużyny, przede wszystkim tym, co nie działało w ostatnim czasie. Obejrzeliśmy rozegrane w tym sezonie spotkania i na tej podstawie analizowaliśmy złe i dobre strony każdego zawodnika, a także poszczególnych formacji.

Trudno jednak w trakcie epidemii poznać się dobrze z zespołem. Tym bardziej, że w tym sezonie prowadził pan Wólczankę Wólka Pełkińska i skupiał się na tym zespole.

Ale tak naprawdę ze Stalą Rzeszów jestem związany od dawna. W 2002 roku zacząłem pracę z młodzieżą. W 2010 roku z juniorami Stali zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw Polski. W poprzednim sezonie prowadziłem zespół U-19 w tym klubie. Tak naprawdę to w ramach współpracy Stali z Wólczanką zostałem trenerem drużyny z Wólki Pełkińskiej. Prezes tego klubu co sezon chce walczyć o punkty z Pro Junior System, a co za tym idzie o pieniądze. Mam doświadczenie w pracy z młodzieżą, dlatego poszedłem tam pomóc w prowadzeniu zespołu. A jeśli chodzi o Stal, to byłem na bieżąco. Oglądałem większość spotkań na żywo, więc piłkarzy znałem.

A co wyszło ze wspomnianej analizy zawodników?

Myślałem jednak, że lepiej znam ten zespół. I dzięki tej analizie dużo dowiedziałem się o chłopakach. Mam nadzieję, że jak już wrócimy do treningów całej drużyny, nie będę potrzebował dużo czasu, by ich lepiej poznać. Nie chciałem do nich dzwonić i rozmawiać przez telefon, bo to trochę sztuczne, a chciałbym zawiązywać relacje w naturalny sposób.

Podczas przygotowań do wznowienia sezonu drużyny nie będą mogły rozgrywać sparingów. To kolejna przeszkoda, zwłaszcza dla pańskiej drużyny?

To na pewno nie pomaga, ale nie szukam na siłę problemów. Staram się wykorzystać każdą chwilę, by jak najwięcej wyciągnąć z tych chłopców. Mam dziewięcioosobowy sztab szkoleniowy i każdy miał pełne ręce roboty. Najwięcej trenerzy przygotowania fizycznego, którzy musieli zaplanować zajęcia, by zawodnicy zrobili postępy. Brakowało tylko treningu z piłkami i całej drużyny. Udało nam się nawet zrobić testy wydolnościowe i szybkościowe, które pokazały, że część zawodników się poprawiła.

Jak wam się udało przeprowadzić testy?

Zrobiliśmy je z zachowaniem procedur. Mielimy do dyspozycji dwa boiska. Na jednym rozgrzewało się dwóch zawodników, a późnej przechodzili na drugie, gdzie był rozstawiony sprzęt do pomiarów. Trwało to długo, ale było warto, bo mamy świeże wyniki. Jesteśmy jednym z nielicznych zespołów od drugiej ligi wzwyż, który na ten tydzień dał zawodnikom wolne. Zakładamy, że wrócimy do grania, a to będzie oznaczało, że jeden sezon się skończy, a drugi niemal od razu zacznie. Nie będzie więc czasu na odpoczynek. Praca indywidualna, którą wykonywali, była bardzo rozbudowana i należało im się trochę regeneracji.

Zastąpił pan w Stali Janusza Niedźwiedzia, którego klub zwolnił po dwóch porażkach w rundzie wiosennej. Zespół miał walczyć o awans do pierwszej ligi, a spadł na dziewiąte miejsce. Tyle że strata do szóstej lokaty dającej prawo gry w barażach to tylko trzy punkty.

Nie sądzę, by tylko te dwa mecze zaważyły na zwolnieniu trenera Niedźwiedzia. To musiała być głębsza analiza prezesa klubu. Zresztą ja nie zamierzam wszystkiego zmieniać w drużynie i obracać o 180 stopni. Wiemy, co było robione dobrze, a skupiliśmy się właśnie na tym, co nie funkcjonowało. Przejąłem drużynę z zadaniem, by odrobić straty i znaleźć się w barażach. Staniemy na głowie, by Stal miała szanse dostać się do pierwszej ligi.

Patrząc na statystki, rzadko pan przegrywa. W Stali Rzeszów w latach 2015-2017 średnia zdobywanych punktów to 2,2, w sezonie 2017/2018 to 2,31 z Sokołem Sieniawa i awans do trzeciej ligi. Jesienią w Wólczance 1,84 punktu na mecz.

Tak jakoś mi się udaje od początku pracy. Trafiam na fajnych ludzi, dobrych piłkarzy i dobrych współpracowników. Jeszcze w sezonie 2010/2011 we wrześniu przejąłem w czwartej lidze Strumyk Malawa, który był na dziewiątym miejscu i awansowaliśmy. I znów wróciłem do Stali. Sokół to był jedyny dłuższy rozbrat z rzeszowskim klubem. Zresztą miałem tam w drużynie sporo swoich wychowanków. Awansowaliśmy, ale pojawił się obecny prezes Stali i ściągnął mnie do Rzeszowa. To klub, w którym się wychowałem i tu chciałem się najbardziej spełniać. Najpierw zająłem się szkoleniem najstarszej młodzieży, potem zostałem wypożyczony do Wólczanki, która stała się klubem satelickim, a teraz znów wróciłem do Stali.

Rozmawiał Andrzej Klemba
fot. Michał Fąfrowicz/Stal Rzeszów

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności