Aktualności

Słodko-gorzki smak życia Jakuba Kowalskiego. „Padłem, ale powstałem i stoję"

Rozgrywki02.04.2020 
Kilka lat temu świat omal nie zawalił się Jakubowi Kowalskiemu na głowę. Po narodzinach bliźniaków Filipa i Oliwiera szybko doznał kolejnego szoku – okazało się, że dzieci chorują na mukowiscydozę. Od tamtych traumatycznych przeżyć minęło kilka lat. Jak zmieniło się życie rodziny Kowalskich? – Przeszliśmy z tym do porządku dziennego. Po prostu mamy inny rytm dnia. Przywykliśmy – opowiada były zawodnik m.in. Ruchu Chorzów, Podbeskidzia Bielsko-Biała i GKS-u Tychy, a aktualnie piłkarz Garbarni Kraków.

Czy w ostatnich latach byłeś w stu procentach oddany piłce? Życie mocno cię doświadczyło i to musiało wpłynąć na codzienne funkcjonowanie.
Na początku, gdy tylko dowiedzieliśmy się o chorobie bliźniaków, nie do końca byłem myślami na boisku. Z czasem piłka stała się wręcz moim wybawieniem, odskocznią, pozwalała mi zapomnieć o domowych problemach. Wyjście na trening, rozmowa z kolegami z szatni – to działało na mnie jak kuracja. Piłkę kocham, dzięki niej odsuwałem od siebie złe myśli. Łatwiej było funkcjonować.

Duży ciężar na sobie nosiłeś?
Było ciężko. Nie mówimy przecież o zwykłym przeziębieniu, a o bardzo poważnej, śmiertelnej chorobie, jaką jest mukowiscydoza. Im więcej czytaliśmy na temat choroby, słuchaliśmy ludzi, których dzieci też na to chorowały, tym gorzej. Uświadomiłem sobie, że to zła droga. Nie warto uogólniać, ponieważ każdy przypadek jest inny. Najgorzej, kiedy dowiadywaliśmy się, że roczne, dwuletnie dzieci umierały z powodu mukowiscydozy. Nie chcieliśmy przeżyć tego samego, zamartwiać się zbytnio, dlatego odcięliśmy się od komentarzy. Nasze dzieci mają osiem lat, jesteśmy zadowoleni z postępów, jakie razem robimy. Nie jest łatwo, ale dajemy radę. Efekty widać.



O tym, że wasze bliźnięta chorują na mukowiscydozę, dowiedzieliście się siedem lat temu.
Od razu po narodzinach pobrano krew ze stópek maluchów. Dwa, trzy miesiące później dostaliśmy telefon ze szpitala z informacją, abyśmy się u nich stawili. Na miejscu poznaliśmy diagnozę. Pierwsza myśl? Najpierw nie wiedziałem, co to w ogóle za choroba. Dopiero jak wróciliśmy do domu, wgłębiliśmy się w literaturę, zaczęły pojawiać się rożne myśli. Są ludzie, którzy nie chcą mieć dzieci, wolą rozrywkowe życie, nawet jak zostaną rodzicami, to mają zdrowych potomków. Dla nas dzieci były jednym z życiowych celów. Tymczasem dostaliśmy twardy orzech do zgryzienia. Ten orzech musimy łupać przez całe życie.

Wróciła normalność w waszym życiu?
Przeszliśmy z tym do porządku dziennego. Po prostu mamy inny rytm dnia. Podczas gdy inne dzieci wstają do szkoły o 7, mając o godzinie 8:00 lekcje, to my musimy wstać o 5.30, żeby przed wyjściem zrobić dzieciakom inhalację, zaaplikować leki, wykonać ćwiczenia rehabilitacyjne. Przywykliśmy. Są momenty, kiedy objawy choroby zaostrzają się, wtedy trzeba jechać do szpitala. Przez dwa, trzy tygodnie leży z nimi moja żona Milena. Na szczęście, takich incydentów mieliśmy kilka. Znam przypadki, że zaraz po wyjściu z sali szpitalnej ataki choroby następowały i trzeba było wracać. Moje dzieci chodzą do normalnej szkoły. Zauważyłem, że co rodzice z dziećmi chorymi na mukowiscydozę, to inne zachowanie. Jedni kompletnie odseparowują swoje pociechy. Zamykają je w domach. Uważam, że to złe w punktu widzenia ogólnej odporności. Nasze bliźnięta nie dość, że uczęszczają do szkółki piłkarskiej, to jeszcze chodzą na lekcje pływania, a przecież w basenie dużo różnych bakterii. Na razie nic bliźniętom nie jest. Byliśmy ostatnio na badaniach spirometrycznych, które musimy robić co trzy miesiące. Zmierzono dzieciakom oddech długi, jego parametry poszły wyraźnie w górę. Myślę, że to zasługa piłki i basenu.



Nie boicie się o dzieci przy tak postępującej pandemii koronawirusa?
Chłopaki są w mniejszym stopniu narażeni na tego wirusa niż osoby starsze z chorobami współtowarzyszącymi. Mimo wszystko uważamy jak możemy. Teraz odporność wszystkich wystawiona jest na próbę, a co dopiero gdy ktoś jest chory na mukowiscydozę. Nie spotykamy się ze znajomymi. Kontakt ograniczamy do naszej czwórki. My z Mileną nawet jak wychodzimy do sklepu, to zakładamy maseczki, rękawiczki, lepiej dmuchać na zimne. Sytuacja jest naprawdę poważna. Nie ma nawet co żartować.

Gra w Garbarni to dla ciebie sportowy krok do przodu?
Przy trenerze Łukaszu Surmie, w systemie gry, jaki preferuje, czuję się bardzo dobrze. Moja pewność siebie wzrosła, co jest spowodowane tym, że mam wsparcie trenera. W budowaniu dobrych relacji między nami pomaga fakt, że kiedyś razem graliśmy. Mamy dobrą drużynę, która odnajduje się w specyficznym stylu gry. To nowy zespół, zbudowany w czerwcu 2019 roku. Czas działa na naszą korzyść. Teraz niestety nie mamy jak pokazać swojej jakości, mam nadzieję, że po powrocie udowodnimy, że jesteśmy w dobrej formie. Co do mojej osoby – w Garbarni przeżywam drugą piłkarską młodość. Mam 32 lata, w październiku skończę 33, nie myślę o zakończeniu kariery. Bo daję radę. Jeśli zauważę, że odstaję od kolegów, to dam sobie spokój. Na razie takich myśli nie mam. Fizycznie i sportowo czuję się nawet lepiej niż jak grałem w ekstraklasie. Z tym doświadczeniem, co zebrałem, mam przekonanie, że zrobiłbym w najwyższej klasie rozgrywkowej dużo więcej niż kiedyś.

W sezonie 2011/2012 zaliczyłeś jedenaście asyst w barwach I-ligowej Arki. Wówczas piąłeś się w górę.
To były piękne czasy. Super wspominam Arkę i Stomil Olsztyn, w którym grałem przed przeprowadzką do Gdyni. W jednym sezonie w Stomilu strzeliłem cztery gole, zebrałem 21 asyst. Gdybym teraz mógł powtórzyć te liczby.... Moja kariera znów nabrałaby rozpędu.



Patrząc z twojej perspektywy, efekty doświadczenia – piłkarskiego i życiowego – widać teraz, bo prezentujesz formę, jaką życzyłbyś sobie we wcześniejszych okresach kariery?
I życie, które dało mi kopa w tyłek, i moje piłkarskie losy sprawiły, że wyszedłem z tego mocniejszy. W piłce sporo przeszedłem. Gdy miałem trudny moment w życiu, zostałem wyrzucony z Widzewa. Nauczyłem się zawsze wracać silniejszym.

Padłeś i powstałeś?
Powstałem, stoję i mam nadzieję, że jeszcze długo tak postoję.

Rozmawiał Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności