Aktualności

[WYWIAD] Jarosław Fojut: Długo myślałem, że w piłce nie istnieje coś takiego jak szczęście

Rozgrywki22.01.2021 
Jarosław Fojut przeżył w polskiej piłce dużo. Ale nie tylko: przez lata grał w Anglii, był w Norwegii, w Szkocji. Zdobył mistrzostwo Polski, wygrał Puchar Ligi (wszystko ze Śląskiem Wrocław), ma na koncie całkiem pokaźną liczbę występów w ekstraklasie. Z takim doświadczeniem może dbać o rozwój młodych piłkarzy, których w II lidze i w Stali Rzeszów, gdzie obecnie występuje, nie brakuje. W rozmowie z Łączy Nas Piłka opowiada o kulisach przejścia do stolicy Podkarpacia, rosnącej świadomości klubów i mentalności w piłce. Zapraszamy!

W lipcu poprzedniego roku rozwiązałeś kontrakt z Wisłą Płock. Z nowym klubem – Stalą Rzeszów – związałeś się dwa miesiące później. Trochę czekałeś na zmianę miejsca pracy. Nie było możliwości, abyś z jakimś klubem związał się wcześniej?
Wiedziałem jaka jest sytuacja na rynku, zdawałem sobie sprawę ze swojego położenia. Czasy były trudne, pandemia swoje zrobiła, było wiele niewiadomych, prezesi nie wiedzieli czy dopną budżety, czy nie będzie problemów finansowych, poza tym – piłkarzy jak ja z kartą na ręku – było wielu. Nie byłem więc odosobnionym przypadkiem zawodnika szukającego klubu. Nie panikowałem, nie denerwowałem się, w każdym razie, złe emocje mi się nie udzielały. Zresztą po tym jak postanowiłem odejść z Wisły, skontaktował się ze mną przedstawiciel Stali Rzeszów. Dobrze jednak było mi w domu. Przez długi czas mieszkałem sam w Płocku, rodzina w Szczecinie, wróciłem więc do nich, fajnie było móc spędzić z dziećmi i żoną trochę czasu.



Dzięki rundzie jesiennej tego sezonu przypomniałeś sobie co to jest regularna gra?
Taki jest cel każdego piłkarza. Wybierając dany klub, brałem pod uwagę swoje przeczucia co do regularnej gry. Nie zawsze to wychodziło, w większości przypadków było po mojemu. Nie jest żadną tajemnicą, że w Stali szukałem regularności. Nie od razu jednak wskoczyłem do składu, co wiązało się... brakiem gry w Wiśle Płock. Przez ostatni miesiąc pobytu w Płocku nie trenowałem z zespołem, dostałem sygnał, że kontrakt nie będzie przedłużony. Podjąłem decyzję o poddaniu się procesowi regeneracji ciała, kolan, chciałem doprowadzić ciało do porządku. Dzięki umowie Wisły z jedną z klinik regenerowałem się. Za to bardzo dziękuję trenerowi i dyrektorowi sportowemu mojego byłego klubu. Później wyszły moje zaległości treningowe. W Stali nie zostałem od razu rzucony na głęboką wodę. Dawkowano mi obciążenia. Niby to druga liga, a intensywność treningów niewiele się różni od tych w ekstraklasie. Gdy byłem gotowy, zacząłem grać.

Pobyt w Wiśle oceniasz w kategorii plusów, czy minusów?
Tylko trzy mecze w ekstraklasie w barwach Wisły to moja wina. Nie miałem na tyle dobrej formy, by dostawać szansę w pierwszym składzie. Nie zamierzam się z tym kryć jak było. Dochodziły do mnie głosy, że rzekomo mam konflikt z trenerem Radosławem Sobolewskim. Nie! Dziwne, żeby ktoś sabotował własną pracę i nie wystawiał piłkarza, który jest w dobrej formie, bo myślał o sobie. Inaczej wyobrażałem sobie pobyt w Wiśle. Nie po to rozwiązałem kontrakt z Pogonią za porozumieniem stron, żeby siedzieć na ławce w Płocku. Ale do minusów tej przygody nie zaliczę. Lubię nowe miejsca, poznawać nowych ludzi, bo to dodatkowa nauka. Sportowo zaś zadowolony być nie mogę.

Już poprzedniej zimy mogłeś odejść z Płocka, ale zostałeś i nie wyszło to tobie na dobre.
W styczniu usłyszałem od Wisły, że jeśli znajdzie się chętny na mnie, to dają mi zielone światło. Na początku okienka transferowego prowadziłem rozmowy z kilkoma klubami. Wybór klubu musiał być jednak w zgodzie z moim wewnętrznym odczuciem. A takie się nie pojawiło przy żadnym zespole. W lutym do gry wszedł klub, na którym mógłbym się zdecydować, niestety Jakub Rzeźniczak doznał kontuzji, klub zablokował mój transfer. Uszanowałem to.



Po Wiśle dostałeś propozycję tylko ze Stali?
Jak tylko na portalu 90minut pojawiła się informacja, że odchodzę z Wisły, dostałem telefon ze Stali. Czułem, że trafię do Rzeszowa, Stal miała priorytet. Negocjacje trochę trwały, w tym czasie pojawiły się nowe zapytania, bardziej z grzeczności z innymi rozmawiałem, nie chciałem palić za sobą mostów. Nie przebierałem też w nadmiarze ofert. Nie były to oferty z ekstraklasy.

Chyba szkoda, co? Licznik twoich występów w ekstraklasie zatrzymał się na 149...
To tylko liczba. Ja na swoje życie i swoją karierę patrzę inaczej: to zawsze 49 meczów ponad „setkę”. Tak samo lepsze 1A przy moim nazwisku niż w ogóle. Cieszę się, że moja kariera potoczyła się takim torem. Długo myślałem, że w piłce nie istnieje coś takiego jak szczęście. Że wszystko jest kwestią pracy, zagryzienia zębów, walką z przeciwnościami. Okazuje się, że szczęście w piłce istnieje. To nic innego jak odpowiedni ludzie w odpowiednim miejscu, którzy w początkowej fazie budowania ciebie jako piłkarza wyciągną z ciebie maksimum. Stworzą ci takie warunki, że możesz być najlepszą wersją samego siebie. Ja na takich ludzi trafiłem. To moi pierwsi trenerzy.



Bez szczęścia kariery nie zrobisz. Bez mentalności – także. Przed rozmową z tobą natrafiłem na ciekawy artykuł. Co prawda z 2012, ale jak najbardziej na czasie, w końcu dziś psychika to klucz do wszystkiego. W tym artykule wypowiadają się naukowcy, którzy twierdzą, że piłkarze są wśród najinteligentniejszych grup społecznych na świecie. Przejawia się to ich wysoce rozwiniętymi zdolnościami poznawczymi i funkcjami odpowiedzialnymi za szybkie reagowanie mózgu. Mówiąc wprost: piłkarze myślą na boisku, dlatego potrafią przewidywać.
Osobowość w piłce ma fundamentalne znaczenie. Psychika odgrywa dużą rolę w sportach drużynowych, tych najbardziej popularnych, gdzie rządzą prawa rynku i biznesu. My piłkarze jesteśmy traktowani jak „produkt”. W języku polskim to słowo ma zły wydźwięk, jak wiele innych, ale specjalnie użyłem słowa produkt, żeby oddać istotę sprawy. My produkty jesteśmy kupowani przez kluby, sprzedawani. Jeździmy z miejsca na miejsce. Uprawiamy najbardziej konkurencyjny sport, to w nim najtrudniejsze. Stąd przekonanie, że głowa musi nadążać. Z drugiej strony, podróżniczy tryb życia prowadzą także piłkarze ręczni, koszykarze, siatkarze. Tam prawidła są takie same. Reasumując, gra w piłkę ma wiele plusów, są też niestety minusy, które wynikają z popularności dyscypliny.

Tym cenniejszy z twojej perspektywy jest fakt, że mając 33 lata wciąż utrzymujesz się na szczeblu centralnym. Dzisiejsi młodzi piłkarze są bardziej świadomi niż kiedyś i mocno naciskają „starszyznę”.
Nie rozmawialiśmy jeszcze o fizycznej stronie piłki. Robert Lewandowski jest rok ode mnie młodszy, a to maszyna. Mi wypada cieszyć się, że gram na wysokim poziomie. Jestem za to wdzięczny losowi. Dobrze to ująłeś z tą młodzieżą – ich świadomość jest wysoka. Tego kiedyś rzeczywiście nie było. Kluby też nie skupiały się na takim rozwoju swoich wychowanków, priorytety były inne... Widzę to po Stali Rzeszów, że klub ma świadomość co jest najważniejsze dla funkcjonowania klubu – podstawy.



Doświadczenie nadal jednak w cenie. Stal ma doświadczoną kadrę, przez to jest faworytem do awansu?
Doświadczenie naszej kadry wpływa na zewnętrzny odbiór. Jasne, jesteśmy faworytem. Rok temu Stal grała w finale baraży. To pokazało, jaki ta drużyna ma potencjał, choć obecne wynik są na razie dalekie od naszych oczekiwań. Pracujemy, pracujemy. Fajne jest to, że było spotkania, kiedy na boisku pojawiło się sześciu młodzieżowców. To budujące. Na końcu doświadczenie jest ważne, ale silnikami napędowymi są młodzi chłopcy z mnóstwem energii.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności