Aktualności

Pięć goli w dwóch meczach Kamila Adamka. „W Wigrach czuję się świetnie”

Rozgrywki23.09.2020 
Osiem lat temu prosto z okręgówki Kamil Adamek trafił do w ekstraklasy. Zagrał w niej tylko sezon, a później gole strzelał głównie w pierwszej lidze. Liczy, że do ekstraklasy jeszcze wróci, ale na razie zdobywa bramki dla drugoligowych Wigier Suwałki. I to jak – w dwóch ostatnich spotkaniach do siatki trafił pięć razy. – Jestem spełniony, ale piłkarskie marzenia wciąż mam – zapewnia 31–letni napastnik.

Adamek jest pierwszym Polakiem, który w tym sezonie na szczeblu centralnym strzelił hat tricka. Wcześniej trzy gole w jednym meczu zdobył Hiszpan Joan Roman dla pierwszoligowej Miedzi Legnica. Zanim wychowanek Morcinka Kaczawy trzykrotnie pokonał bramkarza Garbarnii Kraków, w trzeciej kolejce dał sygnał o rosnącej formie – zdobył dwie bramki ze Skrą Częstochowa. Wigry zajmują czwarte miejsce z punktem straty do Chojniczanki Chojnice.

– Cieszę się bardzo, że zdobyłem hat tricka, bo dał wygraną. To był dla nas trudny wyjazdowy mecz. Do przerwy spotkanie było bardzo wyrównane. Dobrze rozpoczęliśmy druga połowę, bo zaraz na początku strzeliłem gola. Potem oddaliśmy inicjatywę i Garbarnia wyrównała. Końcówka należała do nas. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zdobyłem trzy gole. Chyba w okręgówce dla Drzewiarza Jasienica – wspomina.

Adamek do Wigier wrócił po trzech latach. Wcześniej w klubie z Suwałk grał w latach 2014–2017. Mecz z Garbarnią był jego setnym występem w tej drużynie. Do tej pory zdobył dla niej 36 bramek. Jak podkreśla w Wigrach znalazł wreszcie stabilizację i na to samo liczy ponownie. Zanim trafił do Suwałk aż pięć razy był wypożyczany z Drzewiarza do różnych klubów. W żadnym nie spędził dłużej niż pół roku, a grał w Podbeskidziu Bielsko–Biała, Koronie Kielce, czeskim Fotbal Trzyniec i Kolejarzu Stróże. Do Wigier też był najpierw wypożyczony i dopiero po roku przeszedł definitywnie.



 – Prezes Drzewiarza liczył, że zarobi za mnie wielkie pieniądze, a kluby wolały mnie wypożyczać. To nie było dla mnie dobre, bo potrzebowałem stabilizacji i czasu, by zgrać się z nowym zespołem. A tu co pół roku zmieniałem klub – podkreśla Adamek. – Dopiero Wigry okazały się drużyną, w której zostałem dłużej. Wtedy mieliśmy naprawdę mocną ekipę. Przez ten zespół przewinęło się kilku piłkarzy, którzy zrobili karierę jak Damian Kądzior czy Rafał Augustyniak albo dotarło do ekstraklasy. Dyrektorem sportowym był Jacek Zieliński i trafiali do nas legioniści, którzy nie mieścili się w składzie. Zabrakło nam jednego gola, by zagrać w finale Pucharu Polski. U siebie z Arką Gdynia przegraliśmy 0:3, ale w rewanżu wygraliśmy 4:2 – wspomina.

Przez ostatnie trzy sezony Adamek grał na zapleczu ekstraklasy – najpierw w Bytovii, a potem w GKS Jastrzębie. Teraz postanowił zejść poziom niżej i grać w drugiej lidze. – Miałem też oferty z pierwszej ligi, ale byłem już po słowie z prezesem Wigier. A u mnie słowo droższe od pieniędzy. Pamiętałem, że spędziłem tu trzy dobre sezony, w których strzelałem średnio po 10 goli. Postanowiłem więc zrobić ten krok do tyłu, by może jeszcze zrobić dwa do przodu. Chcemy wrócić do pierwszej ligi – zapewnia Adamek. – Było też sporo powodów, by odejść z GKS Jastrzębie. Zaczęły się problemy finansowe, odszedł trener, który był w zespole przez lata. Generalnie atmosfera mocna się popsuła, ale nie ma co prać brudów na zewnątrz – twierdzi.

Wigry od lat słyną ze stawiania na młodzież. Teraz też w kadrze jest mnóstwo młodzieży, dla których tacy zawodnicy jak Adamek, Bartłomiej Babiarz, Martin Dobrotka, Adrian Karankiewicz, Hieronim Zoch, czyli piłkarze 30+ mają być wsparciem. – Rzeczywiście to też nasze zdanie, by wprowadzać młodzież do piłki seniorskiej. Trzymamy szatnię, trochę pilnujemy, by młodym nie uderzyła sodówka do głowy, bo to pozwoli im się rozwijać – przyznaje Adamek. – W poprzednim sezonie chyba trochę zabrakło właśnie tego doświadczenia i Wigry spadły z pierwszej ligi. Wiadomo, że to nie jest przyjemny moment, zwłaszcza, że często przegrywa się także u siebie. Dlatego przyszło kilku starszych zawodników, by razem z młodzieżą stworzyć mieszankę, która będzie wygrywać – zapewnia.



I rzeczywiście po spadku do drugiej ligi, Wigry szybko się otrząsnęły. Z trzech meczów wygrały cztery i tracą punkt do lidera z Chojnic. Spora w tym zasługa Adamka, który zdobył pięć z siedmiu goli. Niemal w pojedynkę zapewnił wygrane ze Skrą i Garbarnią.

– W dwóch pierwszych meczach zagrałem tylko po piętnaście minut, bo nie byłem jeszcze gotowy. Trenowałem głównie na siłowni i potrzebowałem trochę czasu, by poczuć piłkę. Korona króla strzelców? Fajnie byłoby zdobyć, ale moim celem jest przede wszystkim awans z Wigrami – mówi Adamek. – Czasem miewam problemy ze skutecznością, z wykańczaniem akcji. Pamiętam mecz z Widzewem w sezonie 2014/2015. Graliśmy w Byczynie na sztucznej murawie. Zdobyłem dwie bramki, a mogłem osiem, ale i tak znalazłem się w jedenastce kolejki. Już w tym meczu mogłem zapewnić sobie króla strzelców – żartuje.

Choć Adamek ma za sobą debiut w ekstraklasie, to spędził w niej tylko jeden sezon. Liczby miał całkiem dobre jak na zawodnika, który właśnie przyszedł z okręgówki. Wystąpił w 17 spotkaniach – na boisku był 589 minut, a i tak zdobył cztery gole i zaliczył pięć asyst.

– Mało kto z okręgówki dostaje taką okazję. Trener Robert Kasperczyk dał mi szansę. Zagrałem w dwóch sparingach. Z Cracovią strzeliłem dwa gole, a w kolejnym zmierzyliśmy się z MSK Żylina, która niedawno grał w Lidze Mistrzów. I też zdobyłem bramkę. Tak się zaczęła poważna przygoda z piłką. Zawsze chciałem być piłkarzem – dodaje Adamek. – Szkoda, że tak krótko byłem w ekstraklasie. Lata lecą, ale może jeszcze tam wrócę. Forma jest, bramki strzelam, choć mogę przyznać, że jako piłkarz jestem już spełniony – kończy.

Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności