Aktualności

[WYWIAD] Marcin Wołowiec: Stal Rzeszów ma jeden cel – awans do pierwszej ligi

Rozgrywki16.10.2020 

W poprzednich rozgrywkach Stal Rzeszów była o krok od pierwszej ligi, ale w finale barażów przegrała z lokalnym rywalem Resovią. W tym sezonie jest wiceliderem i w klubie otwarcie mówią o awansie na zaplecze ekstraklasy. – Taki został postawiony cel i wierze, że go zrealizujemy. Poza tym nasza duma została trochę przerysowana i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie zrewanżujemy się Resovii – podkreśla Marcin Wołowiec, szkoleniowiec Stali.

Prowadzi pan Stal od siedmiu miesięcy. Jaki to był czas?

Bardzo dziwny. Po tym jak objąłem Stal trzy dni później rozgrywki zostały zawieszone z powodu pandemii. Przez kolejne dwa miesiące z tego powodu praca była utrudniona. Zawodnicy trenowali indywidualnie, a i ich pracę mogliśmy nadzorować tylko zdalnie. Rozgrywki wróciły, spisywaliśmy się nieźle, ale zabrakło nam punktu, by zająć lepsze miejsce w barażach. Dwa razy graliśmy na boisku rywali i nie udało się awansować. Dużo nauczyliśmy się w tych meczach, a także zebraliśmy sporo doświadczenia, gdy mierzyliśmy się z takimi zespołami jak Widzew czy Górnik Łęczna. To pozwoliło nam od początku tego sezonu liczyć się w walce o awans. Minęło półtora miesiąca rozgrywek i mam nadzieję, że wkrótce będziemy w najwyższej formie.

Mówi pan, że po wznowieniu rozgrywek graliście dobrze, tymczasem w pięciu pierwszych meczach nie wygraliście. A do barażów awansowaliście dopiero w ostatniej kolejce.

Trochę uśpiło nas to, że gra była na przyzwoitym poziomie. Nie było wyników, ale tłumaczyliśmy to sobie tym, że mierzymy się z zespołami z czołówki. Dobra postawa na boisku nie wystarczała, by wygrywać. Po jednej z porażek znaleźliśmy się nawet w strefie spadkowej. Przełomowy mecz był w Wejherowie. Po trudnym spotkaniu pokonaliśmy Gryfa i rozpoczęła się seria zwycięstw. Rzeczywiście w ostatniej kolejce musieliśmy nie tylko wygrać, ale liczyć też na potknięcie Garbarni. I wtedy szczęście się do nas uśmiechnęło.



W finale barażów Stal zmierzyła się z lokalnym rywalem Resovią. To musiała być bolesna porażka, a na dodatek po rzutach karnych.

Na pewno to była ujma na honorze. Choć trochę sami przepowiedzieliśmy taki scenariusz. Przed wznowieniem rozgrywek mówiliśmy, że to możliwe, by właśnie w barażach trafić na Resovię. Jestem wychowankiem Stali, mam za sobą wiele spotkań derbowych i częściej wygrywałem. Co z tego, skoro nie udało się awansować. Porażka była mniej bolesna niż widok cieszących się rywali. Nasza duma została trochę przerysowana i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie zrewanżujemy się Resovii.

Gdy nie udało się wywalczyć awansu, nie obawiał się pan zwolnienia?

Byłem bardzo spokojny o pracę. W naszym klubie zarządzanie jest na wysokim poziomie, a prezes Rafał Kalisz jest ciekawym człowiekiem. Nie było sugestii o zmianach w sztabie szkoleniowym, nawet gdybyśmy nie dostali się do barażów. Dostaliśmy duży kredyt zaufania.

Jeśli spojrzeć na transfery, to wydaje się, że przed tym sezonem Stal więcej zyskała niż straciła. Przyszło sporo piłkarzy, którzy w poprzednich drużynach grali w podstawowych składach. Z ważnych piłkarzy odszedł właściwie tylko Artur Pląskowski.

Na tym powinny polegać roszady, że zespół jest po nich silniejszy. Podziękowaliśmy zawodnikom, którzy mieli spore umiejętności, ale już za małe na wymagania naszego zespołu. Akurat Artur był jedynym piłkarzem, nad którym mocno się zastanawialiśmy. W końcu zdecydowaliśmy, że nie przedłużamy z nim kontraktu. Tyle że w jego miejsce nie udało nam się znaleźć napastnika. Dołączyli zawodnicy, którzy podnieśli jakość drużyny. Przyszło też kilku młodych piłkarzy, którzy trochę ograli się w niższych ligach i powinni być naszą przyszłością.



Dawid Olejarka nie skończył jeszcze 19 lat, a strzelił trzy gole i zapewnił dwie wygrane.

Jego ojcem jest prezes Wólczanki Wólka Pełkińska, która jest naszym klubem partnerskim. Dawid szkolił się w Escolii Varsovia, potem był w juniorach Legii, ale udało się go wypożyczyć najpierw do Wólczanki, a teraz do nas. Zrobił spore postępy. W Stali na razie sprawdza się jako dżoker. Powoli będzie wchodził do podstawowego składu, bo coraz mocnej na to zasługuje.

Z drugiej strony przyszedł też doświadczony Jarosław Fojut. Zagrał dopiero tylko raz. Dlaczego?

Miał długą przerwę w treningach z zespołem. Przez blisko dwa miesiące ćwiczył tylko indywidualnie. Długo też trwały negocjacje z Jarkiem. Chciał do nas dołączyć, ale to nie było takie łatwe logistycznie. Ma 33 lata, rodzinę i ustatkowane życie, a ze Szczecina do Rzeszowa jest kawał drogi. Nie było łatwo tu się przenieść i musiało dojść do kilku kompromisów. Na szczęście wszystko się udało. Przez trzy tygodnie pracował z trenerem przygotowania fizycznego i w końcu mógł zagrać. Mimo tak długiej przerwy, widać było jakość, choć występ przeciwko Garbarni nie był porywający. Chce pokazać atuty piłkarskie, ale pasuje nam też mentalnie. Bardzo dobrze kieruje młodymi zawodnikami, na każdym treningu daje im, a także tym trochę starszym, mnóstwo wskazówek. To nasz bardzo cenny nabytek.



Po ośmiu kolejkach jesteście wiceliderem. Pięć wygranych i tylko jedna porażka. Cel został przed wami jasno postawiony?

Mamy jeszcze dużo do zrobienia. To może nie był piorunujący start, bo straciliśmy też kilka punktów przez remisy. Nasza gra na początku sezonu była trochę ryzykowna, ale się opłaciła. Zostało dziewięć kolejek i teraz trzeba wejść na jak najwyższe obroty. Tak, żeby zdobyć jak najwięcej punktów, zimą trochę odpocząć i potem wziąć się ostro do pracy. Gra nie jest zła, ale widzimy mankamenty, zwłaszcza w ofensywie. Został przed nami postawiony jasny cel – zająć jedno z miejsc dające bezpośredni awans. Dużo będzie zależało od naszych głów, pracy na treningach i pokazywaniu umiejętności na boisku. Podchodzimy z pokorą, ale wierzymy, że zrealizujemy ten plan.

Rozmawiał Andrzej Klemba
fot. Michał Fąfrowicz/Stal Rzeszów; Cyfrasport

 

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności