Aktualności

Trzy puchary różnych krajów i... druga liga. Paweł Wojciechowski wraca do gry o gole

Rozgrywki30.08.2019 
Po okresie bramkowego zastoju w Ruchu Chorzów i Odrze Opole Paweł Wojciechowski odzyskał  skuteczność. W poprzednim sezonie drugiej ligi w barwach Górnika Łęczna był bliski złamania dziesiątki. Początek nowych rozgrywek – m.in. dublet w wyjazdowym spotkaniu z Widzewem Łódź – zwiastuje, że może być jeszcze lepiej niż poprzednio.

W żadnym innym klubie 29-letni napastnik nie zdobył tylu bramek, co w Górniku. Niemal w co drugim ligowym spotkaniu tej drużyny wpisuje się na listę strzelców (14 razy w 26 grach). Sezon 2018/2019, kiedy zgromadził dziesięć goli, był jego najlepszym sezonem pod względem zaliczonych trafień.

Niedosyt po Łodzi

Kończąc rozgrywki z dziesięcioma bramkami mógł mieć nadzieję, że wróci choćby na drugi szczebel rozgrywkowy w Polsce. Został jednak w górniczym klubie. Nie czuję się staro, ale mam już swoje lata. Założyłem rodzinę. Dobrze nam się z żoną mieszka w Lublinie, to miejsce nam sprzyja. Długo czekałem na tak dobry sezon. Ostatni równie udany miałem, kiedy byłem zawodnikiem Chrobrego Głogów. Zdobyłem siedem bramek, zaliczyłem dziewięć asyst, a to solidne liczby. Wszystko, o czym powiedziałem, sprawia, że nie chciałem zmienić klubu, tym bardziej, że w umowie z Górnikiem był zapis o automatycznym przedłużeniu kontraktu po sezonie. Pojawiały się zapytania z innych klubów, tyle że nie paliłem się z odejściem – tłumaczy Wojciechowski.

Nie zmienił otoczenia, bo najwyraźniej przeczuwał, że jest tutaj w stanie powtórzyć wynik z ubiegłego sezonu oraz rozgrywek, w których strzelał dla Chrobrego. Stan obecny? Nie minęło 7. kolejek nowej rywalizacji, a ten zaliczył dublet z Widzewem Łódź, strzelił gola Garbarni Kraków, GKS-owi Katowice. Gdyby w starciu z GKS-em wykorzystał jeszcze rzut karny, byłby współliderem klasyfikacji strzeleckiej. – Szkoda tego karnego, zawiodłem i zamiast dwóch dubletów, są tylko trzy gole. Cieszę się za to, że niewykorzystana „jedenastka” nie miała wpływu na końcowy wynik, bo i tak wygraliśmy. Dwie bramki wbite Widzewowi nie smakują tak jak powinny, a to dlatego, że zremisowaliśmy. Strzelając gole w niewygranych meczach nigdy nie czuje się pełnej satysfakcji – podkreśla napastnik Górnika.

Z Łodzi łęcznianie wywieźli remis, choć prowadzili 2:0. – Nie jechaliśmy tam z podkulonym ogonem, w strachu, nastawieni wyłącznie na kontrę. Wszyscy wiemy, że Widzew przerasta drugą ligę stadionem, frekwencją. Gra tam jest ogromną przyjemnością, lecz celem było zwycięstwo. Rozegraliśmy dobry mecz, a wróciliśmy „tylko” z punktem. Czujemy olbrzymi niedosyt. Mam nadzieję, że to tylko jeszcze bardziej podbuduje nas przed kolejnymi meczami – przyznaje 29-letni snajper.



Kontuzje zmorą

Przyzwoity start (dziewięć punktów) Górnika może wskazywać, że ekipa Kamila Kieresia zamiesza w stawce. Powalczy o wyższe miejsce niż w ostatnim sezonie (dziewiąta lokata). – Jesteśmy profesjonalistami i jeśli kogoś zadowala gra o środek tabeli, to przeczy to idei profesjonalizmu. Trzeba twardo stąpać po ziemi, niemniej chcemy wygrywać w każdym meczu, myślimy o jak najwyższym miejscu. Od tego sezonu zmieniła się formuła ligi, sześć zespołów ma perspektywę awansu. To olbrzymia szansa dla wielu. Kluczowy będzie start w rundzie wiosennej. Jesień pokaże na co nas stać – uważa Wojciechowski, którego kariera zapowiadała się bardzo dobrze.

Jako nastolatek wyjechał bowiem na Półwysep Iberyjski, następnie wylądował w Holandii (SC Heerenveen, Willem II), by potem przenieść się na wschód Europy (FK Mińsk). Z Mińska przeprowadził się do Zawiszy Bydgoszcz, w którym nie zagrzał długo miejsca, więc wrócił na Białoruś. Kolejne lata to już Polska: Chrobry, Odra Opole, Ruch Chorzów, Górnik Łęczna. Do tej wyliczanki trzeba dodać trzy zdobyte puchary: Holandii, Białorusi oraz Polski.

– Moja kariera rozwinęła się tak a nie inaczej przez kontuzje. Sam sobie nie mam nic do zarzucenia – złe prowadzenie nie jest w moim stylu. Zawsze o siebie dbałem, o odpowiednią dietę i tym podobne. Przeszedłem dwie poważne operacje, które wynikały z poważnych urazów mechanicznych. Pierwsza kontuzja w 2010 roku, gdy przechodziłem do Willem II. Drugi uraz – na Białorusi po dobrej rundzie (pięć bramek w jedenastu meczach – przyp. red.). Nie ma co się nad sobą użalać. Jestem życiowym optymistą, cieszę się, że mogę grać w piłkę. Wielu chłopaków, z którymi byłem w młodości w Opalenicy, czy UKP Zielona Góra dziś już nawet nie kopie. A ja? Daj Boże, abym jeszcze z trzy, pięć lat pograł, bo dłużej nie zamierzam – wyznaje Wojciechowski.

Wielu z tych, o których wspomniał, może tylko pozazdrościć mu CV. – Strzeliłem gola PSV w Eindhoven, bramka numer dwa dla Heerenveen. Grałem w tym meczu z czarną opaską, bo to był dzień po tragedii w Smoleńsku. Tak w ogóle to najlepiej wspominam stadion Feyenoordu. 40 tysięcy ludzi na trybunach, takie rzeczy pamięta się do końca życia! Nie zapomnę debiutu w Heerenveen, bo zdobyłem bramkę z AZ Alkmaar, w którym to między słupkami stał Sergio Romeo, trenerem był Louis van Gaal. W PSV grałem przeciwko Ibrahimowi Afellayowi, mierzyłem się z Wijnaldumem z Feeyenordu – wspomina napastnik łęcznian.

– Teraz patrzę... z meczu na mecz. Nie nastawiam się na liczby, po prostu chcę grać najlepiej jak potrafię. Każdy strzelony gol sprawi mi radość – podsumowuje Wojciechowski.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności