Aktualności

Wigry szybko pozbierały się po spadku. „Jest tu potencjał na pierwszą ligę”

Rozgrywki28.09.2020 
Spadek z Fortuna 1. Ligi, przemeblowanie kadry, zmiana szkoleniowca, nie wyszły Wigrom Suwałki na złe. Co prawda to dopiero początek zmagań w II lidze, niemniej drużyna prowadzona przez najmłodszego trenera na szczeblu centralnym, spisuje się jak na razie bardzo dobrze – jest wiceliderem rozgrywek.

Wigry w poprzednim sezonie opuściły szeregi pierwszoligowców. Spadły po pięciu latach gry na drugim szczeblu rozgrywkowym. Naturalną konsekwencją spadku były zmiany w drużynie. Jedną z pierwszych decyzji w klubie było zatrudnienie w roli pierwszego szkoleniowca 30-latka. Nowy trener dostał drużynę psychicznie zdołowaną, przeżywającą wcześniejsze niepowodzenie. W szybkim czasie udało mu się przywrócić entuzjazm zespołowi, poukładał odpowiednio klocki i w Suwałkach mogą cieszyć się z pozycji wicelidera.

Doświadczenie w cenie

Suwalczanie w pięciu kolejkach zgromadzili punkt mniej niż Chojniczanka (13 do 12). Doznali jednej porażki – w 2. kolejce z Błękitnymi Stargard. – Wiemy, że to ciężka liga, ale spodziewaliśmy się, że będziemy wygrywać. Jesteśmy pewni siebie. Mamy świadomość, że gorszy moment na pewno się przytrafi, dlatego cieszymy się, że tak szybko nam zaczęło iść, tym bardziej, że mamy nowego trenera. Bardzo dobrego, który wie co robić. Dobrze nas przygotował. Zbudowaliśmy silną kadrę. Uważam nawet, że dysponujemy mocniejszym składem niż w pierwszej lidze – mówi Łączy Nas Piłka kapitan i wieloletni zawodnik Wigier Adrian Karankiewicz.



Tym trenerem jest Dawid Szulczek. Były asystent Artura Skowronka w Wiśle Kraków (pracowali razem także w sezonie 2017/18 w Wigrach) zna tę ligę, wiedział, jakich piłkarzy potrzebuje do swojego planu. – Dołączyło do nas sześciu kluczowych graczy – Kamil Adamek, Bartłomiej Babiarz, Daniel Liszka, Adrian Piekarski, Hieronim Zoch, którzy grają w podstawowym składzie i Łukasz Bogusławski. Moim celem numer jeden było pozyskanie piłkarza na pozycję numer sześć. Szukaliśmy kogoś, kto by zabezpieczał nas w tej strefie boiska, dawał niezbędne doświadczenie, gwarantował spokój [padło na Babiarza – przyp. aut.]. Zamierzaliśmy wzmocnić rywalizację wśród młodzieżowców, stąd transfer Liszki. Hirek chciał wrócić do Wigier, zresztą tak samo, jak ja i Bogusławski, który pochodzi z tych stron. Urodził się w Augustowie, ograł się na szczeblu pierwszej ligi, pewnie też lada moment wywalczy sobie miejsce w podstawowym składzie – podkreśla Szulczek.



– Adamek, Babiarz, czy Bogusławski to chłopacy z doświadczeniem, którzy potrafią grać piłkę. Tego doświadczenia w poprzednim sezonie nam brakowało. Nasza kadra to połączenie młodości z rutyną. Do tego stworzyliśmy bardzo dobrą atmosferę. Wiadomo, zwycięstwa temu sprzyjają, ja jednak jestem tu od dłuższego czasu i lepiej widzę pewne rzeczy. Tworzymy jedną rodzinę w szatni – przekonuje Karankiewicz.

Nowatorskie metody pracy

Wygląda na to, że wypalił pomysł z ponownym zatrudnieniem w Suwałkach Kamila Adamka. 31-letni snajper strzelił już pięć goli, odkąd przeniósł się z GKS-u Jastrzębie. – Kiedy uznaliśmy, że będziemy grać dwójką napastników, potrzebowaliśmy do ataku jeszcze jednego zawodnika, poza Michałem Żebrakowskim i Kacprem Wełniakiem. Kamil nie przedłużył umowy z Jastrzębiem, prezes zaczął działać. Adamek dobrze wspomina czas gry w Wigrach. Bardzo sobie ceni ten klub, dobrze mu tu było. To ułatwiło rozmowy – stwierdza szkoleniowiec II-ligowca z Suwałk.

Młody trener stara się prowadzić Wigry w sposób nowatorski. Wybrał nawet taktykę 1-3-5-2, coraz częściej stosowaną w europejskim futbolu, i nie tylko (przykład: Górnik Zabrze). Furorę w sieci robi filmik Łączy Nas Piłka, w którym rzut wolny w meczu z Wigrami wykonują piłkarze Błękitnych. Kiedy szykowali się do strzału, na linii piłki ustawił się nagle golkiper suwalczan Hieronim Zoch. Stanął w murze między swoimi, opuszczając bramkę. W tym czasie jego koledzy ustawili się w linii, chroniąc dostęp do bramki.



– Od razu sprostuję, bo różne głosy krążyły. To nie tak, że nam coś nie wyszło. Celem było, żeby wybronić uderzenie. Po to staliśmy w bramce. Wiedzieliśmy, że piłka może przejść naszego bramkarza. Byliśmy ustawieni tam, gdzie trzeba. Bramki nie straciliśmy, także na plus – tłumaczy Karankiewicz.

– Nasz trener jest młody, ambitny i bardzo dobrze przygotowany taktycznie. Wiem, co mówię. W Wigrach pracowałem z wieloma trenerami. Bez żadnej kurtuazji powiem, że to jeden z najlepszych, z jakimi miałem do czynienia. Kwestia czasu, jak będzie prowadził zespół w ekstraklasie. Oby były to Wigry! – dodaje kapitan suwalczan.

Awans? Tak, ale nie na siłę

Szulczek: – Ustawienie bramkarza w murze przy wolnym przeciwnika to wariant praktykowany w ligach francuskiej i hiszpańskiej. Chcieliśmy mieć inne rozwiązanie niż tylko klasyczne. „Burza mózgów” w sztabie i wyszliśmy z założenia, że stosujemy coś, co jest znane już gdzie indziej. W treningach regeneracyjnych ćwiczyliśmy w ten sposób. Sprawdzało się. Poszliśmy więc o krok dalej. Bo po co mamy tracić w sezonie kilka bramek z wolnych, kiedy źle jest ustawiony mur, jak możemy mieć mur niski, wysoki, ruchomy, z bramkarzem? Można dać tam zawodnika, który będzie się kładł pod murem, tuż za nim, żeby sprowokować uderzenie pod. Zastosowaliśmy strefę w bramce, żeby jak najlepiej wykorzystać bramkarza. Trener bramkarzy nie widział żadnych przeciwwskazań. Wręcz odwrotnie: spodobał mu się taki pomysł. Powiedział o tym bramkarzom, którzy zareagowali wręcz entuzjastycznie. Reszta leży w gestii bramkarza: musi ocenić dystans, wyczuć intencję, strzelca, jak się ustawić w danej sytuacji. Oni wiedzą co mają robić, wszystkie warianty im przygotowaliśmy.


Innowacyjne, jak na polskie warunki, rozwiązania Szulczka mogą dać Wigrom przewagę nad rywalami w kwestiach taktycznych. Sportowo już mają przewagę nad większością przeciwników, co odzwierciedla tabela. – Celem jest awans w ciągu dwóch sezonów. Zrobimy, co w naszej mocy, aby zrealizować plan w połowie drogi. Jestem zbudowany tym, jak wyglądamy na treningach. Stać nas na awans już teraz – zapewnia Karankiewicz.

– Wigry tyle czasu spędziły w pierwsze lidze, że zaczęły do niej pasować. Dodawały też kolorytu tym rozgrywkom. Jest potencjał w klubie, mieście, w szatni, by sądzić, że możemy wrócić na drugi szczebel rozgrywkowy. Dlaczego dwa lata? Nie wiedzieliśmy jaki skład uda nam się zmontować. Od razu po spadku kluby nastawiają się na powrót i dostają obuchem w łeb. Zazwyczaj kończy się sporym rozczarowaniem, dlatego nie chcieliśmy pompować balonika. Do planów podchodzimy na spokojnie. I nadal tak jest. Chcemy awansować, ale nie ma ciśnienia już na ten sezon – podsumowuje Szulczek.

Piotr Wiśniewski

fot. 400mm.pl, cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności