Aktualności

[WYWIAD] Artur Derbin: „To nie do wiary, że się ziścił taki piękny sen”

Rozgrywki25.05.2019 
To nie PGE GKS Bełchatów wymieniano w gronie faworytów do awansu na zaplecze ekstraklasy. Tymczasem zespół Artura Derbina zajął trzecie, ostatnie miejsce, oznaczające promocję. – Zadanie nie było łatwe, ale poprzez pracę, dzięki umiejętnościom chłopaków okazało się, że można osiągnąć spory sukces. Rozbiliśmy bank – mówi szkoleniowiec bełchatowian w rozmowie z Łączy Nas Piłka.

Ostatnie dni po awansie zapewne nie były dla pana spokojne?
Niedziela, poniedziałek i wtorek były na wariackich papierach. Co chwilę spotkania, gratulacje, rozmowy, liczne SMS-y. Powoli już dochodzę do siebie. Zrobiliśmy wielką rzecz. To nasze mistrzostwo świata. Nikt na nas nie stawiał, bo przypomnę, że zaczynaliśmy sezon z dwoma ujemnymi punktami. Mieliśmy na tyle poważne problemy finansowe, że nie mogliśmy zgłosić do rozgrywek kilku zawodników. W składzie dużo wychowanków i młodzieży. Bez przerwy były zaległości wobec zawodników. Opóźnienia sięgały dwóch, trzech miesięcy. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, wszelkie zawirowania, tym bardziej powinniśmy docenić ten sukces, zwłaszcza, że awansu nie wywalczył taki potentat drugiej ligi, jak Widzew Łódź.

Widzew wyłożył się na ostatniej prostej, przeciwnie PGE GKS Bełchatów, który wywalczył awans w ostatnim meczu.
Skończyliśmy sezon tak, jak zaczęliśmy (śmiech). W pierwszej kolejce bezbramkowo zremisowaliśmy z Pogonią Siedlce, a w ostatniej z Błękitnymi Stargard. To drugie 0:0 oznaczało awans PGE GKS-u. Gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni, czuliśmy niedosyt, że nie mogliśmy zrobić nic więcej. Nie udało się zdobyć bramki, przeciwnik mocno dbał o to, żebyśmy nie strzelili gola. Nie mówię tego złośliwie: Błękitni postawili trudne warunki. Potem przez kilka minut nasłuchiwaliśmy wieści z Torunia. Wtedy dopadły mnie pierwsze oznaki emocji. Z oczu zaczęły mi płynąć łzy. Kiedy dostaliśmy informację o wyniku spotkania Elana – Olimpia Elbląg... zaraz, co ja mówię, nawet nie pamiętam, jakiego typu była to informacja. Zobaczyłem tylko tłum moich zawodników wbiegających z radości na murawę. Nie wiedziałem, że Elana straciła bramkę w doliczonym czasie gry. Ogrom szczęścia!

Trener śpiewający na konferencji to rzadki obrazek. Pan rozpoczął konferencję po meczu z Błękitnymi, nucąc słowa piosenki grupy Lady Pank: „W siódmym niebie nienawiści”.
W ostatnim czasie utwór ten mocno „chodził mi po głowie”. Wiem o czym jest piosenka, znam jej znaczenie, mi bardziej chodzi o wymowę słów z początku: „To nie do wiary, że się ziścił taki piękny sen”. W kontekście awansu chyba nie trzeba ich tłumaczyć. I dalej, czyli odniesienie do naszych problemów: „W innych sprawach to ciut gorzej. – Bieda panie... Cóż”. Nie do wiary, że plan się sprawdził. Nie mówiliśmy tego głośno, ale naprawdę mierzyliśmy w podium. Mając zawodników o dużym potencjale, dobraliśmy odpowiednie środki, żeby wzmocnić ich motorycznie. Wybraliśmy odpowiednią taktykę. Trzeba było piłkarzy długo przekonywać do bronienia. Jednak efekty wszyscy widzicie.



Tak, 22 stracone bramki – to najlepszy wynik, razem z Rakowem Częstochowa, na szczeblu centralnym.
Nie spodziewałem się aż tak dobrego wyniku. Pamiętam wywiad, którego udzieliłem Łączy Nas Piłka na początku sezonu, w którym powiedziałem, że będziemy się skupiali na grze w defensywie. I że w mojej drużynie będą bronić wszyscy, począwszy od napastnika. Tak to wyglądało. Zdarzyła nam się jedna wpadka, w Toruniu, kiedy znacznie przekroczyliśmy średnią traconych goli na mecz. Wyjątek potwierdzający regułę. Prezentowaliśmy stabilną formę, byliśmy skuteczni w obronie. Poprawiliśmy grę w ataku – pozycyjnym i szybkim.

14 271 to? Proszę dokończyć.
Punkty, które zdobyliśmy w Pro Junior System, wygrywając klasyfikację wśród drugoligowców. Czujemy ogromną radość i satysfakcję. Mamy świadomość, że pieniądze z tego tytułu poprawią sytuację finansową klubu. Mam nadzieję, że lwia część tej kwoty zostanie przeznaczona na akademię: dla trenerów wychowawców i ich podopiecznych. Olbrzymią robotę wykonał dyrektor ds. sportowych Marcin Węglewski. Podczas naszej pierwszej rozmowy powiedział: „Panie trenerze, są dwa warianty: jeśli awansujemy w pierwszym sezonie, w którym pan przyszedł, to ok. W przeciwnym razie: zmniejszamy środki na pierwszą drużynę, budujemy zespół w oparciu o młodzież”. Miałem świadomość z czym ta druga opcja się wiąże. Zadanie nie było łatwe, ale poprzez pracę, dzięki umiejętnościom chłopaków okazało się, że można osiągnąć spory sukces. Każdy z nich bardzo się rozwinął. Skorzystała drużyna, skorzystaliśmy wszyscy. Wygrana w PJS sprawiła, że rozbiliśmy bank. To spory zastrzyk finansowy. Budżet klubu wynosił trzy i pół miliona złotych, jednak trzeba było w nim uwzględnić spłatę zadłużeń, jeszcze z czasów ekstraklasy. Teraz ta dziura w budżecie stopniowo się zmniejsza.

W Bełchatowie hasło „W młodości siła” ma mocne potwierdzenie w rzeczywistości. Wasi młodzieżowy strzelili 19 goli.
To nie tylko Damian Michalski i Marcin Ryszka, ale też Patryk Mularczyk, którego wypożyczyliśmy z Zagłębia Sosnowiec, strzelec dziewięciu goli. Uważam, że był on brakującym ogniwem w moim zespole. Lubię zawodników wybieganych, mobilnych, kreatywnych. Wszystkie te cechy Patryk posiada. Mimo drobnej postury znakomicie czuje się przy piłce, szuka nieszablonowych rozwiązań. Bramki, asysty, niesamowicie się rozwinął. Kilka słów poświęcę także naszemu wychowankowi Przemysławowi Zdybowiczowi. Przez dużą część sezonu graliśmy bez klasycznego napastnika. Z czasem coraz więcej szans zaczął dostawać Zdybowicz. Aż w końcu odpalił w Toruniu, gdzie rozegrał bardzo dobry mecz. Liczymy na niego w Fortuna 1 lidze.

Inna ważna postać PGE GKS-u, Bartłomiej Bartosiak, zaliczył sześć goli i dziesięć asyst.
Trochę czasu mi zajęło, zanim przekonałem „Bartasa”, że będzie naszą „dziewiątką”. Fałszywą. Dobrze się uzupełniał w tej roli z Mularczykiem. Pomogła jego szybkość, dobra gra jeden na jeden, skuteczne dośrodkowanie. Zdarzały się mecze, w których musiałem szukać innych rozwiązań, ale finalnie okazało się, że dobrze wykorzystaliśmy możliwości poszczególnych zawodników. Gdyby nie minusowe punkty, skończylibyśmy na pierwszym miejscu, niemniej zielone pole w zupełności nam wystarcza. Na koniec dodam, że naszą siłą był zespół. I wiara w końcowy sukces.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności