Aktualności

[WYWIAD] Marcin Kaczmarek: Musimy nawiązać do widzewskiego charakteru

Rozgrywki02.08.2019 
Marcinowi Kaczmarkowi, czyli trenerowi, który wie, jak robi się awans, powierzono misję wprowadzenia Widzew Łódź do Fortuna 1 ligi. Od powodzenia tego zadania zależy, czy 45-letni szkoleniowiec wytrwa na stanowisku dłużej niż rok. – Widzewski charakter kojarzy się jednoznacznie. Chciałbym do tej tradycji nawiązać – mówi Kaczmarek w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Kibice Widzewa zdążyli już pana zaznajomić z hasłem: „Witamy w piekle”?
Rozumiem kontekst. Chodzi o słynną presję związaną z pracą w Widzewie, prawda? Uważam, że to przywilej i zaszczyt móc grać przy takich kibicach. Chciałbym, żeby piłka była utożsamiana ze wspaniałą atmosferą na trybunach. Sądzę też, że sytuacja, o której mówimy, powinna być atutem piłkarzy Widzewa. W żadnym wypadku presji trybun nie uważam za czynnik demobilizujący. To nie może wpływać negatywnie na zespół, a wręcz przeciwnie.

Akurat w poprzednim sezonie, mam tu na myśli rundę wiosenną, gra przed własną publicznością nie pomagała piłkarzom Widzewa, którzy w drugiej części kampanii zanotowali aż dziesięć remisów!
Dlatego poczyniliśmy wszelkie możliwe kroki, aby odpowiednio zareagować na wydarzenia poprzedniego sezonu. Budując kadrę, braliśmy pod uwagę, czy dany piłkarz pasuje do Widzewa. Postawiliśmy na zawodników, którzy powinni poradzić sobie w trudnej sytuacji. Takich, którzy niejedno już w piłce widzieli, na czele z Marcinem Robakiem.

Zwycięski mecz z Gryfem Wejherowo (2:1) na inaugurację II ligi pokazał, że zespół potrafi odpowiednio zareagować na moment kryzysowy, a tego w ostatnich rozgrywkach widzewiakom brakowało. Czyli pierwszy krok w budowie mentalności zwycięzców, został zrobiony.
Jako zespół potrzebujemy czasu, kształtujemy naszego ducha. Mamy w składzie wielu nowych piłkarzy, oni potrzebują jak najwięcej jednostek treningowych, długiego pobytu ze sobą, aby zacząć odpowiednio funkcjonować w kolektywie. Liga ruszyła, takie zwycięstwo, jak w Wejherowie może tylko nam pomóc. Owszem, w grze były niedostatki, ale pokazaliśmy też, że dysponujemy dużym potencjałem i sporymi możliwościami. Pracujemy dalej, mamy za sobą pierwszy krok.



Ma pan w zwyczaju dużo mówić o ambicji. Czy praca w Widzewie w pełni zaspokaja pańskie ambicje?
Gdyby było inaczej, nie podjąłbym się pracy w tak wielkim klubie. Jestem świadom, że oczekiwania i cel są jasne: awans do pierwszej ligi. Tutaj nie będzie żadnych wymówek. Kontynuując, cieszę się, że mogę być częścią nowego projektu w Widzewie. Zdaję sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na mnie ciąży. Lubię jednak takie wyzwania. Prowadzę bardzo ambitną grupę, którą zawiadamia pani prezes Martyna Pajączek, bardzo dobrze znająca się na zarządzaniu. Ja, jako kluczowa osoba pionu sportowego, staram się, żeby i inne rzeczy działały na najwyższym poziomie. Wierzę, że to wypali, że Widzew będzie dobrze grał, punktował. A na końcu będziemy cieszyć się z sukcesu.

Jeden już osiągnęliście przed sezonem, bo w takich kategoriach należy traktować zatrudnienie Marcina Robaka. Na brak ofert, nawet z ekstraklasy, nie mógł narzekać, a jest w Widzewie.
Marcin to w naszej rzeczywistości piłkarskiej zawodnik z najwyższej półki, który jest marką samą w sobie. Pamiętajmy, że już wcześniej zapisał się w historii Widzewa. W Łodzi jest bardzo szanowany.  Jego pozyskanie było przemyślanym ruchem. Poza główną rolą, czyli strzelanie jak najwięcej goli, pełni wiele innych funkcji, istotnych dla funkcjonowania szatni, jest wartością marketingową Widzewa. Zdecydowanie to kluczowe ogniwo widzewskiej układanki.



Prezes Martyna Pajączek i trener Marcin Kaczmarek to duet skazany na sukces?
Mam nadzieję, że razem stworzymy bardzo dobrą, sportową markę Widzewa. Kończy się powoli miesiąc miodowy. Powiedziano i napisano na nasz temat wiele, teraz czas na czyny. Cztery ostatnie tygodnie były bardzo intensywne w życiu Widzewa, a także pani prezes i moim. Trzeba było działać szybko i z głową. Wydaje mi się, że idzie to w dobrym kierunku. Po czynach nas poznacie.

Poznaliśmy w Wejherowie?
To był trudny mecz, ale takiego się spodziewaliśmy. Przez cały pojedynek musieliśmy grać atakiem pozycyjnym. Wiedzieliśmy, że przeciwnik będzie skupiony na bardzo niskim pressingu, licząc na jedną, dwie akcje z kontry. Nie jestem do końca zadowolony z jakości gry Widzewa. To jest początek, nasza gra powinna się poprawiać. Mogę być za to zadowolony z reakcji na zły wynik, charakteru, zaangażowania. Widzewski charakter kojarzy się jednoznacznie. Chciałbym, aby ten Widzew do tej tradycji nawiązał.



Przebieg pańskiej kariery trenerskiej można sprowadzić do cyfry 6, która po sezonie w Widzewie ma ustąpić miejsca „siódemce”.
Czyli zrobić siódmy awans! Zawsze staram się powtarzać piłkarzom, że liczy się droga, końcówkę której stanowi główny cel. Musimy pojedynczo patrzeć na kolejne odcinki tej drogi. Jeżeli będziemy optymalnie przygotowani do najbliższego zadania, to finalnie zdobędziemy Mount Everest.

Zdiagnozował pan już sportowe problemy Widzewa?
Bardzo dużo dały mi rozmowy z zawodnikami, którzy grali i nadal grają w Widzewie. To jest bardzo ważne móc wymienić poglądy, spostrzeżenia na temat tego, co wydarzyło się w poprzednim sezonie. Staramy się teraz wyciągać wnioski, chociażby dobierając odpowiednie osoby do naszej wizji.

Łódź budzi w panu pozytywne odczucia?
Mam łódzkie korzenie. Tutaj urodził się mój ojciec Bogusław Kaczmarek. Do tej pory w Łodzi mieszka brat taty z rodziną. Darzę więc to miasto dużym sentymentem. Tata wychował się na Bałutach, potem przenieśli się do innej dzielnicy. Z czasem przeprowadził się do Gdańska, a jest wychowankiem Startu Łódź, klubu z pogranicza Widzewa, a ŁKS-u.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Fot: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności