Aktualności

[WYWIAD] Damian Szuprytowski: Trener dał mi wolną rękę i Olimpia na tym korzysta

Rozgrywki13.10.2019 
30-letni pomocnik Olimpii Elbląg opowiada o przymusowym powrocie z Radomiaka, skąd wzięła się skuteczność w tym sezonie i dlaczego jeszcze nie dogonił Marcina Robaka w klasyfikacji strzelców II ligi. –  Gram na pozycji nr 10, ale nie jestem do niej przywiązany i mogę schodzić na lewe czy prawe skrzydło. Trener mocno mi ufa, koledzy też i są tego efekty – cieszy się Damian Szuprytowski.

Wygląda na to, że to mogą być najlepsze rozgrywki pod względem skuteczności w pańskiej karierze – siedem goli w 12. kolejkach, a do tego sześć asyst. W całym sezonie 2017/2018 strzelił pan dziewięć bramek.

Damian Szuprytowski: Oby tak się stało. Szkoleniowiec Olimpii Elbląg dał mi dużą swobodę w ofensywie i mało zadań w defensywie. Gram na pozycji nr 10 tuż za napastnikiem, ale nie jestem do niej przywiązany i mogę schodzić na lewe czy prawe skrzydło. Trener Adam Nocoń dał mi w tej kwestii wolną rękę. Na razie korzystam z tego i ja, i drużyna. Mam nadzieję, że utrzymam formę do końca rundy. Nie ma co ukrywać: czuję się świetnie. Oby tylko kontuzje omijały.

Wiosną po powrocie z Radomiaka tak dobrze pan nie grał. Dlaczego?

Byłem przygnębiony po tym jak mnie potraktowano w Radomiu. To był na pewno jeden z czynników braku goli. Nie mogłem się pozbierać, bo najpierw Radomiak o mnie bardzo zabiegał, a potem lekką ręką się pozbył. Po drugie wiosną Olimpia walczyła o utrzymanie i najważniejsze było nie stracić bramki. Na ofensywę tak bardzo trener nie stawiał. Miałem dużo więcej zadań w defensywie i to odbiło się na skuteczności.

A co się stało w Radomiu?

Dopóki nie doznałem drobnego urazu wszystko było dobrze. Grałem w podstawowym składzie Radomiaka i nie słyszałem, by ktoś był niezadowolony ze mnie. Szybko wyleczyłem się, zespół miał dobrą passę, ale ja wciąż tylko siedziałem na ławce rezerwowych. Nie dostawałem żadnych szans. W grudniu rozmawiałem w klubie i stwierdziłem, że nie po to mnie Radomiak kupił, bym był tylko rezerwowym. Do tej pory strzeliłem pięć goli i miałem kilka asyst. Zaczęły jednak dochodzić do mnie sygnały, że trener już mnie nie widzi w składzie, choć wprost mi tego nie powiedział. Miałem wtedy ofertę z Olimpii Grudziądz i prawie wszystko było dopięte na ostatni guzik. Prezes Radomiaka stwierdził jednak, że nigdzie mnie nie puszczą i mam walczyć o skład. Dwa tygodnie przed ligą zadzwonili do menedżera i powiedzieli, żeby szukał mi klubu. Najszybciej odezwali się działacze Olimpii Elbląg, którzy potrzebowali wzmocnień, by uratować drugą ligę. I w ten sposób wróciłem do tego klubu.



Nie żałuję pan jednak odejścia z Radomiaka? Miałby pan teraz okazję grać w pierwszej lidze.

Mogłem zostać w Radomiu i co miesiąc pobierać pieniądze, ale to nie w moim stylu. Prezes Olimpii i trener Nocoń bardzo o mnie zabiegali, więc postanowiłem grać w tym klubie, który mnie chce.

Do końca sezonu walczyliście z Olimpią o utrzymanie, a teraz jesteście w czołówce drugiej ligi. Skąd taka metamorfoza?

Trener Adam Nocoń dobrze poukładał zespół. Dużą wagę przywiązujemy do gry w defensywie. Mądrze się bronimy i nastawiamy się na kontrataki. Mamy dobrych skrzydłowych, silnego napastnika, dobrze wykonujemy stałe fragmenty i na tym opiera się nasza gra. Nie spodziewaliśmy się, że tak będzie to nieźle funkcjonowało, zwłaszcza po poprzednim słabym sezonie i dużych zmianach, do których doszło latem w kadrze zespołu. Nowych zawodników udało się trenerowi szybko wkomponować, a kolejne zwycięstwo tylko nas napędzają.

Potrafcie wygrać na wyjeździe z Resovią, by w następnym meczu ulec u siebie Zniczowi Pruszków.

Albo przegrać ze Stalą Stalowa Wola w Elblągu. To jest specyfika tej ligi. Tu naprawdę każdy może wygrać z każdym i koncentrację trzeba utrzymywać przez całe spotkanie. Sam to poczułem na własnej skórze w Radomiaku. W sezonie 2017/2018 wydawało się, że awansujemy, a tu nagle Garbarnia Kraków, które wydawałoby, że się nie liczy, wygrała chyba z dziesięć meczów z rzędu, wypchnęła nas z baraży i awansowała na zaplecze ekstraklasy. To pokazuje, jak bardzo ta liga jest nieprzewidywalna.

W tym sezonie więcej bramek w II lidze strzelił tylko Marcin Robak. Z ośmiu goli aż sześć to strzały z rzutów karnych. Pan tylko dwie bramki z siedmiu zdobył z 11 metrów.

W meczu z Błękitnymi Stargard też był rzut karny, ale kolega mnie poprosił, by mu oddać taką okazję. Zgodziłem się, ale nie strzelił. Może miałbym tyle samo bramek co Robak. Rzuty karne też trzeba umieć wykorzystywać. Dziwi mnie tylko jedno, że Robak wszystkie rzuty karne wykonuje tak samo – strzela w prawy róg bramkarza, a i tak żaden nie poszedł w ciemno, by obronić. Może Robak czeka i patrzy do końca. Fajnie, że taki piłkarz jest w II lidze. To ogromnie cenne dla obrońców przeciwników, bo mogą zebrać doświadczenie w walce z tej klasy zawodnikiem. Niejeden klub w ekstraklasie chciałby mieć takiego piłkarza.

Wracając do skuteczności – może po prostu jest pan zawodnikiem „skazanym” na Olimpię Elbląg. Pochodzi pan z pobliskiego Malborka i w tym klubie czuje się najlepiej?

Może coś w tym jest. W Radomiaku więcej osób ciągnęło grę tej drużyny. Tu w Olimpii w ofensywie bardzo dużo zależy ode mnie, trener mocno mi ufa i koledzy też. Nie zamykam się tylko na ten klub. Może zimą jakiś transfer się urodzi, ale zostały jeszcze dwa miesiące grania. Zobaczymy, na którym miejscu zakończymy rundę jesienną. Jeśli będziemy w czołowej szóstce lub bardzo jej blisko, to Olimpia nie odpuści walki o awans. Szkoda byłoby ten wysiłek zmarnować.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności