Aktualności

[WYWIAD] Daniel Feruga: Czasem ciężko wstać, ale warto się jednak podnieść

Rozgrywki17.10.2019 
Daniel Feruga wrócił na szczebel centralny w dobrym stylu. W klasyfikacji kanadyjskiej w II lidze uzbierał już dziesięć punktów (po pięć bramek i asyst). – Doświadczenie ostatniego roku dużo mnie nauczyło. Przychodząc do Bytovii wysoko zawiesiłem sobie poprzeczkę. Mierzę jeszcze wyżej. Myślę, że mój przykład jest idealny dla młodych piłkarzy. Niech doceniają co mają, bo piłka to zarąbisty sport! – mówi pomocnik w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Wygląda na to, że przechodzisz drugą piłkarską młodość w Bytovii.

A ja czuję się jakbym miał 19 lat i znów zdobywał mistrzostwo Polski juniorów z Gwarkiem Zabrze. Ostatni tak dobry sezon (2013/2014) miałem w ROW-ie Rybnik, gdy strzeliłem jedenaście goli i zaliczyłem sześć asyst. Tłumaczę sobie, że to pokłosie tego, co wydarzyło się w moim życiu w ostatnim roku. Zastanawiałem się co zrobić, w którą stronę pójść. Przed początkiem rundy wiosennej poprzedniego sezonu zadzwonił do mnie Łukasz Surma, wówczas prowadzący Sołę Oświęcim. Powiedziałem sobie, że trzeba zakasać rękawy i wrócić do piłki.

Musiałeś trochę przeżyć, żeby znów żyć piłką i żyć z piłki.

Latem 2018 roku dostałem telefon od trenera Kamila Kieresia ze Stomilu Olsztyn. Przyjechałem na testy, w ostatniej minucie gry z Widzewem Łódź rywal trafił mnie w kolano, nie mogłem normalnie chodzić. Zostałem bez klubu. Rodzina na utrzymaniu, musiałem jakoś zarabiać. Podjąłem się więc innej pracy. Znajomy załatwił mi fuchę jako kierowca. Doszły całkowicie nowe obowiązki. I tak jeżdżąc, zastanawiałem się co dalej. Otworzyłem własną szkółkę piłkarską, żeby dać dzieciom wybór, odciągnąć ich od komputerów. Zapisałem się też na kurs trenerski UEFA B. Zaczęło mi jednak brakować adrenaliny meczowej. Poza tym znajomi byli zdania, że za szybko wycofałem się z piłki. Tyle, że ja miałem świadomość, jaka ta piłka bywa brutalna. Mam kolegów w wieku 24-25 lat, którzy nie mają klubów lub biegają teraz po trzecioligowych boiskach. To choćby Michał Bajdur, Kamil Kurowski. Piłkarski rynek w Polsce jest trudny...

Ty się nie dałeś.

Udało mi się wrócić, w czym zasługa Łukasza Surmy. Tamten rok dał mi dużo do myślenia. Wychodziłem z domu o 7 rano, wracałem o 22. Praca, treningi w Czechowicach, rodzina, obowiązki domowe. Postanowiłem jednak sobie, że nie odpuszczę. Zawziąłem się. Dałem sobie pół roku na znalezienie klubu. Potem w Sole rozegrałem całą rundę, nie opuściłem ani jednego meczu. Zdobyłem cztery bramki, dołożyłem do tego kilka asyst. Utrzymaliśmy się, co było wielkim sukcesem, przecież po jesieni mieliśmy 12 punktów. Przy okazji przekonałem się jak dobrym trenerem jest Łukasz. Trzymam za niego kciuki. Życzyłbym sobie więcej ludzi w tym zawodzie z taką pasją i podejściem do pracy.

Przed obecnym sezonem zgłosiła się Bytovia Bytów. Byłeś pewien tej przeprowadzki?

Od kilku lat znam się z dyrektorem Maciejem Chrzanowskim. Byłem z nim w stałym kontakcie, pracowaliśmy razem w Chojniczance Chojnice. Wiedziałem, że jak pojawi się coś konkretnego, zwróci się do mnie. Z konkretem wyszła Bytovia, w której pracuje. Potem rozmawiałem z trenerem Adrianem Stawskim. Obaj przekonywali, że tworzy się tutaj ciekawy projekt, chcą reaktywować Bytovię. Mi zależało na powrocie do gry, zaryzykowałem. Spakowałem się, zostawiłem na Śląsku rodzinę i wyjechałem na północ. Żona nie była zadowolona, chciała żebym grał, ale bliżej domu, a tu wyszło 600 km. Jednak co tydzień przyjeżdżam do żony i 5-letniego synka. Nie wyobrażam sobie, żeby nie poświęcić im dnia wolnego.

Zapewne chciałeś też sobie udowodnić, że gra w Bytowie może wyjść na dobre twojej karierze?

Gdy prezentujesz dobrą formę, łatwiej zaakceptować przenosiny w tak odległe strony. Zjedliśmy z już z żoną trochę zębów na piłce, dlatego sceptycznie byłem nastawiony na Bytovię, w tym sensie, czy dam radę. Chyba sama się przekonała, że nie pojechałem do Bytowa odcinać kuponów, by siedzieć tu dwa lata i czekać jak łatwy pieniądz wpada w ręce. Doświadczenie ostatniego roku dużo  mnie nauczyło. Przychodząc do Bytovii wysoko zawiesiłem sobie poprzeczkę. Mierzę jeszcze wyżej.  Myślę, że mój przykład jest idealny dla młodych piłkarzy. Niech doceniają co mają, bo piłka to zarąbisty sport! Ale lubi też kopnąć w cztery litery. Czasem ciężko wstać. Warto jednak się podnieść.

I nie rezygnować za szybko z piłki?

Teraz mogę powiedzieć, że jestem mega zadowolony. Czego nie dotknę w Bytovii, to zamieniam w złoto. Uważam, że dojrzałem, zmądrzałem na boisku. Przeanalizowałem czego mi brakowało, żeby w młodości wyjechać na zachód. Doszedłem do takiego momentu, że mam czystą głowę, jestem ukierunkowany na postawiony sobie cel, krok po kroku go realizuję. Inna sprawa, że czas goni, dlatego marzę, aby dostać się do ekstraklasy. Moje liczby pokazują, że warto czasem postawić na zawodnika z niższej ligi, niekoniecznie Hiszpana.

A sama Bytovia? Trener Stawski zbudował ciekawy zespół, który jest w stanie namieszać szyki faworytom.

Czysta przyjemność grać z kimś takim jak Deleu. Świadomy piłkarz. Jak założy dziurę, to już w ogóle masakra. Do tego wrzutka prawą nogą – perfekt. Niby skład skompletowany w ostatniej chwili, a zbudowany z głową. Gdybyśmy w niektórych meczach byli bardziej konsekwentni, to bylibyśmy nawet w pierwszej dwójce. No ale to przecież tylko gdybanie. My zaś pokazujemy, że PESEL nie gra.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Fot: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności