Aktualności

[WYWIAD] Dariusz Banasik: Gramy o awans i nikt nie będzie tolerował potknięcia

Rozgrywki05.04.2019 
Radomiak Radom otwiera tabelę drugiej ligi. Choć wiosną nie punktuje najlepiej, to i tak powiększył przewagę nad wiceliderem. Gramy o awans i nikt nie będzie tolerował potknięcia przekonuje w rozmowie z Łączy Nas Piłka szkoleniowiec Radomiaka Dariusz Banasik.

Ma pan już w kolekcji jeden awans z II ligi do I, wywalczony ze Zniczem Pruszków. To pomaga w prowadzeniu drużyny, o której można powiedzieć, że wręcz wymaga się od niej awansu?
Na pewno nie powiedziałbym o Radomiaku, że jest skazany na sukces, bo mogą nas czekać jeszcze ciężkie chwile. Odpowiadając jednak na pańskie pytanie: przyznam, że bagaż doświadczeń swoje robi. Przeszłość w innych klubach, lata pracy w tym zawodzie, muszą procentować. Choćby dlatego, że powiela się pewne zachowania, zdarzają się podobne sytuacje. To powinno pomóc zarówno mi, jak i mojej drużynie w chłodnym podejściu do zadania.

W Zniczu takiej presji jak w Radomiaku pan nie miał, więc chłodna głowa to... gra warta świeczki?
W Zniczu pracowało się spokojniej, jednak wybrałem taki zawód, któremu presja zawsze będzie towarzyszyć. W Radomiaku oczekiwania są tym większe, że od kilku lat zespół bezskutecznie walczy o pierwszą ligę. Będąc trenerem Radomiaka, staram się udowodnić kierownictwu klubu, kibicom, że damy sobie radę. Pokazać, że zbudowaliśmy dobrą drużynę. Przychodząc do Radomiaka, wiedziałem na co się piszę. Podpisując kontrakt, robiłem to z pełną premedytację. Trenerzy muszą przecież wysoko zawieszać sobie poprzeczkę. Byłem świadom, że Radomiak ma określone ambicje. Gramy o awans, nikt nie będzie tolerował potknięcia. Początek sezonu mieliśmy spokojny, z czasem było coraz lepiej. Teraz czuję, że drużyna jest poukładana, tylko czekać aż wyniki będą jeszcze lepsze. Ciężką pracą jesteśmy w stanie osiągnąć cel. Efekty widać w tabeli, co też jest zasługą kibiców, bo presja trybun potrafi ponieść, zwłaszcza, gdy można liczyć na takie wsparcie, atmosferę, jaką tworzą fani w Radomiu.

Innemu kandydatowi do awansu, czyli Widzewowi Łódź, gra u siebie niekoniecznie pomaga. Widać to szczególnie w rundzie wiosennej.
Miałem okazję dwukrotnie być na stadionie Widzewa. Muszę pochwalić tych kibiców, bo mimo nie zawsze korzystnych wyników, to doping nie ustaje od pierwszej do ostatniej minuty. Negatywne okrzyki pod adresem piłkarzy pojawiają się dopiero po końcowym gwizdku. Podoba mi się to, że swoje niezadowolenie okazują, gdy zawodnicy schodzą do szatni, a nie, kiedy trwa mecz. I zgadzam się z tym, że Widzew nie zawsze wykorzystuje atut własnego boiska.

Zimą nie przeprowadziliście wielu transferów. Daliście sygnał, że zespół, który zajmował pierwsze miejsce po rundzie jesiennej, nie potrzebuje zmian?
Wynik i gra zespołu skłoniły nas do tego, że nie warto robić zbyt wielu zmian, skoro tak dobrze funkcjonowaliśmy. Nie było powodów, aby psuć mechanizm. Nie poszliśmy drogą Górnika Łęczna, który wymienił jedenastu piłkarzy. Zdecydowaliśmy się na kosmetykę w składzie. Kilku zawodników, których nie widzieliśmy w zespole, wypożyczyliśmy do innych klubów. To Łukasz Pietroń, Michał Suchanek, Damian Szuprytowski. Sami ściągnęliśmy tylko Adama Banasiaka z Zagłębia Sosnowiec. Runda jest krótka i baliśmy się, że nie będzie czasu na eksperymenty oraz zgrywanie nowych.



Ktoś mógłby powiedzieć: po co nowi, skoro jest strzelający gola za golem Leandro.
Cieszę się, że mam w zespole zawodnika o takim statusie. Leandro jest w Radomiaku i w całej drugiej lidze gwiazdą. Na wyróżnienie zasługują też inni: Rafał Makowski, Meik Karwot, Banasiak, Bruno Luiz. Dysponuję grupą wielu dobrych piłkarzy. Przy nich Leo gra jeszcze lepiej.

Czy do wysokiego poziomu powoli dostraja się reprezentant Polski U-20, jeden ze zdolniejszych graczy drugiej ligi, Dominik Sokół?
Gra w drugiej lidze to wielkie wyzwanie dla Dominika. Sam wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie Radomiaka, a to z kolei zaowocowało powołaniem do reprezentacji U-20. Potwierdzam, że o powołaniu do drużyny Jacka Magiery, Dominik dowiedział się ode mnie. Mam bardzo dobry kontakt z trenerem Magierą, podczas telefonicznej rozmowy poprosił więc, abym przekazał stosowną informację Dominikowi. Sokół to młody piłkarz, a w przypadku takich forma nie jest stabilna. Jestem jednak zdania, że wkrótce zrobi jeszcze większy postęp.

W wielu wywiadach podkreślał pan, jak ważna jest dla pana komunikacja. Mówił pan też, że nawet lepiej komunikuje się ze starszymi. W Radomiaku za wielu ich nie ma.
Zawsze dbałem o kontakt z szatnią. Nawet namawiam piłkarzy, dzwonię do nich, żeby przychodzili do klubu, rozmawiali ze mną. To wzmacnia przywiązanie do barw. Wbrew pozorom, potrafię również rozmawiać z młodymi. Wiele lat pracowałem w Legii Warszawa, potrafiłem znaleźć wspólny język z młodzieżą. Zespoły, które prowadziłem, zazwyczaj były wysoko w Pro Junior System, bo stawiałem na młodych. A w Radomiaku czasami nawet gra czterech młodzieżowców.

Dbanie o odpowiednie relacje wynika z pana osobowości? Można znaleźć takie zdanie, w którym opisuje pan siebie: „mówią, że mam dobry charakter”. To jak z tym jest?
Bardzo niezręcznie jest mi siebie oceniać... Zawód trenera wymaga, aby mieć złożony charakter. Raz musisz być dobrym, innym razem bezwzględnym. Trzeba dostosować się do sytuacji. Ostatnie dni, przypadki trenerów z ekstraklasy, pokazują, że musimy mieć także twardy tyłek, powinniśmy umieć postawić na swoim.

Zatem znów mówimy o umiejętności komunikacji.
I to nie tylko z szatnią, ale też z zarządem klubu, kibicami. Komunikacja jest również sztuką kompromisu. Czasami warto iść na ustępstwo, wykazać się zrozumieniem drugiej strony. Ja potrafię to robić, pewnie dlatego mówią, że mam aż za dobry charakter. Jeśli chodzi o prowadzenie drużyny – powoli się to u mnie zmienia. Wyciągam wnioski z przeszłości.



Być liderem to połowa sukcesu, druga połowa to utrzymanie się na szczycie. Z tym akurat dobrze sobie radzicie, bo nawet powiększyliście przewagę nad Widzewem.
Słowo „lider” fajnie brzmi w mediach, to fakt cieszący kibiców. Z naszej perspektywy to wcale takie fajne nie jest. Na lidera każdy się wyjątkowo mobilizuje, rosną oczekiwania. Stąd powtarzam zawodnikom, że liczy się każdy najbliższy mecz, który trzeba po prostu wygrać. Nie ma co patrzeć przed siebie. Jak za bardzo skupimy się na maju, to możemy tego maja nie doczekać.

Po meczu z Gryfem Wejherowo wszedł pan do szatni i zakomunikował: „No, zagraliśmy jak na lidera przystało”. Co to dla pana znaczy?
Cieszyliśmy się przede wszystkim ze zwycięstwa. Na wyjazdach różnie nam idzie, wygrać 3:0 na boisku jakiegokolwiek przeciwnika to zawsze wielka sprawa. Powiedziałem więc: „panowie, dobra robota. W następnym meczu trzeba to poprawić”. Druga liga jest nawet bardziej nieprzewidywalna niż pierwsza. Dużo tu walki, stałych fragmentów gry. Na to musimy zwrócić uwagę nie tylko w najbliższym meczu z ROW Rybnik, a r ównież w kolejnych pojedynkach, bo wiele zespołów bazuje na cechach wolicjonalnych. Zdążyłem dobrze poznać drugą ligę, przez co łatwiej mi w niej funkcjonować w roli szkoleniowca.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności