Aktualności

[II LIGA] GKS Katowice, czyli zacząć nadrabiać stracony czas

Rozgrywki24.07.2019 

W Katowicach otrząsnęli się już po spadku do drugiej ligi, chociaż od wydarzeń z połowy maja odciąć się całkowicie nie da. Doliczony czas gry ostatniego meczu z Bytovią Bytów do dzisiaj ma bowiem realny wpływ na to, co dzieje się w klubie ze stolicy Górnego Śląska.

Ostatnie lata dla GKS Katowice nie były udane. Drużyna, która w teorii co sezon miała bić się o awans do ekstraklasy, była notorycznym rozczarowaniem. W kategorii zaskoczeń „in minus” ostatnie miesiące przebijają jednak zdecydowanie wszystkie wcześniejsze lata. – Nie wiemy, co się dokładnie stało – jeszcze długo po zakończeniu zmagań w minionym sezonie katowiczanie bezradnie rozkładali ręce pytani o przyczyny degradacji z I ligi.

Wzorzec z Zabrza gwarancją sukcesu?

Spadek nie był jednak dziełem przypadku, a wypadkową tego co się działo na boisku, w szatni, ale też i w gabinetach na Bukowej. W drużynie nie było liderów, a zespół miał zbyt duże wahania formy. Przy słabszej dyspozycji pojawiała się presja, która w trudnych momentach nie pomagała. Dodatkowo bardzo często miały miejsce roszady i z jednego ze stabilniejszych klubów GKS stał się bardzo chwiejnym okrętem, który tuż przed cumowaniem został zatopiony.

Po początkowym szoku na Bukowej zabrano się do roboty. Fundamentami nowego GKS-u mają być dwaj panowie, którzy w szatni znają niemal każdy kąt, bo już w przeszłości tworzyli ten klub. Trener Rafał Górak i dyrektor Robert Góralczyk. Ten pierwszy jeszcze dwa miesiące temu walczył o promocję do I ligi z Elaną Toruń, nie udało się, więc został na tym samym poziomie rozgrywek, ale już w klubie, z którym łączy go więź emocjonalna. Góralczyk w poprzednim sezonie pracował w trzecioligowym Motorze Lublin, był wcześniej także asystentem w sztabie selekcjonera Adama Nawałki. Przy Bukowej piłkarzem i trenerem był jego ojciec, Jacek. Obecny duet z Bukowej może przypominać sytuację z pobliskiego Zabrza, gdzie współpraca związanego emocjonalnie z Górnikiem tandemu Artur Płatek - Marcin Brosz układa się bardzo dobrze, a co najważniejsze przynosi efekty.


Chociaż obecnie w GKS na stanowisku prezesa jest wakat, to nikt nie ma wątpliwości, kto rządzi na Bukowej, przynajmniej w działce sportowej. – Trener Górak ma swój pomysł na grę. Jest mnóstwo rzeczy, które wspólnie przerabiamy krok po kroku, więc zgranie dopiero nadchodzi. Są nowi zawodnicy. Potrzeba czasu, ważna jest analiza i wyciąganie wniosków z tego, co do tej pory pod opieką trenerów zrobiliśmy – mówi kapitan katowickiej jedenastki, Adrian Błąd, obecnie jeden z bardziej doświadczonych zawodników w drużynie. 

„Piszczu” zwrócił uwagę

Znajomość niższych klas rozgrywkowych przez duet zarządzający drużyną wpłynęła na ruchy transferowe katowiczan. Na Bukowej z konieczności, ale także z wyboru, zdecydowano się radykalnie „przewietrzyć szatnię”. Do drużyny dołączyło 15 nowych zawodników, tylu samo odeszło. Większość tych, którzy przyszli do Katowic to zawodnicy na dorobku, którzy do tej pory wyróżniali się w drugiej lidze (Dawid Rogalski, Grzegorz Rogala, Bartosz Mrozek, Grzegorz Janiszewski, Maciej Stefanowicz) lub tak jak Michał Gałecki z Motoru Lublin – wcześniej pracowali z dyrektorem Góralczykiem.

Nie brakuje jednak także ciekawych nazwisk, znanych już kibicom z ekstraklasy, jak chociażby Kacper Michalski. Jesienią rozegrał 11 spotkań w Górniku Zabrze, wiosną jednak wobec silnej konkurencji ze strony stranieri grywał głównie w trzecioligowych rezerwach i Centralnej Lidze Juniorów. A przypomnijmy, że był on kadrowiczem reprezentacji U-19, znalazł się także w szerokiej kadrze na MŚ U-20. – Wybrałem ofertę GKS-u, ponieważ klub przedstawił na mnie konkretny plan, co bardzo mi się spodobało. W Górniku spędziłem naprawdę udany okres i co prawda teraz będę występował na niższym szczeblu, ale chcę pomóc klubowi z Katowic awansować i pójść w górę – mówi prawy defensor, który z drugoligowcem związał się dwuletnim kontraktem.


Wraz z Michalskim drogę z Zabrza do Katowic będzie przemierzał Marcin Urynowicz, który ma na swoim koncie cztery bramki w ekstraklasie. Innym zawodnikiem na którego warto zapewne zwrócić uwagę jest Zbigniew Wojciechowski. Zawodnik anonimowy, nawet zapewne dla kibiców na Śląsku, do tej pory grał bowiem w czwartej lidze, ale polecił go były reprezentant Polski. – Sam Łukasz Piszczek nam zwrócił na niego uwagę. Zbigniew to wychowanek Podbeskidzia Bielsko-Biała, ale od lipca ubiegłego roku występował w czwartoligowym klubie z Goczałkowic Zdrój – mówi o defensorze Góralczyk.

W GKS-ie odważniej postawiono też na młodzież z klubowej akademii. Katowiczanie nie powinni się więc obawiać o obsadę pozycji młodzieżowców, bo prócz Michalskiego jest jeszcze chociażby 19-letni pomocnik Kacper Tabiś. Trenerzy zdecydowali także, że jedno z dwóch miejsc w składzie dla młodzieżowca przypadnie bramkarzowi. W Katowicach o miejsce między słupkami rywalizuje obecnie czterech golkiperów, najstarszy z nich ma…19 lat. – Taki mieliśmy plan, cieszymy się, że ta drużyna jest tak młoda i jest taka rywalizacja – to raz jeszcze trener Górak.

Najważniejsze, że nikt nie padł

W klubie jest tylko ośmiu zawodników mających doświadczenie z gry w ekstraklasie. Wydawało się początkowo, że te grono będzie minimalnie większe, ale latem – już po pierwszych decyzjach kadrowych – klub rozstał się z czwórką zawodników. Za porozumiem stron postanowiono rozwiązać umowy z Mateuszem Kamińskim, Adrianem Frańczakiem, Mateuszem Mączyńskim i Bartłomiejem Poczobutem.

Ta sytuacja pokazuje, że w Katowicach nikt nie zamierza tolerować bylejakości i przymykać oczu na różne wybryki. Trener Górak znany jest z tego, że potrafi sobie zjednać sympatię i jest sprawiedliwy, potrafi być jednak również bardzo surowy. Kibicom przypadły do gustu jego wypowiedzi i oceny po pierwszych sparingach. – Gdyby jadł to pies, to by zdechł – powiedział o pierwszej połowie sparingu z GKS-em Jastrzębie. Na wygraną z czeskim trzecioligowcem MFK Frydek-Mistek 6:0 zareagował natomiast ze znanym sobie dystansem. – Najważniejsze, że nikt nie padł – zażartował.


Właśnie z osobą trenera w Katowicach wiązane są największe nadzieje. Chociaż na Bukowej nikt nie mówi o błyskawicznym powrocie do I ligi, to jednak spadkowicz będzie, trochę z „urzędu”, jednym z faworytów do awansu. – Nie chcemy mówić, jaki jest konkretnie nasz cel. Chcemy budować drużynę, ale też każdy z nas ma duszę sportowca, więc wiadomo, że będziemy chcieli piąć się w górę tabeli, będziemy chcieli wygrywać poszczególne spotkania – mówił Górak zaraz po powrocie do Katowic. Trener ma jeden, podstawowy cel. Budowa drużyny. Najbardziej deficytowym towarem w tej sytuacji jest czas. – Budowanie zespołu to proces. Nie wystarczy kilkanaście dni, by mieć gotowy zespół. Wielu zawodników dochodziło do nas jeszcze w późniejszym okresie przygotowań, więc ten skład na ligę może się jeszcze zmieniać. Musimy być tego świadomi – mówił wielokrotnie trener drugoligowca, zwracając również uwagę na relacje w samej szatni. – Chciałbym by koledzy z szatni byli dobrymi znajomymi. To się przekłada na boisko – tłumaczył Górak, który GKS Katowice w roli trenera w niedzielę poprowadzi po 2167 dniach przerwy. Teraz chce, podobnie jak i cały klub, zacząć nadrabiać stracony czas.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności