Aktualności

Kamil Wenger rozegrał 69 meczów z rzędu. „Dopiero jak mi nogę urwie…”

Rozgrywki06.01.2021 

Obrońca Olimpii Elbląg od dwóch lat nie opuścił też nawet jednego treningu. – Staram się robić wszystko, by jak najlepiej przygotować się do kolejnego spotkania. A więc regeneruje się, solidnie trenuję z zespołem, zdrowo odżywiam, a także ćwiczę indywidualnie. Do tego szukam bodźców, by wychodzić ze strefy komfortu i sprawdzać jak mój organizm zareaguje. Regularnie morsuję, a ostatnio zacząłem zimą biegać w samych spodenkach – opowiada 30–letni Kamil Wenger.

Zagrał pan w 64 meczach z rzędu od pierwszej do 90 minuty. Jak to możliwe?

Policzył pan tylko spotkania ligowe, a jeszcze były w Pucharze Polski. Właśnie pod koniec roku zrobiłem sobie podsumowanie i razem z nimi wychodzi 69 meczów bez przerwy w pełnym wymiarze.

To robi wrażenie. Na dodatek gra pan na pozycji obrońcy, czyli jest bardziej narażony na złapanie żółtych kartek niż pomocnik czy napastnik.

Bardzo nie lubię osłabiać drużyny. Dostaję mało żółtych kartek, a ostatnio częściej za dyskusje z sędziami niż za faule. I z tego powodu jestem na siebie zły, bo przez niepotrzebne słowa mogę narazić się na pauzę i utrudnić pracę trenerowi. W poprzednim sezonie dostałem cztery żółte kartki, a dwie właśnie za rozmowy z arbitrami. W obecnych rozgrywkach już też jedną złapałem właśnie z tego powodu, a nie za faul. Muszę nad tym popracować. Unikam żółtych kartek, bo rzadko jestem spóźniony na boisku. A kiedy już fauluję, to zwykle nie jest to na tyle groźne, by sędzia mnie upominał.

Ma pan tak dobrą kondycję, że zawsze jest gotowy do meczu? Kontuzje też omijają?

Wiadomo, że na końcu to trener decyduje, czy zagram. W tygodniu między meczami staram się zrobić wszystko, by jak najlepiej przygotować się do kolejnego spotkania. A więc regeneruje się, solidnie trenuję i kumuluję energię przed nadchodzącym meczem. Kontuzje w pewnym stopniu są nieuniknione, ale z drugiej strony można zrobić wiele, by zminimalizować ryzyko urazów. Naderwany czy naciągnięty mięsień to zwykle wina zawodnika, bo nie był odpowiednio przygotowany do wysiłku. Indywidualną pracą można sprawić, że do takich urazów nie dojdzie. Zdarzają się oczywiście kontuzje w trakcie meczu, na przykład złamania po starciu z rywalem i tego nie da się przewidzieć ani uniknąć. Na to nie ma rady.

Jakie są pana metody, by być dobrze przygotowanym?

Jakieś cztery lata temu zacząłem szukać ludzi, którzy zajmują się przede wszystkim przygotowaniem motorycznym. Znalazłem dwóch trenerów, którzy nakreślili mi ścieżkę rozwoju, zapobiegania kontuzjom i poprawiania zdolności motorycznych. Poza treningami w klubie, ćwiczę w siłowni. Oczywiście najważniejsze są umiejętności piłkarskie, ale zawodnik uprawiający ten sport musi też być atletą. Postawiłem też na zdrowe odżywianie, co jednak nie oznacza restrykcji. Próbowałem trzech diet, ale zawsze było mi ciężko się do nich stosować. Szanuje ludzi, którym to się udaje. Sam sobie ustaliłem pewien schemat posiłków przed i po treningu, a także przed i po meczu. Wiem, kiedy można zjeść pizzę czy napić się coli, ale to są nagrody, bo wszystko jest dla ludzi. Po każdym spotkaniu czy treningu regenerację zaczynam od kąpieli w zimnej wodzie. Zimą regularnie uprawiam morsowanie, a ostatnio zacząłem też biegać w mrozie w samych spodenkach po 40–50 minut. Staram się wychodzić ze strefy komfortu i sprawdzać jaki to ma na mnie wpływ.



Takie indywidualne treningi mogą się jednak odwrócić przeciwko zawodnikowi, bo będzie przemęczony dodatkowymi zajęciami.

Odczułem to na sobie. Uważam się za ambitnego zawodnika, który, choć gra w drugiej lidze, to chce być gotowym „produktem” dla trenera. Zdarzało się, że ambicja w tym przeszkadzała – robiłem po dwa, trzy dodatkowe trening i zapominałem o regeneracji. Jednak od około roku dzięki nabytemu doświadczeniu indywidualne ćwiczenia są z korzyścią dla mnie i dla zespołu.

Jaka więc jest recepta, by być dobrze przygotowanym do meczu.

W okresie startowym gramy zwykle co tydzień. Dlatego pierwsze dwa dni po meczu poświęcam w pełni na regenerację. Tak, by we wtorek na treningu być już świeżym zawodnikiem i nie czuć ostatniego meczu. Wtorek i środa to przygotowanie do spotkania i dwa najmocniejsze dni treningowe. Jeśli w czwartek rano wstaję bardzo zmęczony, to wiem, że solidnie trenowałem. Kolejne dwa dni to zarówno regeneracja, jak i łapanie mocy przed meczem.

Zanim rozegrał pan te 69 meczów z rzędów, wcześniej w Olimpii Elbląg też właściwie nie schodził pan z boiska. Jedynie w sezonie 2015/2016 rozegrał pan tylko 23 z 34 spotkań.

Wtedy jesienią trener mocno rotował w składzie i grałem na zmianę z kolegą z zespołu. Mieliśmy tak mocny skład, że szykowaliśmy się na baraże i szkoleniowiec trzymał nas „pod prądem”. Wiosną grałem już bez większych przerw.

Koledzy z zespołu próbują pana naśladować?

Tego nie wiem, ale pytają mnie co robię, jak trenuję i dlaczego właśnie tak. Od dwóch lat nie opuściłem ani jednego treningu. Zdarzają się mikrourazy, ale koledzy się śmieją, że nie będzie mnie na zajęciach, dopiero jak mi nogę urwie. Staram się dbać o siebie i grać jak profesjonalny zawodnik. Wydaje mi się, że w tygodniu pracuję więcej niż zawodnik w ekstraklasie.



Miał pan szansę zagrać na tym poziomie. W sezonie 2010/2011 był pan piłkarzem GKS Bełchatów, który wtedy grał w ekstraklasie.

Widocznie umiejętności piłkarskich nie miałem na tyle dużych. Piłka nożna to nie tylko kwestie motoryczne, ale też talent i możliwości. Ja głównie bazuję na przygotowaniu motorycznym i na drugą ligę to wystarcza.

Nazwisko ma pan wybitnie trenerskie. Zostanie pan szkoleniowcem?

No tak, jest przecież Arsene Wenger. Chciałbym iść w tym kierunku. Na razie w akademii Olimpii Elbląg przekazuje młodym zawodnikom wiedzę dotyczącą przygotowania motorycznego. Raz w tygodniu mam zajęcia z drużynami od U–16 do rezerw występujących w czwartej lidze. W tym roku kończę 30 lat i dopóki nie będę zaniżał poziomu, to będę grał w piłkę. Kiedy młodsi będą lepsi, to zajmę się mocniej szkoleniem. Na razie ukończyłem kurs UEFA C, ale marzę, by poprowadzić zespół jako pierwszy trener na poziomie centralnym.

Rozmawiał Andrzej Klemba

Fot. Cyfrasport

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności