Aktualności

[WYWIAD] Dawid Smug jesienią obronił pięć rzutów karnych. „To gra nerwów z napastnikiem”

Rozgrywki10.01.2021 

Choć po pierwszej rundzie Hutnik Kraków jest ostatni w drugiej lidze i stracił aż 42 gole, to bramkarz Dawid Smug zbierał dobre oceny. Stał się postrachem zawodników wykonujących rzuty karne – obronił aż pięć z dziewięciu. – To efekt współpracy z trenerem bramkarzy, który analizował jak rywale je strzelają. Ja tę wiedze wykorzystałem w praktyce – mówi 27–letni bramkarz.

Jesienią obronił pan aż pięć z dziewięciu rzutów karnych. Jak ma pan na nie sposób?

To efekt współpracy z trenerem bramkarzy Rafałem Skórskim. Dużo z nim o tym rozmawiałem. Przed każdym meczem trener analizował jak rywale wykonują rzuty karne, a potem dzielił się ze mną tą wiedzą. Dużo też ćwiczyliśmy szybkość reakcji przy strzałach, nie tylko z jedenastu metrów, ale też w sytuacjach sam na sam.

Do teorii, jak rywale strzelają rzuty karne, trzeba było jeszcze dołożyć praktykę.

To jest taka trochę psychologiczna bitwa bramkarza z napastnikiem. Zwykle wcześniej obieram, w którą stronę się rzucę, ale czekam z tym do końca. Nie zawsze też reagowałem w tę stronę, w którą zawodnik zwykle strzelał, bo też mógł to zmienić. Zawodnik próbuje mnie zmylić, spogląda w lewo lub w prawo, jakby sugerował, gdzie będzie uderzał. Ja też trochę przesuwam się po linii w jedną stronę, by myślał, że tam się rzucę. Patrzę też w jaki sposób nabiegają. Jest więc bardzo dużo składników, by ten rzut karny udało się obronić.

Obronił pan pięć jedenastek, ale żadna nie dała punktów Hutnikowi.

To prawda. Szkoda, że tak się stało. Choć dzięki tym obronionym rzutom karnym zespół był ciągle w grze, to jednak każde z tych spotkań kończyło się porażką. Gdyby był punkty, może inaczej by odbierano te moje interwencje. A tak chyba trochę o tym zapominano.



Wcześniej też pan tak dobrze bronił rzuty karne?

No właśnie nie. W Ruchu Chorzów w Pucharze Polski wszedłem w końcówce doliczonego czasu z powodu kontuzja Kamila Lecha. Mecz zakończył się seria rzutów karnych i nic nie udało mi się obronić. A teraz zwykle wyczuwam, w którą stronę rywali strzeli.

Napastnicy, jak choćby Robert Lewandowski, przy rzucie karnym biegną, czasem zwalniają, znów przyspieszają. To przeszkadza?

To rzeczywiście dodatkowo utrudnia bronienie rzutów karnych. Zawodnik może przyspieszać, zwalniać, podskakiwać, a bramkarz ma stać na linii. Niedawno jak Łukasz Fabiański obronił rzut karny, to sędzia nakazał powtórkę, bo był trochę przed linią. Skoro zawodnik może kombinować, to dlaczego bramkarz nie. Przecież i tak szansa na obronienie rzutu karnego to jakieś 10 procent.

Jak się zmieniła rola bramkarza w zespole?

Kiedyś bramkarz miał stać głównie na linii i bronić w polu bramkowym. Teraz ma dużo innych zadań. Musi dobrze grać nogami, czytać grę i ma też do wypełnienia zadania taktyczne. Kiedyś właściwie nie wybiegał poza pole karne. Teraz musi być aktywny i gdy piłka jest na przykład zagrana za plecy obrońców, interweniować poza szesnastką. Manuel Neuer chyba jako pierwszy pokazał jak powinien grać nowoczesny bramkarz.

Dwa lata był pan w Interze Mediolan. Nad czym tam pracowali bramkarze?

Przede wszystkim skupialiśmy się na technice bramkarskiej, dużo pracowaliśmy też nad koordynacją, dynamiką i gimnastyką. Ćwiczyliśmy szybkość reakcji – w polu karnym były ustawiane przeszkody. Piłka się od nich odbijała, zmieniała lot i trzeba było błyskawicznie reagować, by ją złapać. Podobnie bywa podczas meczów, kiedy w polu karnym są rywale. Piłka może odbić się od nogi i zmylić bramkarza.



Wracając do Polski – Hutnik mocno zderzył się z drugoligową rzeczywistością. Jesteście ostatni w tabeli i straciliście najwięcej – 42 – bramek.

Najbardziej brakowało nam doświadczenia na tym poziomie. Większość zawodników Hutnika nie grała wcześniej w drugiej lidze. I było to widać na boisku. Brakowało nam cwaniactwa, umiejętności podenerwowania rywala. Popełniliśmy dużo indywidualnych błędów, które kończyły się stratą goli.

Pan wreszcie zagrał pełną rundę. Jak ją pan ocenia?

To największy plus, że wystąpiłem we wszystkich meczach. Jestem z tego zadowolony. Największy minus to rzeczywiście liczba straconych goli. Kto się nie zna na piłce, a tylko zobaczy 42 puszczone bramki, to pewnie powie: „Co za słaby bramkarz gra w tym Hutniku”. A były mecze, w których wybroniłem sporo sytuacji. Oceniam tę rundę na plus, bo zebrałem mnóstwo doświadczenia. Musimy się jednak skupić i zrobić wszystko, by utrzymać Hutnika w lidze. To każdemu z nas pomogłoby w rozwoju kariery.

Po powrocie z Włoch był pan w kilku klubach, ale miał pan problemy z regularnymi występami.

Teraz jak o tym myślę, to popełniłem błąd. Powinienem zostać we Włoszech i tam się jeszcze rozwijać. Miałem jednak problemy ze zdrowiem. Najpierw dopadła mnie rwa kulszowa i groziła mi nawet operacja kręgosłupa. Jak wróciłem do treningów, złamałem kość śródstopia. Miałem kilka propozycji i mogłem zostać we Włoszech. Chciałem jednak odbudować się w Polsce i wrócić do rodziny. W Miedzi miałem niezły rok i sporo broniłem. Potem jednak zmienił się trener, przyszedł doświadczony bramkarz Pawła Kapsa, a zespół walczył o awans. W Górniku Łęczna broniliśmy się przed spadkiem i Franciszek Smuda też stawał na doświadczonego Sergiusza Prusaka. W Ruchu Chorzów grałem w końcówce sezonu, który zakończył się spadkiem. Kolejne rozgrywki rozpocząłem w podstawowym składzie, ale w jednym z meczów dostałem czerwoną kartkę. Do składu wskoczył Tomasz Nowak, wychowanek Ruchu, dobrze bronił, a drużyna zaczęła punktować. W każdym z tych klubów dużo się jednak nauczyłem i zebrałem sporo doświadczenia.

Jakie plany na 2021 rok?

Utrzymać Hutnika w drugiej lidze. A cele długofalowe? Chciałbym w końcu zagrać w ekstraklasie.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Hutnik Kraków/Paweł Jerzmanowski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności