Aktualności

[II LIGA] Marcin Sierczyński: Szybko zaczniemy piąć się w górę

Rozgrywki05.03.2018 

Gdy miał 18 lat, zadebiutował w II-ligowym wówczas Zagłębiu Sosnowiec, a następnie ze swoim macierzystym klubem awansował na zaplecze ekstraklasy. Sześć lat później Marcin Sierczyński był już doświadczonym obrońcą i mocnym punktem sosnowieckiego zespołu, który w sezonie 2015/2016, jako beniaminek, zajął trzecie miejsce w I lidze, a w Pucharze Polski doszedł do półfinału. – Czułem już zapach piłki na najwyższym krajowym poziomie, ale w 2017 roku wszystko się zmieniło i muszę się znowu zacząć wspinać - mówi nowy zawodnik zajmującego 8. miejsce w II lidze GKS Bełchatów.

Chciałby pan wymazać rok 2017 z kalendarza?

Nie da się tego zrobić...

A więc zapytam inaczej. Co się stało z pana karierą w 2017 roku?

Sam sobie zadaję to pytanie. Do końca 2016 roku wszystko szło tak, że mogłem być zadowolony. Jako wychowanek Zagłębia cieszyłem si,ę gdy jako 18-latek zadebiutowałem w II lidze, zaliczając minutę na Stadionie Ludowym w meczu z Unią Janikowo.  W następnym sezonie zostałem wypożyczony do III-ligowej Janiny Libiąż i jako defensywny pomocnik w 17 meczach strzeliłem 4 gole.

To zadecydowało o tym, że błyskawicznie wrócił pan do Sosnowca?

Wyglądało to tak: w zimowym sparingu Janina Libiąż zagrała z Zagłębiem, a Leszek Ojrzyński, który w trakcie rundy jesiennej został trenerem sosnowieckiej drużyny, po spotkaniu, pokazując palcem na mnie powiedział, że tego zawodnika chce mieć w swojej drużynie. W odpowiedzi usłyszał „to jest nasz zawodnik” i moje roczne wypożyczenie zostało skrócone. Od tego momentu grałem już w Zagłębiu nieprzerwanie do połowy 2017 roku.

I co się wtedy stało?

Z mojego punktu widzenia nic. Grałem w Zagłębiu regularnie, ale drużyna, która w trakcie minionego sezonu zmieniła pięciu trenerów, nie awansowała do ekstraklasy, bo zabrakło nam jednego punktu. Szkoda mi bardzo tej rundy wiosennej, po której znalazłem się na liście transferowej, a następnie klub rozwiązał kontrakt. Było mi przykro, że tak zostałem potraktowany, bo ja Zagłębie i Sosnowiec mam w sercu. Tam się wychowałem i rozegrałem niemal 200 spotkań w pierwszej drużynie. Tam poznałem żonę. Tam urodził się nam synek. Odchodziłem z bólem serca, ale trafiłem do Podbeskidzia i myślałem, że w Bielsku-Białej, grając nadal w I lidze, szybko odzyskam radość z piłki nożnej. Zacząłem sezon w wyjściowym składzie, ale znowu trafiłem na trenerską karuzelę i wypadłem z gry, a po rundzie jesiennej ponownie znalazłem się na liście transferowej i nowy rok zacząłem od treningów w drugiej drużynie. Choć czułem już zapach piłki na najwyższym krajowym poziomie, w 2017 roku wszystko się zmieniło i muszę się znowu zacząć wspinać.

Wtedy pojawiła się oferta z GKS Bełchatów?

Tematów było kilka, ale dni uciekały i tak naprawdę bełchatowianie okazali się najbardziej konkretni. Dlatego pojechałem i... przekonałem się na własne oczy, że to klub, który nie pasuje do II ligi. Baza jest na miarę ekstraklasy. Stadion, dwa trawiaste boiska treningowe, sztuczna murawa, zaplecze. Dlatego podpisałem kontrakt i jestem przekonany, że szybko zaczniemy piąć się w górę.

Czy spotkał pan w Bełchatowie znajome twarze?

Na dzień dobry znałem tylko Piotrka Giela, z którym pół roku graliśmy razem w Zagłębiu, ale atmosfera w bełchatowskiej szatni jest bardzo dobra i nie było problemów z aklimatyzacją. Jedyny problem pojawił się przy przeprowadzce. Byłem zaskoczony, że w Bełchatowie tak trudno znaleźć mieszkanie. W końcu się jednak udało i od tygodnia mieszkamy już w nim z Roksaną i naszym 9-miesięcznym Antosiem.

Na jakiej pozycji będzie pan grał w bełchatowskim zespole?

Od czasu, gdy trener Mirosław Kmieć przestawił mnie z pozycji defensywnego pomocnika na prawą obronę, to właśnie jest moja pozycja. Trener Mariusz Pawlak też widzi mnie w swojej drużynie w tej roli, a ja staram się udowodnić, że może na mnie liczyć. W sobotnim sparingu wygraliśmy 1:0 z Zagłębiem Sosnowiec, a ja miałem podwójną satysfakcję, bo na swoim „starym” boisku mogłem się cieszyć ze zwycięstwa mojej „nowej” drużyny. Mam nadzieję, że to dobry znak na cały nadchodzący rok.

Interesuje się pan siatkówką?

Oglądam czasem mecze reprezentacji Polski w telewizji, ale kibicem raczej trudno mnie nazwać. Wiem jednak, że Bełchatów to siatkarka potęga i na pewno wybierzemy się na mecz Skry, ale przede wszystkim będę się koncentrował na piłce. W rundzie wiosennej czeka nas trudne zadanie, bo dzieli nas 8 punktów od miejsca dającego prawo gry w barażach o awans do I ligi i 10 punktów od bezpośredniego awansu. Podpisałem jednak kontrakt na półtora roku i jestem przekonany, że do tego czasu dojdziemy co najmniej na zaplecze ekstraklasy. Taki jest mój cel.

Rozmawiał Jerzy Dusik

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży