Aktualności

[WYWIAD] Dawid Szulczek: Głowy zostały oczyszczone. Chcemy liczyć się w walce o awans

Rozgrywki07.08.2020 
Ubiegły sezon zakończył się dla Wigier ogromnym niepowodzeniem. Po sześciu latach suwalczanie pożegnali się z pierwszą ligą, ale chcą naprawić błędy i wkrótce walczyć o awans. Funkcję pierwszego szkoleniowca powierzono ledwie 30-letniemu szkoleniowcowi, Dawidowi Szulczkowi. – To, że był spadek, wcale nie oznacza, że tutaj już nic nie ma. Nie ma co rozpaczać, tylko trzeba wziąć się do roboty. Widzę to po swoich zawodnikach. Spadek to już przeszłość. Głowy zostały oczyszczone – powiedział w wywiadzie z Łączy Nas Piłka.

Po kilku latach pełnienia funkcji drugiego trenera postanowił pan „wyjść z cienia” i obrać inny kierunek. Kiedy została podjęta decyzja, by zacząć pracować na własny rachunek?

Nie było takiej chwili, że pomyślałem sobie: „to ten moment, teraz już mogę pracować jako pierwszy trener”. W mojej dotychczasowej pracy szkoleniowej zdarzało mi się zastępować trenerów lub być tym tymczasowym. Moje cechy charakteru zawsze skłaniały mnie ku temu, żeby podjąć pracę pierwszego trenera. Będąc asystentem u różnych szkoleniowców przygotowywałem się do tej funkcji. Myślę, że gdyby nie wymogi licencyjne, już w Rozwoju Katowice pracowałbym jako pierwszy trener. Nie byłoby etapu Wigier, Stali, Wisły Kraków. Gotowy byłem dużo wcześniej, cztery lub pięć lat temu, ale niestety nie posiadałem koniecznych uprawnień. Nawet w Rozwoju władze klubu chciały, bym objął posadę pierwszego szkoleniowca. Doszedłem do wniosku, że fajnie byłoby popracować w innych miejscach, w różnych stronach Polski, aby poznać jak funkcjonują pozostałe kluby. Uważam, że to była bardzo dobra decyzja. Zbierałem cenne doświadczenie, rozwijałem się u innych trenerów. W międzyczasie dostałem się na kurs UEFA Pro, który zmierza ku końcowi.

Doświadczenie zdobywał pan wspomagając między innymi Mirosława Smyłę, Dietmara Brehmera, najdłużej współpracował pan z Arturem Skowronkiem. Co wziął pan z warsztatu tych trenerów do swojego?

Każdy trener, z którym współpracowałem miał swój sposób pracy i wiele cennych rzeczy, które mogłem przełożyć na swój warsztat. Będąc na studiach pełniłem funkcję asystenta na poziomie trzeciej ligi. Wówczas nauczyłem się entuzjazmu, piłka nożna stała się dla mnie pasją. Nauczyłem się łapać dobry kontakt z zawodnikami, wiedziałem w jaki sposób trzeba z nimi rozmawiać. Później poszło to w kierunku profesjonalizacji: od jednego trenera mogłem nauczyć się czegoś pod kątem taktycznym, a od drugiego pod kątem motywacyjnym.  

Propozycja prowadzenia drużyny przyszła z Wigier Suwałki. Nie ma co ukrywać, że zespół znajduje się w głębokim kryzysie. W pierwszej lidze odstawał od reszty stawki i po sześciu latach pożegnał się z pierwszą ligą. Jaka jest pana diagnoza tych problemów?

Klub chciał dawać szansę młodym zawodnikom i w poprzednich sezonach to się sprawdzało. Przyszedł jednak moment, że niektórzy piłkarze potrzebowali trochę więcej czasu. Niestety coś w pewnym momencie zaczęło zawodzić i Wigry skończyły udział w pierwszej lidze. Wydaje mi się, że mógł pojawić się problem z mentalnością młodych zawodników. Przyszła jedna, druga, trzecia porażka i zaczęło brakować pewności siebie. Wszystko poszło w złą stronę, dlatego zależy nam, aby odbudować morale zespołu. Pracujemy również nad rzeczami taktycznymi i wzmocnieniami w postaci doświadczonych zawodników, aby nie powtórzyć błędów z ubiegłego sezonu.

Czy to szansa zbudowania czegoś od zera, czy dostrzega pan jakiś poziom, który dla kibiców Wigier będzie nadzieją na szybką odbudowę drużyny?

Myślę, że nie ma potrzeby budować czegoś od zera. To, że był spadek, wcale nie oznacza, że tutaj już nic nie ma. Widzę to po swoich zawodnikach. Głowy zostały oczyszczone i piłkarze pogodzili się ze spadkiem. Nie ma co rozpaczać, tylko trzeba wziąć się do roboty. Widać w nich tę zadrę. Cieszę się, że udało się zachować praktycznie ten sam zespół. Zawodnicy pozostali w klubie i chcą zrehabilitować się za ubiegły sezon. Za nami badania, które pokazały nam, że jesteśmy w dobrej dyspozycji fizycznej. W szatni czuć klimat walki, więc trzeba teraz to wszystko na spokojnie poukładać.

Przedstawiając pana na konferencji władze klubu mówiły o najwyższych celach. Jakie są te ambicje Wigier?

Awans do pierwszej ligi. Dajemy sobie na to dwa sezony. Mam nadzieję, że przez sumienną pracę uda nam się ten cel zrealizować. Po pierwszej rundzie chcemy mieć wystarczająco punktów, żeby już wiosną zawalczyć o wysokie cele. Musimy się jednak liczyć z tym, że amortyzacja może trochę potrwać, dlatego nie narzucamy sobie presji, że jesienią już myślimy o pierwszej lidze. Najpierw zobaczymy, jak będziemy prezentowali się w rundzie jesiennej, później będziemy myśleć, co dalej.

Co ciekawe, w sezonie 2017/18 pracował pan w Suwałkach z trenerem Arturem Skowronkiem. Po dwóch latach klub jest w drugiej lidze, ale czy więcej jest rzeczy, które w Wigrach się nie zmieniły? Czy tamten okres pracy w tym klubie może jakoś panu pomóc?

Myślę, że gdybym nie pracował w Suwałkach wcześniej, nie wiem czy podjąłbym taką decyzję. W Wigrach miałem bardzo owocny czas. Poznałem klub, wielu ludzi, środowisko i uważam, że to naprawdę fajne miejsce do pracy. Na pewno było mi dużo łatwiej na wejściu, ale teraz to zupełnie inna drużyna. Przed dwoma laty mieliśmy fajną generację piłkarzy, którzy w pakiecie trafili do ekstraklasy. Teraz szatnia jest nowa, z tamtego okresu zostało tylko trzech zawodników. Bardzo ważne jest, że piłkarze wyrazili chęci pozostania w Wigrach. Nie będzie więc potrzeby na okres przygotowawczy, aklimatyzację. Widzę po zawodnikach, że coś zostało zepsute i należy to naprawić. Myślę, że to będzie napędzało zespół do pracy, aby zadbać o lepsze wyniki w przyszłym sezonie.

Tak jak pan wspomniał, tamta generacja piłkarzy była bardzo ciekawa, ale ostatnio w Wigrach stawiano głównie na piłkarzy sprowadzanych tymczasowo. Czy ma pan w planach odbudowanie zwyczaju promowania zawodników lokalnych?

Plany są takie, że w Wigrach Suwałki będą grać najlepsi zawodnicy. Niezależnie od tego czy to będą wychowankowie, wypożyczeni, w średnim, starszym wieku. W podstawowej jedenastce będą grali ci, którzy będą prezentowali najwyższy poziom. Chcemy jednak wprowadzić trend, żeby w kadrze było 40-50 procent graczy, którzy będą wychowani w Wigrach. Tak też umówiłem się z zarządem, żeby spróbować tę kadrę wypośrodkować. Plany klubu są ambitne, żeby za kilka lat w wyjściowym składzie Wigier było jeszcze więcej wychowanków. Uważam, że to dobre miejsce, bo Wigry to największy klub w regionie, a do Białegostoku jest trochę kilometrów. Myślę, że jest to możliwe, aby zbierać talenty, szlifować je w Suwałkach i przygotowywać do gry w podstawowym składzie. Mamy świadomość, że nie da się zrobić tego w ciągu roku, dwóch lat. Do wyjściowej jedenastki spróbujemy wprowadzać lokalnych zawodników stopniowo i będziemy obserwować jak to funkcjonuje.

W Suwałkach błysnęli przecież Damian Kądzior, Patryk Klimala, Bartosz Bida czy Damian Gąska. To będzie przez was wykorzystane przy zapraszaniu zawodników do współpracy?

Zdecydowanie. Wigry w pierwszej lidze wykonały kawał dobrej roboty. Do Suwałk trafili zawodnicy, którzy ograli się w pierwszej lidze i później przebili się do ekstraklasy. Uważam, że tak powinno to wyglądać. Jednak nie tylko młodzi zawodnicy są potrzebni, ale i doświadczeni, bo wtedy można uczyć się rzeczy boiskowych. Sama młodzież może sobie nie poradzić. Nie będzie przecież tak, że zagramy samymi 19-latkami i będzie wszystko super. Dla równowagi w szatni musi być kilku doświadczonych graczy, ale wypożyczenia też nie są złym kierunkiem, bo może to też rozwijać miejscowych zawodników. Jeśli wszystko będzie zrównoważone, to będzie w porządku. Uważam, że wszystko jest dobre, jeśli jest odpowiednia dawka. Opieranie się jednak tylko na młodych zawodnikach i graczach tymczasowych, może w pewnym momencie zawalić się z wielkim hukiem.

Ten okres między sezonami jest bardzo krótki, w zasadzie rozegracie wyłącznie trzy spotkania sparingowe i mecz w Pucharze Polski. Tak intensywny okres panu odpowiada, czy wolałby mieć czas na ułożenie tej drużyny wedle swojego planu? Kiedy zespół będzie gotowy po pana myśli?

Wigry Suwałki będą gotowe już na najbliższe spotkanie w rozgrywkach o Puchar Polski ze Ślęzą Wrocław, a później na ligę. Nie ma wymówek. Wszyscy znamy terminarz, wiemy z kim gramy. Jeśli jest krótki okres przygotowawczy, to trzeba to zaakceptować i wybrać priorytety i nad tym pracować, a nie myśleć: „gdybym miał osiem tygodni, miałbym lepszy zespół”. Nie, mam dwa tygodnie i trzeba zmieścić się w czasie. Nie jesteśmy przecież jedyni, bo rywale zmagają się z podobnym wyzwaniem. Do rozpoczęcia sezonu coraz bliżej, więc naszym obowiązkiem jest zasuwanie, aby być gotowym do startu.

Rozmawiał Jacek Janczewski

fot. 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności