Aktualności

[WYWIAD] Maciej Urbańczyk: To był dla mnie dobry Ruch

Rozgrywki26.01.2019 
Przez 16 lat był związany z Niebieskimi z Chorzowa. W tym klubie zaczynał swoją karierę i przeszedł wszystkie piłkarskie szczeble. W ubiegłym sezonie był nawet kapitanem Ruchu. Teraz Maciej Urbańczyk postanowił jednak coś zmienić. – Od jakiegoś czasu czułem, że potrzebuję czegoś nowego, zmiany – mówi 23-letni pomocnik.

Z Ruchu, który grał w ekstraklasie byłeś ostatnim zawodnikiem, który ostał się w Chorzowie. Teraz jednak zmieniasz barwy klubowe.

Na pewno jest to przełomowy moment w moim życiu piłkarskim. Rozwiązałem umowę z Ruchem, cieszę się, że tego dokonaliśmy w normalnych relacjach. Doszliśmy do wniosku, że dla mojego rozwoju ten ruch będzie dobry i rozwiążemy kontrakt za porozumieniem stron. Obie strony są zadowolone, a na tym mi zależało, by się obyło bez jakichś nieporozumień czy konfliktów.

Od kogo wyszła inicjatywa odnośnie rozwiązania kontaktu?

Spotkaliśmy się w połowie drogi, to był nasz wspólny wniosek.

Kibice w ostatnim okresie mieli różne opinie co do Twojej gry. Jedni doceniali pracę, którą wykonywałeś na boisku, inni narzekali oczekując więcej od gracza, który grał w Ruchu w ekstraklasie. Jak Ty oceniasz ten cały okres po spadku Ruchu z ekstraklasy?

Dużo się działo w klubie, przede wszystkim poza boiskiem. To wszystko działało na mnie nie tak jak powinno. Zmiany, ciągła niepewność, niestabilna sytuacja. Po każdym spadku budowa drużyny niemal od początku, czasem się było bardzo ciężko odnaleźć. Potrzebowałem na to czasu. Nie łatwo też się odnaleźć w sytuacji, gdy jesteś w ekstraklasie, jest fajna otoczka, stadiony, a potem systematycznie spadasz coraz niżej. Na pewno była też w głowie pewna blokada. Przybijał mnie fakt, że klub, w którym się wychowałem trafił na takie trudne czasy. Wiele niepowodzeń, a ja byłem częścią tego. To wpływało na mnie i moją grę.

Odczuwałeś, że oczekiwania wobec Ciebie są większe niż wobec pozostałych kolegów?

Na pewno były duże, a nie było takich możliwości, by to wszystko zrealizować na boisku. Po spadku z ekstraklasy chcieliśmy jak najszybciej się zrehabilitować. Oczywiście najpierw chcieliśmy się utrzymać w I lidze, ale potem wrócić do elity. Rzeczywistość była jednak inna. Zbyt wiele złego się wydarzyło, wielu dobrych zawodników odeszło. Ciężko było osiągnąć lepszy wynik. Skończyło się najgorzej jak mogło, czyli kolejnym spadkiem. Tu mam ogromny niedosyt, bo byliśmy w stanie utrzymać się w I lidze. Bylibyśmy teraz w innym miejscu, a tak Ruch zaliczył dwa spadki pod rząd. Nie tak to miało wyglądać...

W ubiegłym sezonie byłeś kapitanem. To pomagało, czy wprost przeciwnie?

To też nie był łatwy moment. Zdecydowałem się na to, wiedziałem jaka to odpowiedzialna funkcja, starałem się, jak najlepiej potrafię, wywiązywać z tej roli. Pewnie mogło być trochę lepiej. Nie mogę być zadowolony, bo z opaską na moim ramieniu spadliśmy jeszcze niżej. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale na wiele rzeczy nie miałem wielkiego wpływu. A wiele się działo.

Byłeś bardzo młodym kapitanem. Może zabrakło po prostu doświadczenia?

Pewnie tak. Miałem 22 lata, gdy byłem kapitanem, to bardzo młody wiek na taką funkcję, ale z drugiej strony to chyba była naturalna kandydatura. Wielu zawodników odeszło z klubu, przyszło kilku zagranicznych graczy, więc ja podjąłem się tej roli. Z pewnością to jest dla mnie duże doświadczenie.

Wielu dziennikarzy, gdy rozprawiało o Twojej dyspozycji, mówiło, że w środku pola brakuje Ci Łukasza Surmy lub kogoś równie doświadczonego. Jak Ty to postrzegałeś?

Obecność Łukasza na boisku w ekstraklasie dużo dawała. Mogłem się od niego uczyć, czułem, że jest obok. Wiedziałem, że jak się coś złego wydarzy, to zareaguje. Ale po spadku realia się zmieniły. Byli młodsi zawodnicy, to ja dla nich byłem takim graczem, od którego najwięcej zależało. Trochę podobnie jak z opaską kapitana. Starałem się przekazać innym kolegom doświadczenie i obycie. Czasem trzeba jednak chyba na to więcej czasu.

Fakt, że koledzy z Ruchu grającego w ekstraklasie byli dalej na najwyższym szczeblu, ale w innych klubach, a Ty grasz w pierwszej lidze, nawet drugiej, nie wpływał jakoś negatywnie na Ciebie?

Może też, ale każda sytuacja i historia piłkarza jest inna. Każdy zawodnik ma gorszy moment, porażki. Ja wierzę, że to już za mną, teraz pora pójść do góry. Na pewno będę czerpał wnioski z tego, co ostatnio przeżyłem na Cichej. Ale to też nie jest tak, że tylko złe chwile będą mi się kojarzyć z Ruchem. Wiele temu klubowi zawdzięczam, dał mi szansę zaistnieć w piłce. Dwa ostatnie sezony były słabe, ale jestem wszystkim w tym klubie wdzięczny. Wszystkim osobom, kibicom.

Teraz pewnie dla Ciebie moment gorzko – słodki. Gorzki – bo sytuacja Ruchu trochę musi martwić, ale słodki – bo nowe wyzwanie wyzwala chyba wielką radość.

Ja od jakiegoś czasu czułem, że potrzebuję czegoś nowego. Nowych wyzwań. To nawet tak dla zdrowia jest potrzebne, by po jakimś czasie coś w swoim życiu zmienić. Po dwóch gorszych sezonach teraz chcę pójść do góry.

Opuszczasz Górny Śląsk?

Pewnie lada dzień będzie wiadomo jak moje losy się potoczą. Raczej to kwestia dni niż tygodni.

Tak na koniec, taki najradośniejszy moment w okresie gry w Ruchu?

Najlepszy to chyba ten mecz wygrany z Legią Warszawa. Na początku 2017 roku wygraliśmy w stolicy 3:1, ja zdobyłem jedną z bramek. To chyba taki najlepszy moment, który na zawsze zapamiętam. Również powitania na stadionie w Chorzowie po wygrywanych derbach zostaną w pamięci. 

Rozmawiał Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności