Aktualności

[WYWIAD] Bartosz Tarachulski: Każdy punkt jest na wagę złota

Rozgrywki16.07.2020 
Choć wiosną Pogoń Siedlce zdobyła aż 21 punktów, a wygrała m.in. z Widzewem i Górnikiem Łęczna, to wciąż nie jest pewna utrzymania. Z drugiej strony niewiele jej brakuje, by włączyć się do walki o awans do pierwszej ligi. – Naszą siłą okazała się szeroka kadra. Baraże? To byłaby wartość dodana do tego sezonu. Celem pozostaje uniknięcie spadku – podkreśla Bartosz Tarachulski, trener Pogoni.

Jest pan skazany na Pogoń Siedlce?

Rzeczywiście to klub, z którym mocno związałem się pod koniec kariery zawodniczej, a potem jako trener. Przez kilka lat byłem asystentem różnych szkoleniowców, a także przejmowałem zespół tymczasowo, kiedy się zmieniali. W 2017 roku przez trzy miesiące byłem pierwszym trenerem, a w grudniu ubiegłego roku znów objąłem Pogoń. W żadnym innym klubie nie spędziłem tyle czasu. Zresztą mam dość blisko do Siedlec z rodzinnego domu, bo około 100 km. Przy okazji pracy w Pogoni zrobiłem też trenerską licencję UEFA Pro.

Przyszedł pan do drużyny w bardzo trudnym momencie. Po rundzie jesiennej była tuż nad strefą spadkową, a do tego siedmiu zawodników zostało zawieszonych. Nad Pogoń nadciągnęły bardzo ciemne chmury.

Sporo ludzi namawiało mnie, bym wrócił do Pogoni i pomógł, bo sytuacja rzeczywiście była trudna. Zdawałem sobie sprawę, że czeka nas walka o utrzymanie i wciąż nie jesteśmy pewni, że to się uda.



Wiosną więcej punktów od was zdobyły tylko rezerwy Lecha Poznań i Skra Częstochowa. Wciąż jesteście blisko strefy spadkowej, ale z drugiej strony też niewiele brakuje wam do miejsc barażowych o pierwszą ligę.

Na początku mojej pracy wiedziałem, że nie będę mógł skorzystać ze wspomnianych siedmiu zawodników. Usłyszałem też, że na wzmocnienia nie ma pieniędzy. Zaczęliśmy jednak szukać piłkarzy, którzy pomogliby nam w walce o utrzymanie. Nikt sobie nie chciał wyobrazić, że Pogoń, która jeszcze dwa lata temu była na zapleczu ekstraklasy, spadnie do trzeciej ligi. Udało się sprowadzić siedmiu nowych zawodników. W międzyczasie piłkarski świat stanął z powodu pandemii. To paradoksalnie zadziałało na naszą korzyść. Trzy miesiące przerwy w rozgrywkach pozwoliły nam się lepiej poznać, a do tego skończyło się zawieszenie wspomnianych piłkarzy. To sprawiło, że kadra urosła do 30 zawodników. Grać może tylko 11, więc trzeba umiejętnie nimi rotować. Właściwie każdy, który dostawał szanse, starał się udowodnić, że to właśnie jemu należy się miejsce w składzie. Po wznowieniu rozgrywek były też mecze w środku tygodnia. Dzięki szerokiej kadrze mogłem zawsze mieć w jedenastce wypoczętych zawodników. Oczywiście często miałem ból głowy, by być sprawiedliwym trenerem i jednocześnie wybrać optymalny skład. Zwłaszcza, że przy takiej płaskiej tabeli każdy punkt jest na wagę złota.

Był pan napastnikiem, więc domyślam się, że chce pan, by Pogoń grała ofensywnie?

Mecz zaczyna się od 0:0, więc już mamy punkt, a chodzi o to, by zdobyć trzy. Sporo goli strzeliliśmy, bo 49, ale martwi mnie to, że jeszcze więcej straciliśmy [51 – przyp. red.]. Pracujemy nad obroną, ale rzeczywiście lubię grę ofensywną.



W krótkim czasie pokonaliście dwie drużyny z czołówki – najpierw Widzew, a potem Górnik Łęczna. Dopiero zatrzymał was GKS Katowice.

Z niepokojem przystępowaliśmy do tych spotkań, bo za każdym razem mierzyliśmy się z liderem ligi. Wiedzieliśmy, że przed nami trudne mecze. Okazaliśmy się zespołem lepszym, mimo że jako pierwsi traciliśmy bramkę. Na przerwę schodziliśmy z wynikiem 0:1 i chwała zespołowi, że się nie poddał. Za każdym razem wyszli zdeterminowani z wiarą w odwrócenie losu spotkania. To świadczy o wielkości zespołu i braku strachu. Strata goli z drużynami ze ścisłej czołówki nie załamała zawodników. Gdyby nie te zwycięstwa z Widzewem i Górnikiem, bylibyśmy w strefie spadkowej. Zdobyliśmy wiosną 21 punktów i to nam nadal nie daje utrzymania. Zespoły z dolnej części tabeli prawie wszystkie punktują, a te z czołówki je gubią. To pokazuje, że każdy z każdym może wygrać w tej lidze. Z GKS Katowice wszystko co złe zaczęło się od zmarnowanego przez nas rzutu karnego przy wyniku 0:0. Naszym podstawowym celem wciąż jest utrzymanie. Zostały nam dwa trudne wyjazdowe spotkania ze Skrą Częstochowa i Stalą Stalowa Wola. Tam musimy szukać brakujących punktów.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności