Aktualności

[II LIGA] Druga młodość Górników z Łęcznej. „To się nadaje do rekordów Guinnessa”

Rozgrywki27.07.2020 
Mieszanka młodości z rutyną to z pewnością najlepsza metoda w drodze do sukcesu. Trochę pewnie z przymusu, trochę z wyboru „pod prąd” postanowili pójść w Łęcznej. Górnik w pierwszej kolejności postawił na doświadczenie. W ostatniej kolejce drugoligowych rozgrywek drużyna z Lubelszczyzny miała najwyższą średnią wieku w podstawowej jedenastce – 28,5. Statystyka ta jednak nie może dziwić.

Jeszcze lepiej tendencje z Łęcznej obrazuje średnia wieku bloku defensywnego. Jeśli weźmiemy pod uwagę czterech defensorów, którzy występowali w ostatnich meczach, a z których najmłodszy ma 29 lat, jest to Paweł Baranowski, to średnia wieku w tej formacji wynosi dokładnie 34 lata. – To chyba najstarsza defensywa w Europie – śmieją się w obozie zwycięzców drugoligowych rozgrywek.

Stabilizacja w Łęcznej

Gwiazdą „starszyzny” w Łęcznej w minionych rozgrywkach nie był jednak żaden z defensorów, a Paweł Wojciechowski. Zawodnik, który ma za sobą staż w Hiszpanii, Holandii oraz na Białorusi, nie tylko przewodził linii ofensywnej swojej drużyny, ale był w ogóle jednym z najlepszych strzelców drugoligowych rozgrywek. Zaliczył siedemnaście trafień, plus dwa w Totolotek Pucharze Polski. – To był chyba, jeżeli chodzi o moje indywidualne dokonania i liczby, mój najlepszy czas. Nie miałem problemów ze zdrowiem, a nieczęsto taki komfort miałem wcześniej. Zagrałem pełny sezon, więc mogę być w pełni zadowolony. Ponadto ważna jest stabilizacja. Wcześniej najczęściej w jednym klubie spędzałem maksymalnie dwa lata, teraz będzie inaczej – mówi Wojciechowski, który w Górniku właśnie skończył drugi sezon. Jego najdłuższa przerwa bez bramki w zakończonych rozgrywkach to trzy mecze.



Efektem dobrej pracy Wojciechowskiego był niedawno podpisany nowy kontrakt z klubem z Lubelszczyzny. Będzie on obowiązywał przez kolejny rok z opcją przedłużenia o następnych dwanaście miesięcy. – Dobrze się czuję w Łęcznej. Szatnia mnie bardzo dobrze przyjęła, żona jest w ciąży, całe otoczenie powoduje, że dobrze się tu gra – dodaje zawodnik, który w Górniku rozegrał w tym sezonie trzydzieści meczów.

Powrót z zaświatów

Wiosną przypomniał o sobie w Łęcznej Bartosz Śpiączka. Zawodnik, który w trzech poprzednich latach zaliczył trzy spadki, za każdym razem z innym klubem, tym razem przyczynił się do awans.  – Chciałem tu wrócić, bo bardzo dobrze czułem się w tym klubie i miałem w Górniku swoje najlepsze sezony. Wiedziałem, że to najlepsze miejsce, by się odbudować. Łęczna to mój drugi dom – mówił zimą, tuż po przyjściu do Górnika.



W Łęcznej Śpiączka spędził do tej pory swój najlepszy okres w karierze, podczas dwóch sezonów w ekstraklasie zdobył 19 bramek. Jesienią, po tym jak definitywnie rozstał się z klubem z Niecieczy, w ogóle nie grał, wiosna miała być dla niego testem i być może ostatnią szansą na zaistnienie na szczeblu centralnym.  – Chciałbym wrócić na usta ludzi, ale nie za sprawą tematu zawodnika, który trzy razy spadał z ligi. Wróciłem, by odbudować się po moich bardzo złych ostatnich latach. Teraz jest czas na to, by pokazać, że wszyscy już skreślili Śpiączkę przedwcześnie. Czas, by się wszystko poukładało i poszło do przodu – przesłanie płynące z ostatnich wypowiedzi Śpiączki z pewnością udało się w pewnym stopniu zrealizować. Wespół z kolegami zatrzymał na drodze do awansu swój poprzedni klub, czyli GKS Katowice. 28-letni napastnik wiosną zdobył trzy bramki, w każdym z tych meczów były to trafienia wpływające na końcowy sukces. Po pandemicznej przerwie pojawiał się na boisku w każdym spotkaniu, z czasem został pierwszym wyborem trenera Kamila Kieresia.

W klubie Śpiączka spotkał kilku starych znajomych, chociażby trenującego następców bramkarza Sergiusza Prusaka i dyrektora sportowego Veljko Nikitovica, ale także cały czas aktywnego Pawła Sasina. – W zespole mamy mieszankę doświadczenia z młodością i ci bardziej ograni zawodnicy muszą dać przykład, a przy okazji wspierać młodszych zawodników. Na pewno możemy jeszcze pograć i namieszać w pierwszej lidze, mamy swoje ambicje – mówi 36-letni Sasin, który w Łęcznej gra nieprzerwanie od 2013 roku. W tym sezonie rozegrał łącznie 13 meczów, ale w ostatnich tygodniach był niezastąpiony na prawej obronie.

W odwodzie jest jeszcze duet 26-latków z województwa mazowieckiego i ich rówieśnik, wychowanek Lecha Poznań. Marcin Stromecki to jeden z liderów Górnika. Pomocnik z Nowego Dworu Mazowieckiego zagrał wszystkie możliwe ligowe spotkania, tylko w Częstochowie opuścił plac gry w 69. minucie. W przeszłości grał w Stomilu Olsztyn czy Zniczu Pruszków. Bartłomiej Kalinkowski do Górnika dołączył natomiast zimą, wcześniej grał w ŁKS Łódź. Wiosną zagrał jednak tylko sześć spotkań. Maciej Orłowski z Lecha Poznań do Górnika trafił 18 miesięcy temu, ale podstawowym graczem był jedynie jesienią. Wiosną przebywał na murawie 360 minut.



Najstarsza defensywa w Europie

Zwłaszcza obrona Górnika opiera się na doświadczonych piłkarzach. Pierwsze skrzypce w tej formacji na środku gra Paweł Baranowski, który występował chociażby w Podbeskidziu Bielsko-Biała czy też w GKS Bełchatów. 29-latek z Suwałk w tym sezonie opuścił tylko jeden mecz i to tylko z powodu przymusowej absencji za żółte kartki. We wszystkich pozostałych spotkaniach grał „od deski do deski”, zdobył także dwie bramki.

Niewiele gorsze statystyki ma jego partner na środku defensywy, 35-letni Tomasz Midzierski, były piłkarz chociażby Miedzi Legnica czy GKS Katowice. Od meczu siódmej kolejki trener Kiereś nie rezygnował z jego usług, łącznie w tym sezonie zaliczył 30 występów ligowych. A skład defensywy uzupełnia jeszcze Leandro, Brazylijczyk z polskim paszportem. Ten 36-latek do Łęcznej trafił przed sezonem, jest to zresztą już jego drugi pobyt w klubie, nie miał więc większych problemów z aklimatyzacją. Od pierwszych meczów zadomowił się w wyjściowej jedenastce Górnika. – Śmiejemy się, że ta trójka plus Paweł Sasin, to najstarsza defensywa w Europie. Chyba trzeba to sprawdzić i zgłosić do Księgi Rekordów Guinnessa – puszcza oczko Wojciechowski, dodając po chwili jak najbardziej poważnie. – Każdy z naszych doświadczonych graczy, nie tylko obrońcy, ma swoje ambicje, chce coś udowodnić. Zresztą ja mam taką teorię, że sportowiec na każdym treningu chce coś udowadniać, przystępuje do każdych zajęć z dużą zawziętością. Tak jest w każdym razie u nas, potem to przynosi efekty – przyznaje.



By dopełnić obraz solidnej wiekowo, ale również zdającej sportowy egzamin defensywy, trzeba dodać, że w pogotowiu wśród bramkarzy jest jeszcze Sergiusz Prusak, 41-letni bramkarz. Co prawda ostatni mecz w barwach Górnika Łęczna zagrał dwa lata temu, a dzisiaj przede wszystkim jest trenerem bramkarzy w zespole świeżo upieczonego beniaminka Fortuna 1. Ligi. Do drugoligowych rozgrywek został jednak awaryjnie zgłoszony, gdy młodsi konkurenci zmagali się z problemami zdrowotnymi. – Gdyby była potrzeba, to pewnie wszedłby do bramki. Czasami na treningach staje na linii, widać, że dyspozycja jest. Pewnie  widząc niewiele młodszych kolegów grających w meczach o stawkę czasami aż się pali do gry i chciałby pojawić się na boisku – uśmiecha się jeden z liderów w ekipie zwycięzcy drugiej ligi, który podkreśla jednak również pracę młodszych piłkarzy. – W szatni nie ma żadnych podziałów, tworzymy jedną całość, dobrze się dogadujemy. Wspólnie zapracowaliśmy na sukces, jaki stał się naszym udziałem – dodaje na zakończenie Wojciechowski.

Tadeusz Danisz

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności