Aktualności

[II LIGA] Dawid Rogalski, czyli po burzy w Katowicach wychodzi słońce

Rozgrywki22.11.2019 

Jest najlepszym strzelcem swojej drużyny, która coraz odważniej myśli o powrocie do pierwszej ligi. Latem Dawid Rogalski miewał jednak momenty zwątpienia. Klub, którego był zawodnikiem nie wiązał z nim przyszłości, a przede wszystkim u zawodnika pojawiły się problemy kardiologiczne. Teraz życie napastnikowi GKS Katowice wynagradza ostatnie zawirowania.

Po słabym starcie w drugiej lidze w ostatnich tygodniach klub ze stolicy Górnego Śląska spisuje się coraz lepiej. Obecnie w tabeli jest na miejscu gwarantującym baraże, a meczu nie przegrał od drugiej połowy sierpnia i wizyty w Łęcznej. Trudno oczywiście wiązać to wyłącznie z jedną osobą, ale fakt jest taki, że właśnie mecz na Lubelszczyźnie był ostatnim spotkaniem, kiedy to Dawid Rogalski wszedł na boisko z ławki rezerwowych. W każdym kolejnym meczu ligowym grał od pierwszej minuty.

Zależni od Rogalskiego

Już w ligowych potyczkach z Garbarnią Kraków i Skrą Częstochowa Rogalski wpisywał się na listę strzelców, czym zaskarbił sobie zaufanie trenera Rafała Góraka. W ostatnich tygodniach stał się natomiast bezsprzecznie napastnikiem numerem jeden w talii katowiczan. W czterech ostatnich meczach zdobył cztery bramki, a GKS głównie dzięki młodemu zawodnikowi zainkasował osiem punktów. – Nie czuję się jednak bohaterem Gieksy, cała drużyna pracuje na wynik. Równie wielką pracę wykonuje także trener Górak, dzięki któremu ta nasza współpraca na boisku wygląda coraz lepiej – mówi skromnie 23-letni napastnik ze Szczytna, którego kibice mogli poznać już w ubiegłym sezonie. W barwach drugoligowego Gryfa Wejherowo zdobył 11 bramek, tak dobrej serii, czterech bramek z rzędu, jednak jeszcze nie miał. – Faktycznie, to chyba moja najlepsza forma, jeszcze tak dobrze się nie czułem. Ale z drugiej strony… nie czuję, że gram jakoś wyjątkowo rewelacyjnie, stać mnie na więcej – mówi z uśmiechem zawodnik, który do Katowic dołączył latem.

Właśnie w przerwie między sezonami w życiu 23-latka działo się bardzo dużo. Do Wejherowa Rogalski był jedynie wypożyczony z GKS Tychy. Wcześniej w tym klubie nie dostał szansy w żadnym meczu ligowym, po udanym sezonie 2018/2019 również jego pozycja w śląskim pierwszoligowcu się nie zmieniła. – O Tychach nie chcę mówić, bardzo się cieszę z tego, gdzie teraz jestem. Gdy tylko pojawiła się oferta z Katowic, to z niej skorzystałem – ucina szybko temat poprzedniego klubu. Na Bukowej szybko znalazł wspólny język z kolegami z szatni. – GKS Katowice zachował się bardzo konkretnie w stosunku do mnie, pokazał, że mu zależy, to było szalenie dla mnie istotne. Od początku także bardzo fajnie układała się współpraca z trenerem Górakiem i kolegami. A w Tychach nie chciałem tracić czasu, szybko zorientowałem się w swojej sytuacji, że nie mam zbyt wielkich szans. Oferta z Katowic przyszła w idealnym momencie – wspomina Rogalski, który po kilku dniach pobytu na Bukowej mógł zwątpić czy będzie mu dane kiedykolwiek wystąpić w barwach katowickiej drużyny.

Dysproporcje w wielkości komór serca

U naszego bohatera zdiagnozowano problemy z sercem, a konkretnie, badania wykazały dysproporcje w wielkości komór serca. – Przeżywałem wtedy trudne momenty, miewałem wątpliwości czy będę mógł grać jeszcze w piłkę, na szczęście miałem wsparcie bliskich – tak teraz wspomina Rogalski chwile sprzed kilku miesięcy. – Byłem początkowo totalnie zaskoczony, bo nigdy wcześniej nie miałem żadnych problemów ze zdrowiem, a zwłaszcza z sercem. Nie wiedziałem, czy będę mógł grać jeszcze w piłkę, ta niepewność była najgorsza. Gdy pojawiałem się na treningu, mogłem jedynie lekko ćwiczyć, a koledzy normalnie trenowali. To nie było zbyt miłe, zwłaszcza dla nowego chłopaka w drużynie – kontynuuje napastnik, który ostatecznie po przejściu szczegółowych badań dostał zielone światło od specjalistów na grę. – Mam zdiagnozowane „serce sportowca”, wszystko jest jednak ze mną w porządku. Badania wykluczyły jakiekolwiek zagrożenia, mogę normalnie trenować i grać – oddycha z ulgą Rogalski.

Rogalski swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał bowiem na Wyspach Brytyjskich, dokąd wyemigrowali jego rodzice, gdy Dawid miał pięć lat. Z czasem zaczął trenować piłkę i grać w niższych ligach angielskich. Z czasem podpisał kontrakt z drużyną Maidenhead United FC, grającą na piątym poziomie rozgrywkowym. – Miałem jednak problemy, klub mnie blokował, przez rok praktycznie nie grałem. Zdecydowałem się więc na zmianę – wspomina zawodnik, który w 2017 roku spróbował swoich sił w ojczyźnie. – To nie była łatwa decyzja. W Anglii już wtedy zacząłem studia, miałem poukładane życie, wiedziałem, że gdy mi się nie uda w Polsce, to będę musiał wrócić na Wyspy Brytyjskie i zająć się czymś innym niż futbolem. Ale oferta z Polski to była dla mnie szansa, chciałem spróbować – wspomina z typowym angielskim akcentem. – Chodziłem na Wyspach Brytyjskich do szkółki weekendowej, uczyłem się języka polskiego, rozmawiałem też z rodzicami w naszym ojczystym języku, tak by nigdy nie zapomnieć języka – mówi Dawid, który w Anglii cały czas ma wiernych kibiców. – Rodzice zostali i cały czas obserwują moją grę. Są zadowoleni, ale wiedzą też, że stać mnie na więcej.

„Najlepsze nadejdzie”

Nie tylko języka nauka, jak podkreśla sam Rogalski, przydaje mu się teraz w Polsce. – W Anglii nauczyłem się podstaw futbolowych, pracowałem z kilkoma trenerami. Otrzymywałem wiele indywidualnych wskazówek, głównie dotyczących taktyki. Ale pracowałem także nad strzeleckimi umiejętnościami. Czasami może nawet za dużo, tak sobie teraz myślę. Dodatkowe treningi miałem nawet jeszcze po przyjeździe do Polski, mocno zwracałem na to uwagę. Obecnie jest już dużo grania, nieraz co trzy dni, więc ta intensywność treningów jest mniejsza – opowiada Rogalski, który zwraca szczególną uwagę na detale w treningu oraz intensywność zajęć. – Zawsze w treningu i jego intensywności trzeba zachować umiar, nie można przesadzać z zajęciami – dodaje.

Rogalski obecnie stara się nie wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Ostatnie miesiące pokazały, że najlepiej skupiać się na tym co „tu i teraz”. – O koronie króla strzelców II ligi nie myślę. Oczywiście, moje indywidualne zadania są ważne, chcę trafiać do siatki, ale cel drużyny liczy się przede wszystkim. Nikt w naszej szatni nie wypowiada słowa awans. Układa nam się dobrze, ale skupiamy się na najbliższym spotkaniu. Nie chcemy zmarnować efektów ostatnich tygodni i pracy z trenerem Górakiem – dodaje spokojnie na koniec nasz rozmówca, który liczy, że to co najlepsze dopiero przed nim.

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności