Aktualności

[WYWIAD] Maciej Gostomski: Chciałbym znaleźć się w „Grupie Sto”

Rozgrywki04.03.2020 
Maciej Gostomski znów broni w Polsce. Były golkiper Lecha Poznań, Korony Kielce, Cracovii, a ostatnio norweskiego FK Haugesund reprezentuje teraz barwy II-ligowej Bytovii Bytów, w której rozpoczął niegdyś najlepszy etap swojej kariery. Wraca niejako do korzeni z mocnym postanowieniem. – Chciałbym znaleźć się w „Grupie Sto”. Moim celem jest powrót do ekstraklasy, czuję, że stać mnie na to. Swojemu obecnemu pracodawcy dałem jasny sygnał ku temu. Teraz chcę dobrze się prezentować w II lidze, myśleć pozytywnie i powinno być ok. Jednak na spokojnie, bez spinki, działam zgodnie z planem – tłumaczy.

Wróciłeś do Polski po nieudanej przygodzie w Norwegii. I jakie oczekiwania?
Po rozwiązaniu kontraktu z FK Haugesund skontaktowałem się z dyrektorem Maciejem Chrzanowskim i trenerem Adrianem Stawskim. Nie ukrywałem, że mierzyłem w ekstraklasę lub I ligę, jednak w mojej sytuacji najważniejsze było znalezienie jakiegokolwiek klubu. Miałem zapytania, konkretów nie było. Doszedłem zatem do wniosku, że skoro mam gwarancję kontraktu w Bytovii, to nie będę szukał czegoś innego. Przepracowałem z drużyną cały okres przygotowawczy. Jestem więc dobrze przygotowany do ligi. Muszę się odbudować meczowo. Graliśmy w otwarte karty, poinformowałem, że interesuje mnie półroczna umowa. Pół roku to w życiu piłkarza na tyle długi czasu, że wiele może się zmienić. Cieszę, że znów jestem w Polsce. W Bytowie czuję się jak w domu, bo pochodzę z Kaszub. Sportowo może nie jest to spełnienie moich marzeń, ale czasami trzeba zrobić krok do tyłu, żeby wybić się wyżej. Chcę grać jak najwięcej, pokazać się z dobrej strony i przeczekać do lata. Zobaczymy co wtedy się wydarzy. Może pojawi się oferta z innego polskiego klubu?

W pierwszym meczu w barwach Bytovii nie wpuściłeś gola. Trudno o lepszą statystykę dla bramkarza na dzień dobry.
Gra na zero z tyłu zawsze dobrze mówi o bramkarzu, tyle że pracuje na to cała drużyna. Szkoda, że nie udało nam się wygrać w Stalowej Woli. Ale zostało jeszcze dużo spotkań, w których można sięgnąć po pełną pulę. Ja zrobię, co w mojej mocy, aby zachować czyste konta w kolejnych meczach.



Zamierzasz coś komuś udowodnić? Choćby sobie, że pobyt w Haugesund był wypadkiem przy pracy?
Mam 31 lat, dla bramkarza to niewiele, a sam czuję się bardzo dobrze. Nie narzucam sobie żadnej presji, nie mam ciśnienia udowadniania, że potrafię bronić. Po prostu chcę dobrze wykonywać swoją robotę. Przygoda w Norwegii nie była udana. Myślałem, że dostanę więcej szans. Czasami i tak bywa. Możliwe, że ja coś zaniedbałem. Nie do końca mogliśmy się dogadać. Niepotrzebnie tylko zostałem tam rok. To już za mną, wnioski wyciągnąłem. Chcę się dalej rozwijać, wygrywać ile się da z nowym zespołem.

Jakim klubem jest FK Haugesund?
To niezbyt duży, jak na warunki norweskie, klub. Za to bardzo dobrze poukładany. Mały, z rodzinną atmosferą. Familijny. Ambitny. Graliśmy w kwalifikacjach Ligi Europy. Uważam, że bardzo dobrze się zaprezentowaliśmy. Odpadliśmy dopiero na trzeciej przeszkodzie – PSV Eindhoven, z którym przegraliśmy w dwumeczu 0:1. Wcześniej wyeliminowaliśmy Sturm Graz. Mi dane było wystąpić tylko w dwóch spotkaniach Pucharu Norwegii. Po rozstaniu z Cracovią potrzebowałem czasu, żeby wrócić do formy. Gdy wróciłem, podziękowano mi. Był sierpień, już za późno na powrót do Polski. Zostałem w Norwegii do grudnia. Przez ten czas przygotowywałem się na testy w nowym roku, licząc, że dostanę zatrudnienie.

Znałeś sytuację twojego obecnego klubu? Bytovia miała poważne problemy finansowe.
Oczywiście, że wiedziałem o problemach Bytovii. Kiedy zostałem wolnym piłkarzem długo się zastanawiałem nad kolejnym krokiem. Wybrałem Bytovię, gdyż widziałem, że chcą mnie tutaj. W... mojej trudnej sytuacji Bytovia wyciągnęła pomocną dłoń. Spróbuję się za to odwdzięczyć jak najlepszą grą. Nie od dziś wiadomo jakie wsparcie dawała firma Drutex. Trzymała Bytovię na solidnych podstawach finansowych. Odejście takiego sponsora musiało wpłynąć na dalsze funkcjonowanie klubu. Na szczęście w okolicy jest tak wielu fanatyków piłki, że z ich wsparciem udało się to wszystko poskładać do kupy. Jako zespół chcemy pokazać, że da się zrobić sukces bez większych nakładów. I to nas motywuje do zrobienia jeszcze lepszego wyniku. Sytuacja powoli wychodzi na prostą. Nie musimy niczym zaprzątać sobie głowy, tylko skupić się na treningu. Klub zapewnia nam dobre warunki. Mam nadzieję, że zrobimy awans.



W ostatnim czasie często zmieniałeś kluby. Nie za często?
Ktoś spojrzy na listę klubów, w których ostatnio grałem i stwierdzi, że dużo ich. W czasach juniorskich często byłem wypożyczany na pół roku, żeby się ogrywać gdzie indziej. Po Legii Warszawa nie mogłem nigdzie na dłużej zagrzać miejsca. Dlaczego? Odra Wodzisław praktycznie zniknęła z piłkarskiej mapy Polski. Szukałem szczęścia w Bałtyku Gdynia. I go nie znalazłem. Udało się ustabilizować w Bytovii – dwa lata. Następnie dwa i pół roku w Lechu Poznań. Potem? Nie do końca przemyślane przeze mnie decyzje. W Rangersach nie wyszło. Wszedłem na wyższą półkę, żeby się sprawdzić.

Te częste zmiany klubów nie przeszkadzają mi. Nie mam z tym problemu, bo nie robię tego specjalnie. Może taki los jest mi pisany? Staram się w tej sytuacji znaleźć pozytywy. Tyle klubów – wiele znajomości, poznanych ludzi. Zjechałem całą Polską. Grałem z bardzo dobrymi piłkarzami, pracowałem z bardzo dobrymi trenerami. Zebrane w ten sposób doświadczenie powinno mi pomóc w przyszłości, na przykład jak zdecyduję się zostać trenerem. A jeśli już jest mi pisana duża liczba klubów, to niech tak będzie. Ważne, aby trzymać poziom w bramce.

Tak jak w sezonie 2012/13, kiedy było o tobie głośno za sprawą 14 „czystych kont” w 33 meczach Bytovii?
Wówczas mogliśmy nawet awansować do I ligi mimo braku parcia na awans. To były czasy nowego stadionu w Bytowie. Rozegrałem bardzo dobry sezon, Bytovia chciała, żebym przedłużył kontrakt. Były plany awansu w kolejnym sezonie. W tym samym czasie pojawiły się propozycje z Lechii i Lecha. Przekonał mnie ostatecznie ówczesny trener bramkarzy Lecha Poznań Andrzej Dawidziuk. Odchodząc do „Kolejorza”, dostałem zapewnienie z Bytovii, że mam do czego wracać. Że drzwi klubu zawsze będą dla mnie otwarte. Jak widać, dobrze wybrałem, ponieważ z Lechem zdobyłem mistrzostwo, Puchar Polski.



75 meczów w ekstraklasie w różnych klubach – Lechu, Koronie Kielce, Cracovii mimo wielu lat gry w niej to powód do niedosytu?
Chciałbym znaleźć się w „Grupie Sto”. Moim celem jest powrót do ekstraklasy, czuję, że stać mnie na to. Swojemu obecnemu pracodawcy dałem jasny sygnał ku temu. Teraz chcę dobrze się prezentować w II lidze, myśleć pozytywnie i powinno być ok. Jednak na spokojnie, bez spinki, działam zgodnie z planem.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności