Aktualności

Kamil Wojtyra, snajper z Częstochowy. „Nie liczę już moich bramek”

Rozgrywki09.09.2020 

Bardzo udanie rozpoczęła drugoligowy sezon Skra. Klub z Częstochowy, który już wiosną kilkukrotnie zachwycił kibiców swoją grą, wygrał dwa pierwsze mecze i jest jedną z trzech drużyn, które z kompletem punktów otwierają ligową tabelę. – Mocno jednak wszyscy stąpamy po ziemi, żadnych głośnych deklaracji nie składamy – mówi bohater drużyny, Kamil Wojtyra, który zapewnił Skrze owe zwycięstwa.

Nasz bohater stanowczo jednak protestuje przeciwko takiemu stawianiu sprawy. – To nie ja załatwiłem drużynie wygrane. Cały zespół na to pracował. Ja chciałem dobrze wejść w sezon i pokazać się z jak najlepszej strony. Jestem bardzo zadowolony ze startu i zwycięstw drużyny – zachwala zespół jeden z letnich nabytków Skry. Fakt jest jednak taki, że 23-letni napastnik zdobył jedyne bramki dla częstochowian w tym sezonie. A jeszcze nie tak dawno grał w klasie A, czy lidze okręgowej...

Król strzelców razy trzy

Mimo zawiłej ścieżki piłkarskiej Kamil nigdy nie zwątpił w obrany przez siebie cel. – Wiedziałem do czego dążę – mówi. Inna rzecz, że pomagały mu w tym liczby. Łącznie w trzech ostatnich sezonach ligowych w niższych klasach rozgrywkowych, w barwach Znicza Kłobuck, zdobył blisko 140 bramek! – Nie pamiętam już dokładnie, ile zaliczyłem trafień w ostatnich miesiącach – uśmiecha się Wojtyra, którego jedyny problem z golami... tyczy się zapamiętania dokładnej liczby trafień.

Uzupełniając statystyki naszego rozmówcy: sezon 2017/2018 w klasie A – 61 goli i korona króla strzelców. Rok później, w lidze okręgowej – 55 bramek i ponownie tytuł najlepszego strzelca. Miniony sezon w czwartej lidze śląskiej – 18 trafień. Również nikt takim dorobkiem nie mógł się pochwalić. – Szkoda, że ten sezon został przerwany po pierwszej rundzie – mówi Wojtyra. Początek obecnego sezonu pokazał, że klasa rozgrywkowa dla 23-latka nie ma wielkiego znaczenia. – Różnica w poziomach jednak jest widoczna – uśmiecha się Kamil, który tym samym błyskawicznie przypomniał się częstochowskim kibicom.

W Rakowie nie miał szans

Wojtyra przypomniał o sobie kibicom w Częstochowie, bo sam jest wychowankiem Rakowa. W tej drużynie debiutował na szczeblu drugoligowym w sezonie 2014/2015. Jako nastolatek przez trzy sezony był tylko zmiennikiem. – Raków miał mocną pakę, walczył o awans do pierwszej ligi. Byłem chyba wtedy jeszcze za słaby, zarówno mentalnie, piłkarsko, jak i fizycznie, by grać więcej. Wspominam pozytywnie jednak ten okres, było ciężko, ale wiele się nauczyłem w Rakowie – przyznaje 23-latek, który w barwach częstochowskiego Rakowa zaliczył 15 występów. Te ostatnie już pod okiem trenera Marka Papszuna. – Bardzo pozytywnie wspominam tego trenera. Imponował wiedzą, jak również organizacją treningów, które były na najwyższym poziomie. Zdecydowanie przekraczało to drugoligowe realia. Nie było w tym przypadku – ocenia dzisiaj napastnik.

Po niepowodzeniu w Rakowie Wojtyra zdecydował się na dość nietypowy krok. Swoją grę kontynuował w A-klasowym Zniczu Kłobuck. – Nie jest łatwo nie zbłądzić ze swojej piłkarskiej drogi, gdy się wykonuje ten przysłowiowy krok w tył. Mnie się udało, strzelałem bramki w niższych ligach, wzbudzałem zainteresowanie. Odbudowałem się w Zniczu mentalnie i przygotowałem się w tym czasie na granie na wyższym poziomie. Nie miałem chwili zwątpienia, nie myślałem, że to koniec – mówi o swojej decyzji sprzed trzech lat. – Władze Znicza długo namawiały mnie na ten krok. Mimo, że pierwszy sezon graliśmy w klasie A, to odbiegaliśmy od typowych realiów tego poziomu i zdecydowanie wyróżnialiśmy się na tle rywali. Wielu moich kolegów poradziłoby sobie zresztą na wyższym poziomie. Organizacja klubu była na bardzo wysokim poziomie, treningi również. Na zajęciach spotykaliśmy się cztery razy w tygodniu. Czasem wyższy poziom był na zajęciach niż w trakcie meczu z A-klasowym rywalem – wspomina Wojtyra.

Słowa te potwierdzają statystyki. Znicz w klasie A był prawdziwym hegemonem, często wygrywał różnicą 7-8 goli i błyskawicznie awansował do ligi okręgowej, a po roku grał już w czwartej lidze. W minionym sezonie, przerwanym po pierwszej rundzie, drużyna z Kłobucka zakończyła rywalizację na trzecim miejscu. – Wiosną może była szansa powalczyć o coś więcej niż tylko podium... – zastanawia się Wojtyra.

Piwka przed meczem nie było

Dzisiaj z perspektywy czasu wiadomo, że „krok w tył” okazał się dla Kamila słusznym wyborem. W wielu jednak przypadkach decyzja o grze w niższych ligach jest początkiem końca marzeń o futbolowej przyszłości. – Ja jestem bardzo zadowolony z tego czasu, jaki spędziłem w Kłobucku, z relacji jakie miałem z kolegami, trenerami i prezesami Znicza. Różne sytuacje się zdarzały, ale folkloru w częstochowskiej klasie A nie było. W naszym rejonie nie ma problemu z infrastrukturą, więc nie musieliśmy grać na polach. Koledzy prowadzili się zdrowo, więc nikt na piwko przed meczem sobie nie pozwalał – tłumaczy napastnik Skry. – Dramatu nie było, udało się przetrwać, ale teraz już chcę iść tylko do góry – podsumowuje swoją dotychczasową drogę Kamil.

Rekord strzelecki Wojtyry to pięć bramek w jednym meczu. Skuteczność i liczby 23-latka nie uszły uwadze innych klubów, zwłaszcza z regionu śląskiego. Zimą był na testach w Podbeskidziu. – Nie dogadaliśmy się ostatecznie – mówi krótko. Latem pojawił się temat piłkarskiego powrotu do miasta, w którym cały czas mieszka. – Skra to była opcja najlepsza dla mojego rozwoju, tak bym mógł grać i się rozwijać, a jednocześnie bym nie został rzucony na zbyt głęboką wodę. Klub ze szczebla centralnego, dobrze zorganizowany, wszystko na miejscu – zachwala swój wybór.

Dietetyk, który stąpa twardo po ziemi

Skra rozpoczęła ligowe zmagania od skromnych zwycięstw nad beniaminkami, a Wojtyra w nowy sezon wszedł równie mocno, jak w poprzednie rozgrywki. – Nie mam jakichś celów konkretnych,  ile chcę zdobyć bramek, spokojnie podchodzę do tego. Na pewno widoczny jest duży przeskok w porównaniu do czwartej ligi. Gra jest dużo szybsza, jest wyższa jakość piłkarska, nie ma czasu by się zastanawiać nad zagraniem. Gra się dwa razy szybciej – analizuje jedyny w kadrze drugoligowca nominalny napastnik, który wielu piłkarzy Skry znał już wcześniej. Właściwie jedyną nową postacią dla niego był trener, Marek Gołębiewski. – Bardzo dobrze mnie przyjął. Stawia na grę w piłkę, wiele się możemy od niego nauczyć. Sporo pracy przed nami, ale wierzymy, że nasze cele uda się osiągnąć. Po dwóch zwycięstwach podchodzimy spokojnie do ligi, bez huraoptymizmu. Żadnych głośnych celów narzuconych przez władze również nie mamy – mówi zawodnik, który stara się mieć jak największy wpływ na rozwój swojej kariery. Obecnie kończy studia magisterskie na kierunku: żywienie człowieka. – Zawsze się tym interesowałem. Obecnie jestem na ostatnim roku, później jeszcze praca magisterska. Pomaga mi to w utrzymaniu, jak najlepszej sportowej sylwetki.

Wojtyra obecnie jest jednym z dziesięciu piłkarzy, którzy mają na koncie po dwa trafienia. Z wszystkich konkurentów, mimo młodego wieku, ma chyba jednak największy bagaż doświadczeń. – Gdzie będę za jakiś czas? Nie wiem, mój przykład pokazuje, że pół roku w futbolu to dużo. Najważniejsze, by nie robić już kroku w tył, tylko do przodu. Podchodzę na chłodno do mojego startu. Chcę zdobywać jak najwięcej bramek, ale najważniejsza jest drużyna. Twardo stąpam po ziemi, bo dwie bramki to tak naprawdę nic. Stać mnie na dużo więcej – dodaje na koniec.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności