Aktualności

[II LIGA] Stal Rzeszów rzutem na taśmę załapała się do baraży. „Powiedzieliśmy sobie, że lipiec będzie nasz”

Rozgrywki28.07.2020 
Po porażce ze Zniczem Pruszków w 28. kolejce i trwającej wówczas serii meczów bez wygranej, Stal Rzeszów znalazła się w strefie spadkowej. Potem jednak nastąpiła seria zwycięstw, co w ostatecznym rozrachunku zapewniło beniaminkowi udział w barażach o Fortunę 1. Ligę. – Stała się rzecz, która scaliła zespół – mówi napastnik Grzegorz Goncerz. – Po tych wszystkich porażkach nikt nie spuszczał głowy, powiedzieliśmy sobie w szatni, że lipiec będzie nasz. Padły męskie słowa. Od tego czasu wiele się zmieniło na naszą korzyść – dodaje pomocnik Wojciech Reiman.

Stal, która jeszcze w poprzednich rozgrywkach grała w 3. lidze nie kryła się ze swoimi aspiracjami. Przy Hetmańskiej zbudowano zespół z nadzieją, że już w pierwszym sezonie po awansie uda się powalczyć o kolejny awans. Obiecujący początek (pięć zwycięstw w sześciu meczach), dawał podstawy by sądzić, że będzie dobrze. Dalej: między 6., a 10. kolejką rzeszowianie utrzymywali miejsce w pierwszej dwójce. Ale rundę jesienną zakończyli na 6. miejscu ze stratą 12 punktów do Górnika Łęczna. Początek wiosny także nie ułożył się po myśli piłkarzy Stali, przegrali oni dwa pojedynki na dzień dobry. Przed przerwą pandemiczną doszło do zmiany trenera – Janusza Niedźwiedzia zastąpił Marcin Wołowiec. W pierwszym spotkaniu pod wodzą Wołowca, Stal pokonała 4:1 Elanę Toruń. Zespół nie poszedł jednak za ciosem, seryjnie tracił punkty, wylądował w dolnych rejonach tabeli. I nagle nastąpił pozytywny zwrot: beniaminek zaczął wygrywać, piął się w górę. Rzutem na taśmę wepchnął się do baraży.



Podołali zadaniu

Szósta pozycja, ostatnia oznaczająca grę w barażach, stała się faktem po ostatniej serii spotkań, w której Stal 4:0 rozbiła Skrę Częstochowa. Jedną z bramek – siódmą w całej ligowej rywalizacji – zdobył Grzegorz Goncerz, znany kibicom z występów w GKS-ie Katowice. – Lipiec jest dla nas bardzo udany, chociaż na początku tego miesiąca w oczy zajrzało nam widmo spadku. Zwycięstwo z Gryfem Wejherowo okazało się być momentem zwrotnym – uwierzyliśmy, że jesteśmy w stanie wygrywać i strzelać gole. Zaczęliśmy seryjnie zwyciężać, z małą przerwą na remis z Górnikiem Łęczna. Rok temu wygraliśmy z Podhalem, atmosfera piłkarskiego święta sprawiła, że awansowaliśmy do drugiej ligi. Znów pokazaliśmy, że mamy zespół, który w trudnym momencie da sobie radę. Stanęliśmy na wysokości zadania, to napawa optymizmem przed barażami – podkreśla napastnik.

W kryzysowym okresie zespół z Rzeszowa dostał wsparcie od najbardziej doświadczonych piłkarzy. Sprawy w swoje ręce wzięli Goncerz, Wojciech Reiman, Damian Michalik, Damian Kostkowski, Artur Pląskowski. Każdy z nich zaliczył po mniej lub bardziej ważnym trafieniu. – W tym sezonie płaciliśmy frycowe beniaminka. Mieliśmy fajny początek, słaby środek, bardzo dobry koniec, dzięki czemu zrealizowaliśmy nasz cel sprzed sezonu. Trzeba grać do końca, udowodniliśmy, że tak potrafimy. Wzięliśmy całą odpowiedzialność na siebie. Podołaliśmy zadaniu – podkreśla Reiman, który przez większość sezonu nosił opaskę kapitańską. Do 32. kolejki był też najskuteczniejszym strzelcem drużyny (osiem goli), później przegonił go Pląskowski.



Podwójna dawka emocji


– Moja forma była taka, jak dyspozycja całej drużyny – raz grałem dobrze, innym razem gorzej. Najważniejszy jest zespół, każdy z nas dołożył swoją cegiełkę do baraży. Pracowaliśmy na to cały rok. Udało się mimo przetasowań w drużynie. Dużo rzeczy wydarzyło się po drodze, więc możemy być zadowoleni, że spełniliśmy oczekiwania swoje, otoczenia, klubu, wciąż liczymy się w walce o ekstraklasę. Same baraże rządzą się swoimi prawami. To jeden mecz, inna rodzaj emocji, nie jest to normalne spotkanie – przekonuje 31-letni pomocnik.

Stal zmierzy się dziś o godz. 20.15 na wyjeździe z GKS-em Katowice (transmisja w TVP Sport). Dla Goncerza będzie to powrót do domu – drugi przyjazd na Bukową (raz w barwach Podbeskidzia, raz w Stali w 25. kolejce zmagań), odkąd odszedł z GKS-u.



– Nie będę ukrywał, że to dla mnie mecze szczególne. Zawsze kiedy przyjeżdżam do Katowic to serce bije mocniej. Ożywają wspomnienia, przypominają się wszystkie piękne chwile. Sporo tam wygrałem, ale i przegrałem, przez co dziś jestem bardzo doświadczonym piłkarzem, odporniejszym psychicznie. To czerwcowe starcie bez kibiców przebiegało w smutnej atmosferze. Teraz gramy o 20, przy sztucznym świetle, będzie dobra atmosfera, stadion może nie najpiękniejszy, ale mający swój urok. Dla to spotkanie jest nagrodą za dobry lipiec. My wcale się nie czujemy beniaminkiem. Chcemy w barażach sprawić niespodziankę – zapewnia 32-letni snajper.

Piotr Wiśniewski

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 REGULAMIN PROFILU UŻYTKOWNIKA PZPN Polityka prywatności