Aktualności

[II LIGA] Po 87 dniach przerwy na boiska wracają drugoligowcy

Rozgrywki03.06.2020 
W drugiej lidze do rozegrania zostało jeszcze 12 kolejek. Apetyty na bezpośredni awans do pierwszej ligi mają co najmniej cztery drużyny. Hitem 23. kolejki, która zostanie rozegrana cała w środę, jest mecz wicelidera Górnika Łęczna z trzecią drużyną GKS Katowice (transmisja TVP Sport, godz. 20:05).

Lider drugiej ligi, Widzew, przerwę w rozgrywkach wykorzystał między innymi na leczenie piłkarzy. Jednak do pełni zdrowia wrócił jedynie Daniel Mąka. Krystian Nowak, który zimą dołączył do Widzewa z chorwackiego Slavena Belupo, nie zdążył jeszcze w nim zagrać, bo doznał poważnej kontuzji kolana. Gdyby sezon był rozegrany bez przerwy, nie miałby szans wrócić na boisko. Teraz już ćwiczy indywidualnie i być może jeszcze pomoże Widzewowi w walce o awans. Podobnie wygląda sytuacja z Przemysławem Kitą, który także urazu kolana doznał w tym samym sparingu co Nowak. 27-letni napastnik też ćwiczy indywidualnie.

Do kontuzjowanych po wznowieniu treningów grupowych dołączył lewy obrońca Marcel Pięczek, który ma za sobą występy w reprezentacji Polski U-19. W jego przypadku przerwa potrwa jednak kilkanaście dni.



Jak zapewnia Marcin Kaczmarek, trener Widzewa, jego zespół jest jednak gotowy do wznowienia rozgrywek i walki o awans. Po 22. kolejkach to właśnie jego podopieczni uzbierali najwięcej punktów (47). Do pierwszej ligi bezpośrednio wejdą dwie drużyny, a z miejsc 3.–6. rozegrają baraże. Łodzianie nad trzecim zespołem mają już sześć punktów przewagi, a nad siódmym aż 16. Mogą już być niemal pewni gry w barażach, ale oczywiście celem jest wygranie ligi.

– Mam nadzieję, że ostatnie trzy i pół tygodnia przygotowań wystarczy do wykonania celu, jaki został przed nami postawiony. Sytuacja jest specyficzna dla każdego, ale naszą drużynę musi motywować miejsce, w którym jesteśmy. Tylko awans do I ligi nas zadowoli – mówił trener Kaczmarek. – Czujemy dreszczyk emocji, dlatego chcielibyśmy, żeby liga już ruszyła i przede wszystkim, żeby nie opuszczało nas zdrowie. Rozegramy bowiem 12 spotkań w bardzo krótkim okresie. Każdy mecz jest istotny, a każda wygrana przybliży nas do celu – dodał.

Najgroźniejsi rywale Widzewa w walce o bezpośredni awans to drugi w tabeli Górnik Łęczna (42 punkty), trzeci GKS Katowice i czwarta Resovia (po 41).

W drużynie wicelidera przerwa w rozgrywkach też przebiegała pod znakiem leczenia urazów. Do zdrowia wrócili wszyscy kontuzjowani piłkarze, w tym Paweł Wojciechowski, najlepszy strzelec zespołu. Trener Kamil Kiereś przyznaje, że forma zawodników jest jednak pewną niewiadomą, bo nie można było jej sprawdzić w meczach kontrolnych. Weryfikacja nastąpi jednak bardzo szybko, bo w pierwszej kolejce po wznowieniu rozgrywek Górnik zmierzy się z GKS Katowice.



– Nie było sparingów, ale zastępowaliśmy je grami wewnętrznymi. To jednak nie to samo. Chodzi o motywację, a także o to, że gra się z innym zespołem. To sprawia, że jest trudniej, bo w grze na treningu zawodnicy doskonale się znają – podkreśla trener Kiereś w klubowej telewizji. – To nie był okres przygotowawczy podobny do tych zimowych czy letnich. To była mieszanka tego, co zwykle robi się przed sezonem i w przerwie między rundami. Mimo że piłkarze trenowali indywidualnie, to sporo trzeba było nadrabiać, jeśli chodzi o motorykę, ale też nie za mocno, bo czeka nas intensywne granie. Naszym celem jest oczywiście awans – zapewnił.

GKS już po pierwszym spotkaniu może wskoczyć na miejsce dające bezpośredni awans. Do Górnika traci tylko punkt. Także katowiczanie nie wiedzą w jakiej są formie, choć zapewniają o solidnych przygotowaniach.

– Pracowaliśmy nad tym, by na pierwszy mecz po powrocie wyjść w optymalnej dyspozycji. Chcemy przez 90 minut mieć kontrolę, więc musimy być przygotowani fizycznie i zdyscyplinowani taktycznie. Czeka nas spotkanie na szczycie tabeli. Drużyna, która zdobędzie trzy punkty, na pewno znajdzie się w lepszym położeniu – mówi Adrian Błąd.

Kapitan GKS dodaje, że 12 meczów w ciągu 52 dni to spora dawka i każdy zdrowy zawodnik musi być gotowy, by pomóc zespołowi. – Będziemy grali co kilka dni, więc regeneracja odegra bardzo ważną rolę w tym okresie. Każdy zawodnik GKS będzie niezwykle ważnym ogniwem. Może wejść gracz z końca ławki rezerwowych i dać trzy punkty. Musimy dbać zarówno o to, by być na jak najwyższych obrotach, a jednocześnie słuchać sygnałów, jakie wysyła organizm – zaznacza Błąd.



W takiej samej sytuacji jest Resovia, która zdobyła tyle samo punktów co GKS. Podopieczni trenera Szymona Grabowskiego także są zainteresowani wywalczeniem bezpośredniego awansu do pierwszej ligi. Wymuszona przerwa nie była łatwa dla rzeszowian, bo nie było wiadomo jak długo potrwa.

– Co tydzień musieliśmy modyfikować treningi. Zawodnicy długo ćwiczyli indywidualnie, a sztab szkoleniowy mógł tylko próbować zaplanować jak powrót do gry będzie wyglądał. Cztery tygodnie treningów drużynowych to wystarczający czas, by się przygotować, choć brak sparingów to utrudnia. W takiej sytuacji są jednak wszyscy – zaznacza trener Grabowski. – Mamy obawy, czy wraz z kolejnymi meczami nie będzie nawarstwiało się zmęczenie, a co za tym idzie, wzrośnie ryzyko kontuzji. Regeneracja, która powinna zacząć się już po meczu, może być jednym z najważniejszych czynników sukcesu – twierdzi.

Na miejscach barażowych są jeszcze Olimpia Elbląg (36 punktów) i Bytovia (33). Te drużyny będą starały się, by nie wypaść z czołowej szóstki, bo za nimi są chętni, by ich dogonić. Jednym z takich zespołów, który nie złożył broni w walce o awans, jest Stal Rzeszów. Jesienią była nawet liderem drugiej ligi, ale po 22. kolejkach jest dopiero dziewiąta. Do miejsca dającego prawo gry w barażach traci jednak tylko trzy punkty. I takie zadanie dostał Marcin Wołowiec, nowy trener rzeszowian. Dla niego mecz wyjazdowy z Elaną Toruń będzie debiutem w roli szkoleniowca zespołu. Drużynę objął bowiem 11 marca, a kilka dni później rozgrywki zostały zawieszone.



– Przejąłem drużynę z zadaniem, by odrobić straty i znaleźć się w barażach. Staniemy na głowie, by Stal miała szanse dostać się do pierwszej ligi – mówił w wywiadzie dla Łączy Nas Piłka trener Wołowiec. – Wiemy, co było robione do tej pory dobrze, a skupiliśmy się właśnie na tym, co nie funkcjonowało. Dlatego w stylu gry drużyny nie będzie zmiany o 180 stopni – zapewnia.

Takich ambicji nie mają za to Błękitni Stargard, którzy zajmują siódme miejsce. – Z takim małym budżetem, około 1,5 miliona złotych, na wiele spraw nie możemy sobie pozwolić. Gdyby była lepsza baza, lepszy stadion, to i chęci walki o pierwszą ligę byłyby większe. W mieście nie ma na to presji, choć do miejsca barażowego tracimy tylko dwa punkty. Nie ma na to pieniędzy i wolą mieć zespół w środku tabeli drugiej ligi – przyznaje Adam Topolski, szkoleniowiec Błękitnych.

Na dole tabeli walka o utrzymanie też zapowiada się ciekawie. Niewielkie szanse mają ostatnie zespoły w lidze – Gryf Wejherowo i Legionovia, które zdobyły tylko 13 punktów i do bezpiecznego miejsca tracą ich już 14. – Sytuacja rzeczywiście jest bardzo trudna, ale dopóki piłka w grze, jest nadzieja – twierdzi Bogdan Jóźwiak, który trenerem zespołu z Legionowa został przed rundą wiosenną.



Na utrzymaniu bardzo zależy Stali Stalowa Wola, która wróciła na zmodernizowany stadion. Ma na nim zagrać aż 10 z 12 spotkań i w tym widzi szanse na odrobienie strat. Do 14. w tabeli Pogoni Siedlce traci tylko trzy punkty. – Cieszymy się, że pojawiła się możliwość dokończenia sezonu. Tyle spotkań u siebie to wielki atut i jestem przekonany, że zdobędziemy wystarczającą liczbę punktów, by zostać w lidze. W Stalowej Woli jest zapotrzebowanie na drugą ligę. Na pierwszy mecz na nowym stadionie przyszło aż cztery tysiące osób – cieszył się Wojciech Fabianowski, menedżer ds. sportu w Stali.

Andrzej Klemba

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności